07.06.2026, 13:41 ✶
– W takim razie będę musiał jeszcze trochę poćwiczyć, żeby zbliżyć się do ideału – oświadczył Christopher, niedorzecznie wręcz z siebie zadowolony. I to wcale nie dlatego, że po czarze Victorii istota znikli, mieli spokój i w ogóle, ale dlatego, że udało mu się zrealizować to co zamierzał i wywołać u niej uśmiech. Chociaż gdy już opuszczali kuchnię, przez tę całą satysfakcję przedarły się i trochę bardziej poważne przemyślenia. Na przykład na temat postaci, jaką bogin przyjął na jego widok.
I tej, którą przyjął na widok Victorii.
Czy bała się samej siebie?
Nie widział jej twarzy. Najpierw stał przy oknie, i widział bogina tylko od tyłu, a potem, gdy się między nie przepchnął, ten niemal natychmiast zmienił postać. Nie był więc pewien, co dokładnie stanęło przed Victorią Lestrange, gdy miała się zmierzyć ze swoim lękiem.
– Spodobała ci się? – spytał, bardzo starając się przybrać neutralny wyraz twarz, aby nie było jasne, że sobie żartuje. – Najnowsza kreacja Domu Mody Rosierów, przedstawiana jako przyszły przebój zimowej kolekcji. Zadbam, abyś dostała jeden z pierwszych egzemplarzy, zdaniem mojej ciotki każda czarownica będzie chciała założyć ją na kolację z okazji Yule…
Nie żeby przypadkiem uszkodzono prototyp, a potem także szkice. Cóż za niefart. Choć Chris miał pewne obawy, że ciotka i tak się nie podda łatwo.
– Może użyjemy twojej kuchni? Obawiam się, że boginy bardzo zdezorganizowałyby taką lekcję – stwierdził Rosier, zapominając na moment, że tak naprawdę praktycznie nie gotował i pewnie nie powinien dawać żadnych lekcji. Zresztą! Najwyżej dzień wcześniej poćwiczy jakieś dane z książką kucharską, robiły to skrzaty, nie mogło więc być trudne, prawda? Fąfel da mu kilka szybkich wskazówek. I zejdzie na zawał obserwując panicza działającego w kuchni.
Salon zdawał się spokojny. Dalej miał ten piękny parkiet i wysokie, prawie idealne okna. Ale gdy Chris wiedział o bahankach siedzących w ścianach, to podobał się mu jakby trochę mniej. Wahał się więc przez moment po słowach Victorii, zastanawiając, czy dać sobie spokój czy jeszcze się rozejrzeć.
– Zajrzyjmy na górę – zdecydował w końcu. – Jeżeli schody się nie zawalą, a sypialnia i gabinet będą idealne do moich potrzeb, to dam temu miejscu szansę. Jeśli coś mi się nie spodoba, odpuścimy już teraz – oświadczył w końcu. Po tych przykrych niespodziankach sprawdził jednak najpierw poręcz, a potem dość ostrożnie postawił stopę na stopniu, aby ocenić, czy ten jest stabilny. Zaskrzypiał, wyglądało jednak na to, że nie planuje się zapadać.
Czy góra będzie idealna
I tej, którą przyjął na widok Victorii.
Czy bała się samej siebie?
Nie widział jej twarzy. Najpierw stał przy oknie, i widział bogina tylko od tyłu, a potem, gdy się między nie przepchnął, ten niemal natychmiast zmienił postać. Nie był więc pewien, co dokładnie stanęło przed Victorią Lestrange, gdy miała się zmierzyć ze swoim lękiem.
– Spodobała ci się? – spytał, bardzo starając się przybrać neutralny wyraz twarz, aby nie było jasne, że sobie żartuje. – Najnowsza kreacja Domu Mody Rosierów, przedstawiana jako przyszły przebój zimowej kolekcji. Zadbam, abyś dostała jeden z pierwszych egzemplarzy, zdaniem mojej ciotki każda czarownica będzie chciała założyć ją na kolację z okazji Yule…
Nie żeby przypadkiem uszkodzono prototyp, a potem także szkice. Cóż za niefart. Choć Chris miał pewne obawy, że ciotka i tak się nie podda łatwo.
– Może użyjemy twojej kuchni? Obawiam się, że boginy bardzo zdezorganizowałyby taką lekcję – stwierdził Rosier, zapominając na moment, że tak naprawdę praktycznie nie gotował i pewnie nie powinien dawać żadnych lekcji. Zresztą! Najwyżej dzień wcześniej poćwiczy jakieś dane z książką kucharską, robiły to skrzaty, nie mogło więc być trudne, prawda? Fąfel da mu kilka szybkich wskazówek. I zejdzie na zawał obserwując panicza działającego w kuchni.
Salon zdawał się spokojny. Dalej miał ten piękny parkiet i wysokie, prawie idealne okna. Ale gdy Chris wiedział o bahankach siedzących w ścianach, to podobał się mu jakby trochę mniej. Wahał się więc przez moment po słowach Victorii, zastanawiając, czy dać sobie spokój czy jeszcze się rozejrzeć.
– Zajrzyjmy na górę – zdecydował w końcu. – Jeżeli schody się nie zawalą, a sypialnia i gabinet będą idealne do moich potrzeb, to dam temu miejscu szansę. Jeśli coś mi się nie spodoba, odpuścimy już teraz – oświadczył w końcu. Po tych przykrych niespodziankach sprawdził jednak najpierw poręcz, a potem dość ostrożnie postawił stopę na stopniu, aby ocenić, czy ten jest stabilny. Zaskrzypiał, wyglądało jednak na to, że nie planuje się zapadać.
Czy góra będzie idealna
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie