Nawyk zawodowy. Dodatkowo własne bezpieczeństwo, sprawiły, że często sięgał po różdżkę, gdy miał kogoś gościć zapowiedzianego, czy nawet i nie. Bo nigdy nie wiadomo, kogo zastanie się za drzwiami. Brenna najwyraźniej go rozumiała. Sama przecież przechodziła takie szkolenia, co on. Ward był nawet wdzięczny, że koleżanka zgodziła się na komunikację przez zdolność Fali. Słuszna uwaga, że pomoże to im nawet przećwiczyć telepatyczne rozmowy, aby wzmocnić działanie tego, czego w ostatnich miesiącach opanowali.
Tristanowi nie przeszkadzało, że Brenna będzie mówiła normalnie. Ale też przyjął opcję, że odpowiadała mu w tej samej umiejętności "telepatycznej". Wygodne, kiedy nie chciało się o czymś mówić przy osobach trzecich. W przypadku Tristana, to raczej wymóg, przez wadę i brak głosu.
"- Z podstawowych rzeczy, to mamy wszystko jak na razie."Odpowiedział na pierwszą część pytania, gdyż co najważniejsze do życia w domku, mieli. Łóżko, kanapa, stół i krzesła, szafki w kuchni, piecyk i wyremontowany kominek. Oraz inne potrzeby znajdujące się w łazience, a nawet dwie szafy, to na początek im wystarczało. Stopniowo i oszczędnie kupowali ubrania. A jak oboje są czarodziejami, to część rzeczy łatwo ogarnąć z pomocą magii.
"- Olivia pomaga ze zleceniami rodzicom w Fiolce."
Udzielił odpowiedzi na drugie pytanie. Co znaczyło, że tutaj byli sami. Tristan i Brenna. Czarodzieje nie tylko zapewne składali zamówienia na przedmioty ochronne na nadchodzące Samhain, ale mogli również zaopatrzyć się na przód w eliksirach. Twórcy eliksirów mogą także mieć pełne ręce roboty.
"- Prawda. Ale skoro żelazo ma takie właściwości, to dlaczego muszą to być gwoździe? Nie może być to element biżuterii jak na przykład, bransoleta? Skoro trzeba mieć to przy sobie? No i czy rzuca się na to jakieś zaklęcie ochronne albo odprawia rytuał? Wybacz że pytam, ale wczoraj zasiedziałem się w swoim warsztacie i nie dopytałem o te szczczegóły Olivii. I zaraz Ci pokaże jak wyszły."
Odpowiedział pierw przez Fale, upewniając się także, że sowa poradziła sobie z paczką i odleciała. Jako urodzony mugolak, miał prawo nie wiedzieć wszystkiego o zwyczajach czarodziei. Sabaty w ostatnich latach odbywały się spokojnie, bez krwawych atrakcji. A wtedy był aurorem, to nie odczuł mnogości zamówień jak obecnie. Bo ich niemiał.
Podszedł do komody, zgarniając pudełko, podpisane jako zamówienie dla Brenny. Postawił je na stole i otworzył. Zestawy gwoździ były podpisane dla kogo, a także zaznaczone te, które niezbyt wyszły. Wziął także te, które mu dosłownie nie wyszły, aby pokazać jej, że w ogóle się starał.
"- Nie będzie problemu. Zrobię dodatkowy zestaw dla Jonathana."Przyjął od niej kolejne zlecenie, posyłając jej także przyjazny uśmiech. I tak wieczorem będzie siedział i wykuwał dalej gwoździe, to i dla jej znajomego także zrobi.
Zapytał przy okazji, czy napije się herbaty, a tu proszę, napojono ją trzema kawami. Tak się kończy odbieranie zleceń?
"- To może dam ci wodę, na przepłukanie tych kaw."
Zasugerował i wlał do szklanki przegotowaną wodę z czajniczka i postawił na blacie stołu. Będzie chciała, wypije. Jeżeli nie, to zostawi.
"- Tak. Same gwoździe zamawiają. Właśnie sowa poleciała z jednym z tych zamówień do Croucha. Ale o pudełkach na proch nie słyszałem."
Odpowiadając jej, wyjmował zestawy gwoździ i pozwolił Brennie je obejrzeć. Tym samym wyrażając zainteresowanie tematem pudełek na proch. Po co to?
"- Muszę Cię przeprosić, ale nie wszystkie zestawy mi wyszły."
Przyznał się i gdyby mógł mówić, to wtedy by usłyszała zwód, ponieważ starał się, aby podołać temu zadaniu. A tutaj, kilka zestawów wyszło wspaniale, kilka trochę było szpetnych, a pozostałe okazały się do niczego.
Wykonanie zleceń