Najważniejsze w tym wszystkim było to, że Stella nie raziła urazy do Stanleya mimo jego wewnętrznych wyrzutów sumienia. Ze Stellą była zgoda ale z samym sobą nie. Zdawał sobie sprawę, że nie może więcej takich rzeczy robić.
- Dzięki. To dla mnie wiele znaczy - pokiwał głową - Wracając do Twojego wcześniejszego pytania, bo trochę się zagapiłem na swoje przygody… To nie… Wcześniej nie zdarzyło mi się wykorzystać do tego swojej pozycji… Nawet mi to przez myśl nie przeszło… Dopiero wtedy, jakiś taki impuls poczułem aby to zrobić. Jakby to była moja jedyna szansa na cokolwiek… - odpowiedział korzystając z tego, że Stanley jeszcze spał. Ścisnął jej lekko rękę i zaczął kciukiem przejeżdżać po kostkach. Pozwoliło mu to się w jakiś sposób odstresować i wyluzować.
- Ej… Ale nie zdradzaj dalszej fabuły, okej!? - zapytał z uśmiechem na ustach - Przecież się jeszcze nie kładę spać! - wskazał wolną ręką siebie samego, który właśnie zahaczył o sztalugę. Przez moment skupili się chyba za bardzo na samych sobie, aniżeli przyglądaniu się temu co robili wtedy.
- Teraz jak mniemam szukałem tego kwiata? - stwierdził, widząc jak Borgin zaczyna się interesować wiolonczelą - Ale widzisz. Nawet po kilku piwkach mądrze prawie. Nie powinnaś się złościć - puścił jej oczko i wrócił do przyglądania się.
Dalszym jego wyczynem było oddanie płaszcza dziewczynie, której chyba nie spodobał się prezent, ponieważ po chwili odwiesiła go na wieszak. Nie zraził się tym jednak i ruszył w dalszą podróż. Jego stopy skierowały go do kuchni gdzie napił się wody i przemył twarz, oblewając swoją koszulę przy okazji - No ładnie - skomentował, widząc swoje postępowanie - Ale jednak bardzo mi wtedy zależało aby to wyjaśnić… Chociaż chyba lekko poczułem się urażony, że nie chciałaś abym wskakiwał więcej w tłum po Ciebie - dodał po tym jak usłyszał swoje słowa dotyczące wskakiwania w hordę na marszu.
Skierował się z powrotem do salonu, ponieważ Stanley postanowił sobie w nim odpocząć. Nie puszczał jednak ręki Stelli. Dalej wspólnie śledzili jego poczynania po jej mieszkaniu.
Borgin usiadł na sofie i widać było, że nad czymś się mocno zastanawia - Tutaj nastąpił przełom poszukiwań? - zapytał kiedy podszedł do szafki z kwiatkami - Przecież takiego kwiata tutaj nawet nie ma - dodał zdziwiony. Nie rozumiał swojego procesu myślowego, który wystąpił w tamtym momencie.
- No mało brakowało - stwierdził widząc jak odkłada doniczkę na swoje miejsce, a następnie zjeżdża plecami po szafce - Kurde… Ale mi musiało wtedy zależeć aby Ci tego kwiatka dać… - podsumował, słysząc swoje słowa i widząc swój stan. Stanley miał przeszklone oczy i podłamany głos. Ta śmieszna roślinka musiała wtedy znaczyć dla niego wszystko - I nadal Ci go nie dałem… - pokiwał głową - Ale to nie ma problemu. Znajdę dla ciebie najpiękniejszą dedalie… Czy tam delie… - zapowiedział. Chociaż nie pamiętał jak ten kwiatek się nazywał. Skojarzył tylko, że było to coś z “de”.
- Ale zobacz. Nie wyrzuciłaś mnie wtedy. A powinnaś - skomentował, widząc jak tak siedział bezradnie pod szafką. Udało mu się osiągnąć sukces. Wygrał pojedynek z krawatem i przekazał go Stelli - Oooff… To musiało boleć… - Stanley właśnie zarył głową, a następnie oparł się głowa o ramię Avery. Ale odważny byłem. Tak po prostu położyć sobie głowę bez pytania? I to w dodatku w jego stanie? To było wielkie ryzyko. Mógł zwymiotować w każdym momencie.
- Przynajmniej się przyznałem, że jestem pijany… Ale o tym się już pewnie zorientowałaś… - wypuścił powietrze nosem. Ten moment akurat go rozśmieszył. Na pierwszy rzut oka było widać jak bardzo jest nietrzeźwy i przyznał się do tego dopiero po tak długim czasie.
- Prawdę też mówiłem - powiedział już dużo smutniejszym głosem - Nie przyszedłbym do Ciebie bez tych kilku piw… I pewnie wtedy nie stalibyśmy tutaj i nie przyglądali się temu wszystkiemu raz jeszcze - stwierdził fakt. Gdyby się wtedy nie zdobył na odwagę, to zapewne dzisiaj by ze sobą nie rozmawiali, ponieważ obie strony nadal miałyby do siebie jakieś niesnaski.
Ponownie zaczął przejeżdżać jej po palcach na dłoni. Zrobił to aby znowu się uspokoić. Mimo wszystko nadal budziło to w nim jakiś niepokój.
- Tu już byłem pewien, że wszystko stracone - dodał - Chciałem tylko chwilkę się zdrzemnąć i zniknąć… Raz, a dobrze… I przede wszystkim na zawsze - skończył tłumaczyć, a Stanley właśnie zasnął pod szafką na ramieniu Stelli. Nie minęło zbyt długo kiedy dziewczyna upewniła się, że śpi i przeniosła go czarem na kanapę.
- Dzięki. To było na pewno wygodniejsze spanie niż przy tej szafce… - pokiwał z uznaniem - Chociaż na Twoim ramieniu, musiało być bardzo wygodnie - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
Stali tak jeszcze chwilę, przyglądając się jak Avery przykrywa go kocem, a następnie cały obraz zaczął się rozmywać. Ból głowy powrócił i ponownie był nie do zniesienia. Stanley zaczął skręcać się z bólu.
Kiedy otworzył oczy znowu ujrzał dziewczynkę z dopalającą się zapałką. Wstał z kolan i odwrócił się do swojej towarzyszki - To już koniec? - zapytał, a po chwili usłyszał dźwięk odpalanej zapałki. Nie było innej możliwości jak powrót cierpienia. Borgin złapał się za głowę i próbował ustać z tym bólem. Jednak bezskutecznie. Podszedł do Stelli i zaczął się przy niej osuwać na ziemię. Oczy zamknęły mu się samoistnie.
Co tym razem miała dla nich przygotowane ta dziewczynka? Jakieś kolejne kompromitujące wspomnienie, które będzie mu ciężko przeżyć? Nie. Tym razem o dziwo nie. Otworzył jedno oko i ujrzał Stanleya stojącego przed drzwiami własnego mieszkania, odbierającego bukiet kwiatów od Anne - A więc teraz obiad z mamą… - rzekł, a Borgin otworzył drzwi i próbował przekonać Avery aby jeszcze zawróciła, a następnie przekazał jej bukiecik.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972