07.06.2026, 13:22 ✶
Byłoby to już lat sześć odkąd przyjął młodziutką czarodziejkę pod swoje skrzydła. Dla nieśmiertelnego bytu rachuba czasu pozostawała jedynie konwenansem śmiertelników, ponieważ okrutnie zniekształcała jego pojęcie. Przez życie prawnika przewinęło się niezliczenie istnień i twarzy, jednakże żadnego nie sposób było sprowadzić do bezimiennego tłumu. Każde niosły własny ciężar doświadczeń.
Gustaw zachowywał się ludzko, gdyż… zawsze miał dla kogo działać. Potrzebował celu ucieleśnionego w drugim człowieku, tj. publiczności, której mógł coś ofiarować, klienta oczekującego jego usług, zagubionej duszy wymagającej opieki lub rady. Dekady temu przestał należeć do tych żyjących funkcjonujących wyłącznie dla własnych pragnień. Być może właśnie dlatego tak rzadko zastanawiał się nad własnymi. W związku z tym, jak dobrze, że miał Svietlanę!
— Rozumiem. W świetle okoliczności, które cię spotkały, byłbym znacznie bardziej zaniepokojony, gdybyś oznajmiła, iż radzisz sobie doskonale. Straciłaś matkę, Lano — próbował otoczyć ją czułością i troską, jak mogłoby chociaż częściowo zatrzeć ślady ostatnich wydarzeń. Żałoba nie była przecież sporem sądowym, który można byłoby wygrać dzięki argumentacji. Wampirowi jawiła się jako raczej konsekwencja miłości i przywiązania. Ceną, jaką człowiek płacił za to, że obecność drugiego człowieka miała dla niego znaczenie. (Niemało o tym wiedział, czyż nie…).
— Nie jestem przekonany, czy jako wampir pozostaję właściwym autorytetem w kwestii wypowiadania się w sprawie żywotności — spróbował wywołać uśmiech na jej twarzy. — Obawiam się, że nie dysponuję remedium. Gdybym posiadał receptę na ludzkie cierpienie, z pewnością porzuciłbym praktykę prawniczą na rzecz znacznie bardziej dochodowego zajęcia. Niemniej… Gdybyś miała sporządzić niewielki plan działania na najbliższe dni… nie jako badaczka historii, nie jako córka rodu Dolohovów, lecz po prostu jako Lana… jaki byłby pierwszy krok, który mogłabyś uczynić ku temu, aby jutrzejszy dzień okazał się choć odrobinę bardziej znośny od dzisiejszego? Jadłaś już, mon étoile?
Gustaw zachowywał się ludzko, gdyż… zawsze miał dla kogo działać. Potrzebował celu ucieleśnionego w drugim człowieku, tj. publiczności, której mógł coś ofiarować, klienta oczekującego jego usług, zagubionej duszy wymagającej opieki lub rady. Dekady temu przestał należeć do tych żyjących funkcjonujących wyłącznie dla własnych pragnień. Być może właśnie dlatego tak rzadko zastanawiał się nad własnymi. W związku z tym, jak dobrze, że miał Svietlanę!
— Rozumiem. W świetle okoliczności, które cię spotkały, byłbym znacznie bardziej zaniepokojony, gdybyś oznajmiła, iż radzisz sobie doskonale. Straciłaś matkę, Lano — próbował otoczyć ją czułością i troską, jak mogłoby chociaż częściowo zatrzeć ślady ostatnich wydarzeń. Żałoba nie była przecież sporem sądowym, który można byłoby wygrać dzięki argumentacji. Wampirowi jawiła się jako raczej konsekwencja miłości i przywiązania. Ceną, jaką człowiek płacił za to, że obecność drugiego człowieka miała dla niego znaczenie. (Niemało o tym wiedział, czyż nie…).
— Nie jestem przekonany, czy jako wampir pozostaję właściwym autorytetem w kwestii wypowiadania się w sprawie żywotności — spróbował wywołać uśmiech na jej twarzy. — Obawiam się, że nie dysponuję remedium. Gdybym posiadał receptę na ludzkie cierpienie, z pewnością porzuciłbym praktykę prawniczą na rzecz znacznie bardziej dochodowego zajęcia. Niemniej… Gdybyś miała sporządzić niewielki plan działania na najbliższe dni… nie jako badaczka historii, nie jako córka rodu Dolohovów, lecz po prostu jako Lana… jaki byłby pierwszy krok, który mogłabyś uczynić ku temu, aby jutrzejszy dzień okazał się choć odrobinę bardziej znośny od dzisiejszego? Jadłaś już, mon étoile?
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw