Atreus poczuł jak pora roku działa przeciwko niego i podeszwa buta ślizga się na nieco oblodzonym chodniku. Nie na tyle, by całkowicie wytrącić go z równowagi i spowodować że wyląduje na ziemi, ale na tyle by nie trafił tam gdzie chciał. Ale i tak to chyba wystarczyło, żeby całą sytuację przesądzić. Facet rozproszył się, na chwilę poświęcając Atreusowi więcej czasu niż powinien i wtedy Nott odbił sobie każdy poprzedni kopniak, którego musiał doświadczyć. Ostra krawędź wbiła się w łydkę napastnika bez problemu. Mężczyzna zawył, zdjęty bólem lecąc na śnieg i łapiąc się za ranione miejsce. Krew ciekła mu przez palce, brocząc otaczającą ich, brudną biel.
— Wypierdalaj stąd — zarządził auror po krótkiej chwili wahania. Kopniaki i ciosy pięściami chyba mieściły się znakomicie w jego słowniku rzeczy dozwolonych podczas bójki, ale cięcie ciała w tak obrzydliwy sposób chyba już przywracało mu trzeźwość. Coś w nim, najpewniej ta część która nosiła odznakę, krzyczała że to zanadto wykraczało poza granice samoobrony. Najlepiej więc było dla wszystkich, by facet zawinął się stąd jak najszybciej, co z resztą zrobił bez większych sprzeciwów. Zostali więc we dwoje, w towarzystwie jego dwóch nieprzytomnych wciąż kolegów. — Kurwa, Nott, coś ty odpierdolił — rzucił szybko, dopadając do niego, wciąż rozłożonego na śniegu i niewątpliwie wciąż całego w bólu. Ale nie było to coś, czego nie poskładałoby parę dobrze zażytych eliksirów. — Możesz wstać?