05.06.2026, 08:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2026, 08:28 przez Christopher Rosier.)
Nigdy nie myślał w takich kategoriach: że bogina warto złapać, aby na nim ćwiczyć czy to tego Riddikulusa, czy postępowanie z innymi potworami, jeśli dasz radę znaleźć kogoś, kto konkretnego potwora się boi. Ostatecznie jeśli w czymś szkolił ludzi, to raczej w szczegółach dotyczących przygotowywania projektów, czasem szycia i innych stu tysięcy drobiazgów związanych z funkcjonowaniem Domu Mody Rosierów. Kiwnął więc tylko głową, nie zamierzając się kłócić: jeżeli Victoria miała ochotę zabrać sobie stąd bogina, dlaczego miałby się temu sprzeciwiać?
Jego irytacja rozpłynęła się, gdy Lestrange parsknęła, bo to oznaczało, że nawet niedoskonałe zaklęcie przynajmniej częściowo wywołało zamierzony przez niego efekt. Zachęcony tym sukcesem, gdy ona usiłowała wyczarować coś jeszcze do zamknięcia bogina, on spróbował „udoskonalić” strój, jaki miał na sobie fałszywy, stary i biedny Rosier.
I tym razem wyszło idealnie!
Nie wybuchł może głośnym śmiechem, ale rozpromienił się, gdy strój bogina pod łańcuchem stał się zielony i zaczęły zwisać z niego bombki, oczywiście takie nietłukące - przy brzegach tuniki, płaszcza, nietoperzowatych rękawach. Łańcuch zwinął się, wpasowując w strój. Była to bez wątpienia bardzo wymyśla kreacja, ale też raczej nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby w niej paradować, bo skojarzenie pozostawało oczywiste: człowiek - choinka. Jeden z tych szalonych projektów, które projektanci pokazują, aby zwrócić uwagę, ale które ewidentnie nie powinny (zdaniem Chrisa i jego ojca) być prezentowane w Domu Mody Rosierów.
A potem człowieka choinkę zaklęcie Victorii zmiotło do szuflady.
- Myślę, że wystarczy nam oglądania kuchni. I tak raczej bym tu wiele nie gotował - stwierdził, wodząc podejrzliwym spojrzeniem po szafkach. Oczywiście, nie dlatego, że nie potrafił (wierzył święci, że tamten pudding to nie było szczęście, a po prostu był tak świetny we wszystkim, co robił), tylko bo od tego były skrzaty. - Nie jestem pewien, czy zaglądanie na strych i do piwnicy nie wykończy nas nerwowo. Przysięgam, że jeśli siedzi tam jakiś ghul, wyślę sprzedawcy wyjca.
Otworzył przed Victorią drzwi kuchenne, a potem gdy wyszli zamknął je. Bardzo starannie. I rzucił kolejne, podejrzliwe spojrzenie, tym razem zasłonom, z których wcześniej wypadły gryzące, latające stwory.
Jego irytacja rozpłynęła się, gdy Lestrange parsknęła, bo to oznaczało, że nawet niedoskonałe zaklęcie przynajmniej częściowo wywołało zamierzony przez niego efekt. Zachęcony tym sukcesem, gdy ona usiłowała wyczarować coś jeszcze do zamknięcia bogina, on spróbował „udoskonalić” strój, jaki miał na sobie fałszywy, stary i biedny Rosier.
Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
I tym razem wyszło idealnie!
Nie wybuchł może głośnym śmiechem, ale rozpromienił się, gdy strój bogina pod łańcuchem stał się zielony i zaczęły zwisać z niego bombki, oczywiście takie nietłukące - przy brzegach tuniki, płaszcza, nietoperzowatych rękawach. Łańcuch zwinął się, wpasowując w strój. Była to bez wątpienia bardzo wymyśla kreacja, ale też raczej nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby w niej paradować, bo skojarzenie pozostawało oczywiste: człowiek - choinka. Jeden z tych szalonych projektów, które projektanci pokazują, aby zwrócić uwagę, ale które ewidentnie nie powinny (zdaniem Chrisa i jego ojca) być prezentowane w Domu Mody Rosierów.
A potem człowieka choinkę zaklęcie Victorii zmiotło do szuflady.
- Myślę, że wystarczy nam oglądania kuchni. I tak raczej bym tu wiele nie gotował - stwierdził, wodząc podejrzliwym spojrzeniem po szafkach. Oczywiście, nie dlatego, że nie potrafił (wierzył święci, że tamten pudding to nie było szczęście, a po prostu był tak świetny we wszystkim, co robił), tylko bo od tego były skrzaty. - Nie jestem pewien, czy zaglądanie na strych i do piwnicy nie wykończy nas nerwowo. Przysięgam, że jeśli siedzi tam jakiś ghul, wyślę sprzedawcy wyjca.
Otworzył przed Victorią drzwi kuchenne, a potem gdy wyszli zamknął je. Bardzo starannie. I rzucił kolejne, podejrzliwe spojrzenie, tym razem zasłonom, z których wcześniej wypadły gryzące, latające stwory.