16.03.2023, 20:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 01:38 przez Alanna Carrow.)
- Przynajmniej nie... – pysknęła, ale ostatecznie ugryzła się w język. Rookwood, to był Rookwood, musiała brać na to poprawkę. Pewnych osób się nie wkurzało, zwłaszcza że ten konkretny mężczyzna jak do tej pory z mało zrozumiałych dla niej powodów całkiem sporo pomagał przy „odzyskiwaniu” pamięci.
Pamięci, która nie należała do niej.
- Nieważne – skwitowała w końcu. Zwłaszcza że w obliczu przydzielonego zadania to naprawdę nie było ważne.
- Nie mam pojęcia – odparła płaczliwym tonem, pociągając nosem. Pomyślałby kto – naprawdę zgubiła pierścionek… - Miałam go na palcu, a potem patrzę – nie ma! Nie wiem, palce mi chyba schudły… i co ja teraz zrobię, taka pamiątka! – załamała ręce. Matka czy tatuś powinni się wkurzyć za gubienie pamiątek rodowych, więc rozpacz bardziej niż wskazana! - Podanie chusteczki dobrze by wyglądało – podpowiedziała cicho Ulyssesowi. Tak dla uwiarygodnienia całej historyjki i tych łez, które prawie-prawie pojawiły się w orzechowych oczach.
Na plakat spojrzała z pewnym niezrozumieniem w oczach.
- Eee… dzięki? Choć coś mi się zdaje, że tylko wkręcałam, że go uwielbiam. Albo mylisz Dolohovów – stwierdziła po chwili intensywnego myślenia i robienia inwentaryzacji dobytku prawdziwej Carrow.
Nie omieszkała zakręcić kołem po rodzeństwie, a następnie bezpardonowo wcisnęła wygrane kajdanki Ulyssesowi, mamrocząc coś, że jemu zdecydowanie bardziej się przydadzą niż jej samej. Cokolwiek miała na myśli. Mruknęła coś o konieczności odchudzenia portfela i skierowała się do stoiska Zamfir, gdzie spędziła dłuższą chwilę, wybierając spośród wisiorków i bransoletek; zdecydowała się na jeden z tych „dla par i przyjaciół”. Z ciekawości wrzuciła również sykla do maszyny losującej, po czym odeszła od stoiska, lekko się świecąc, z plakatem pod pachą.
Lawirowała pomiędzy straganami dłuższą chwilę, aż w końcu…
- Podziwiasz twórczość innych rysowników? – usłyszeć mógł Steward gdzieś z boku, przyłapany jeszcze przy stoisku Brzęczyszczykiewicz. Dość lekki ton, aczkolwiek głos znajomy – i zwykle bardziej zgryźliwy niż teraz.
!goblin
!losowanie pierścionka
Pamięci, która nie należała do niej.
- Nieważne – skwitowała w końcu. Zwłaszcza że w obliczu przydzielonego zadania to naprawdę nie było ważne.
- Nie mam pojęcia – odparła płaczliwym tonem, pociągając nosem. Pomyślałby kto – naprawdę zgubiła pierścionek… - Miałam go na palcu, a potem patrzę – nie ma! Nie wiem, palce mi chyba schudły… i co ja teraz zrobię, taka pamiątka! – załamała ręce. Matka czy tatuś powinni się wkurzyć za gubienie pamiątek rodowych, więc rozpacz bardziej niż wskazana! - Podanie chusteczki dobrze by wyglądało – podpowiedziała cicho Ulyssesowi. Tak dla uwiarygodnienia całej historyjki i tych łez, które prawie-prawie pojawiły się w orzechowych oczach.
Na plakat spojrzała z pewnym niezrozumieniem w oczach.
- Eee… dzięki? Choć coś mi się zdaje, że tylko wkręcałam, że go uwielbiam. Albo mylisz Dolohovów – stwierdziła po chwili intensywnego myślenia i robienia inwentaryzacji dobytku prawdziwej Carrow.
Nie omieszkała zakręcić kołem po rodzeństwie, a następnie bezpardonowo wcisnęła wygrane kajdanki Ulyssesowi, mamrocząc coś, że jemu zdecydowanie bardziej się przydadzą niż jej samej. Cokolwiek miała na myśli. Mruknęła coś o konieczności odchudzenia portfela i skierowała się do stoiska Zamfir, gdzie spędziła dłuższą chwilę, wybierając spośród wisiorków i bransoletek; zdecydowała się na jeden z tych „dla par i przyjaciół”. Z ciekawości wrzuciła również sykla do maszyny losującej, po czym odeszła od stoiska, lekko się świecąc, z plakatem pod pachą.
Lawirowała pomiędzy straganami dłuższą chwilę, aż w końcu…
- Podziwiasz twórczość innych rysowników? – usłyszeć mógł Steward gdzieś z boku, przyłapany jeszcze przy stoisku Brzęczyszczykiewicz. Dość lekki ton, aczkolwiek głos znajomy – i zwykle bardziej zgryźliwy niż teraz.
396/859
!goblin
!losowanie pierścionka