06.06.2026, 20:02 ✶
— Panie Crouch. Obawiam się, iż przypisuje mi pan zasługi większe aniżeli śmiałbym rościć sobie do nich prawo — odparł Robertowi, ujmując wyciągniętą dłoń. Chłód jego skóry łagodziła serdeczność spojrzenia. Sam byłby istotą niewdzięczną, gdyby nie przyznał, że pochwała wypowiedziana przez sędziego Wizengamotu, którego osąd cieszył się powszechnym uznaniem, stanowiło dla niego źródło satysfakcji. — Od pewnego czasu liczyłem na sposobność odbycia rozmowy z panem. Pańska reputacja wyprzedza pana w sposób niezwykle korzystny, co jak doskonale wiemy, stanowi przywilej, którym niewielu może się poszczycić.
W jego spojrzeniu pojawiło się łagodne i życzliwe zainteresowanie. Jeżeli skromny wkład jego pracy mógł przyczynić się do odbudowy tego, co zostało utracone, oraz zapewnić przedsięwzięciu fundamenty dostatecznie trwałe, aby przetrwały próbę czasu, szczerze poczytywał to za samą przyjemność. W związku z tym, odpowiedział jeszcze sędziemu:
— Istotnie, zamierzam wesprzeć przedsięwzięcie pana Shafiqa — następnie odwrócił się do pana Botta i reszty towarzyszy. — Wasze zdrowie.
Kiedy stosowne podpisy zostały złożone, nie zdziwiło go w żadnym stopniu pytanie, które padło. Przewidział je zresztą z pewnym wyprzedzeniem, toteż i wcześniej dopominał się o pełny wykaz fundatorów. Wampirzy byt przeniósł spojrzenie na Elliotta.
— Proszę, aby nie umniejszał pan własnemu rozeznaniu, panie Malfoy — odezwał się uprzejmie. — Pozwolę sobie zauważyć, że ostrożność, którą pan wykazuje, stanowi cnotę wysoce pożądaną zarówno w służbie publicznej, jak i w zarządzie majątkiem powierzonym pieczy fundacyjnej — nie słodził mu, jak to potrafił. Mówił szczerze. Historia prawa znała aż nadto przypadków czarodziejów, którzy podpisywali podobne akty założycielskie bądź umowy cywilnoprawne z entuzjazmem właściwym poetom, żeby następnie bronić się przed ich skutkami skazańców. — Niemniej mogę pana uspokoić — podjął po chwili. Przesunął bladym palcem po krawędzi pergaminu celem przeczytania na glos właściwego ustępu. — Kwestia ewentualnego konfliktu obowiązków wynikających z pełnionych funkcji publicznych została przewidziana zawczasu. Zgodnie z dosłownym brzmieniem paragrafu dwunastego rozdziału czwartego — odczytał spokojnie. — Fundatorzy oraz członkowie organów fundacji nie ponoszą odpowiedzialności wobec stowarzyszenia za działania bądź zaniechania podjęte w ramach wykonywania ustawowych obowiązków wynikających z zajmowanych stanowisk publicznych, o ile pozostają one w zgodzie z przepisami prawa oraz zasadą należytej staranności wymaganą od osób pełniących dane funkcje. Jednocześnie zabezpieczyłem fundację przed sytuacją odwrotną — to jest wykorzystaniem stanowiska publicznego dla osiągnięcia korzyści wykraczających poza cele statutowe. Chociaż to w mniejszym stopniu, pomyślał. Postukał ustęp niżej. — Czy taka odpowiedź pana zadowala?
W jego spojrzeniu pojawiło się łagodne i życzliwe zainteresowanie. Jeżeli skromny wkład jego pracy mógł przyczynić się do odbudowy tego, co zostało utracone, oraz zapewnić przedsięwzięciu fundamenty dostatecznie trwałe, aby przetrwały próbę czasu, szczerze poczytywał to za samą przyjemność. W związku z tym, odpowiedział jeszcze sędziemu:
— Istotnie, zamierzam wesprzeć przedsięwzięcie pana Shafiqa — następnie odwrócił się do pana Botta i reszty towarzyszy. — Wasze zdrowie.
Kiedy stosowne podpisy zostały złożone, nie zdziwiło go w żadnym stopniu pytanie, które padło. Przewidział je zresztą z pewnym wyprzedzeniem, toteż i wcześniej dopominał się o pełny wykaz fundatorów. Wampirzy byt przeniósł spojrzenie na Elliotta.
— Proszę, aby nie umniejszał pan własnemu rozeznaniu, panie Malfoy — odezwał się uprzejmie. — Pozwolę sobie zauważyć, że ostrożność, którą pan wykazuje, stanowi cnotę wysoce pożądaną zarówno w służbie publicznej, jak i w zarządzie majątkiem powierzonym pieczy fundacyjnej — nie słodził mu, jak to potrafił. Mówił szczerze. Historia prawa znała aż nadto przypadków czarodziejów, którzy podpisywali podobne akty założycielskie bądź umowy cywilnoprawne z entuzjazmem właściwym poetom, żeby następnie bronić się przed ich skutkami skazańców. — Niemniej mogę pana uspokoić — podjął po chwili. Przesunął bladym palcem po krawędzi pergaminu celem przeczytania na glos właściwego ustępu. — Kwestia ewentualnego konfliktu obowiązków wynikających z pełnionych funkcji publicznych została przewidziana zawczasu. Zgodnie z dosłownym brzmieniem paragrafu dwunastego rozdziału czwartego — odczytał spokojnie. — Fundatorzy oraz członkowie organów fundacji nie ponoszą odpowiedzialności wobec stowarzyszenia za działania bądź zaniechania podjęte w ramach wykonywania ustawowych obowiązków wynikających z zajmowanych stanowisk publicznych, o ile pozostają one w zgodzie z przepisami prawa oraz zasadą należytej staranności wymaganą od osób pełniących dane funkcje. Jednocześnie zabezpieczyłem fundację przed sytuacją odwrotną — to jest wykorzystaniem stanowiska publicznego dla osiągnięcia korzyści wykraczających poza cele statutowe. Chociaż to w mniejszym stopniu, pomyślał. Postukał ustęp niżej. — Czy taka odpowiedź pana zadowala?
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw