Aż nadto znała uczucie dumy trzymającej ją na odległość. Trzymającej je na odległość – obie miały tendencje, jeśli nie do unoszenia się nią, to do cenienia jej zbyt bardzo. I teraz ta sama duma sprawiała, że Desideria stała, zamiast załamać się pod swoim ciężarem na żwirowej alejce, albo przysiąść na kamiennej ławeczce. Stojąc można było łatwiej uciec, jeśli wymagałaby tego sytuacja. Ta sama duma sprawiała też, że słowa przychodziły jej opornie, ale jednocześnie przegrywała z żalem. Ten był zbyt wielki dzisiejszego wieczoru, torując sobie drogę poprzez łzy i odrobinę szczerości.
Nie wiedziała – Zabini też wolałaby chyba nie wiedzieć. Gdyby nie wiedziała, jej życie byłoby o wiele lżejsze i mogłaby zająć głowę zupełnie czym innym, zamiast wyrzucać Louvainowi niewierność. Słowa Astorii na moment tylko podsunęły jej myśl, że może wyolbrzymiała sobie cały problem i w rzeczywistości wcale nie było aż tak źle, a plotki nie huczały aż tak jak jej się wydawało, ale… ale na pewno Avery była tylko jakimś wyjątkiem. Pochłonięta swoją galerią nie była najlepszą jednostką do weryfikowania tego jak przemieszczały się plotki.
— Rozmawiałam. Dzisiaj. Teraz. Nie nazwałabym tego niczym takim — głos jej zadrżał na wspomnienie jego głosu, który rozbrzmiewał w jej uchu jeszcze chwilę temu. Świadectwem całej sytuacji były rozbite wazony i doniczki, które ktoś będzie musiał potem posprzątać. Wymiana zdań z Louvainem natomiast, jeśli czegokolwiek dokonała to było to utwierdzenie jego narzeczonej w przekonaniu że było gorzej niż myślała. Jednym było oprowadzanie się z jakąś kobietą pod jej nieobecność, ale czym innym absolutne przekonanie o braku swojej winy. On tego chciał, od początku do końca. Straciła go całego.
Potem nastąpiła cisza. Długa, a może tylko taką się wydawała pośród pąków czarnych i czerwonych róż, które porastały krzewy Maida Vale. Spojrzenie Desiderii przez chwilę utkwione było w twarzy Astorii, zanim ześlizgnęło się z niej i przesunęło gdzieś w bok. Chyba nie chodziło tylko o to, co wydarzyło się dzisiaj. Nie. Dzisiejszy wieczór był zaledwie sumą wszelkich problemów, które systematycznie zwiększały dzielący ich dystans od miesięcy. Sama już nie była w stanie przypomnieć sobie od czego właściwie się zaczęło i kiedy to było. A przecież na początku było tak słodko.
— Dzisiaj? Dzisiaj przestałam być już pewna, że cokolwiek z tego zostało — odpowiedziała cicho, z jakimś rozżaleniem, większym niż wcześniej, jakby do tej pory ani razu ta myśl nie przeszła jej przez głowę.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.