16.03.2023, 22:17 ✶
- W takim razie podziękowanie przyjęte – odparła Bulstrode. Za jej zachowaniem i decyzjami stało zapewne wiele rzeczy, choć podstawowymi były fakty, że razem pracowały, że Eunice była dużo młodsza i że wcześniej odwiedziła gabinet Florence i ta pewne rzeczy obejrzała na własne oczy.
Florence założyła pierścionek, a potem uniosła lekko dłoń, chcąc zobaczyć, jak wygląda na palcu – głównie dlatego, że jako Krukonka z krwi i kości lubiła niebieski. A wtedy na jej czubkach palców przysiadł błękitny motyl. Kolejny przefrunął przed jej twarzą, jeszcze inny usiadł na policzku, łaskocząc czułkami.
Uśmiechnęła się mimowolnie, bo widywała dość przykładów różnej magii w szpitalu, by domyśleć się, że to działanie pierścionka. Podejrzewała, że czasowe – skoro był wart zaledwie sykla – ale wciąż imponujące.
- Piękny przykład zastosowania magii – skwitowała kobieta, spoglądając na Eunice, która nagle zaczęła mienić się różnymi kolorami. Właścicielka stoiska bez wątpienia była prawdziwą mistrzynią w swoim fachu. – To była klątwa, która została uaktywniona na skutek nieodpowiednio obchodzenia się z przeklętym przedmiotem. Dość mordercza – wyjaśniła bez większych oporów. Nie opowiadałaby o tym komuś spoza szpitala, ale przecież Eunice i tak nie miałaby problemów z dowiedzeniem się tego i owego w Mungu.
Musiały zabawnie teraz wyglądać, gdy szły tak razem – jedna świecąca, jakby posypano ją magicznym brokatem, druga otoczona przez błękitne motyle.
Florence zatrzymała spojrzenie na kolejnej osobie, próbując przewidzieć jej przyszłość.
Porażka.
Westchnęła tylko i ruszyła dalej. Tym razem zbliżały się to stoiska Uli. Zbliżyła się do niego głównie dlatego, że przyciągnęła ją chęć porównania prac artystki do szkiców swoich znajomych. Zerkając na nie dość szybko doszła do wniosku, że jednak woli prace innych. Ktoś taki jak Florence nie mógł zachwycić się ilustracją mężczyzny z taką masą mięśniową albo kobiety z tak dużym biustem.
- Hm, trochę przypominają obrazki z książki ilustrującej skutki nieudanej samotransmutacji – powiedziała do Eunice w zamyśleniu.
Florence założyła pierścionek, a potem uniosła lekko dłoń, chcąc zobaczyć, jak wygląda na palcu – głównie dlatego, że jako Krukonka z krwi i kości lubiła niebieski. A wtedy na jej czubkach palców przysiadł błękitny motyl. Kolejny przefrunął przed jej twarzą, jeszcze inny usiadł na policzku, łaskocząc czułkami.
Uśmiechnęła się mimowolnie, bo widywała dość przykładów różnej magii w szpitalu, by domyśleć się, że to działanie pierścionka. Podejrzewała, że czasowe – skoro był wart zaledwie sykla – ale wciąż imponujące.
- Piękny przykład zastosowania magii – skwitowała kobieta, spoglądając na Eunice, która nagle zaczęła mienić się różnymi kolorami. Właścicielka stoiska bez wątpienia była prawdziwą mistrzynią w swoim fachu. – To była klątwa, która została uaktywniona na skutek nieodpowiednio obchodzenia się z przeklętym przedmiotem. Dość mordercza – wyjaśniła bez większych oporów. Nie opowiadałaby o tym komuś spoza szpitala, ale przecież Eunice i tak nie miałaby problemów z dowiedzeniem się tego i owego w Mungu.
Musiały zabawnie teraz wyglądać, gdy szły tak razem – jedna świecąca, jakby posypano ją magicznym brokatem, druga otoczona przez błękitne motyle.
Florence zatrzymała spojrzenie na kolejnej osobie, próbując przewidzieć jej przyszłość.
Porażka.
Westchnęła tylko i ruszyła dalej. Tym razem zbliżały się to stoiska Uli. Zbliżyła się do niego głównie dlatego, że przyciągnęła ją chęć porównania prac artystki do szkiców swoich znajomych. Zerkając na nie dość szybko doszła do wniosku, że jednak woli prace innych. Ktoś taki jak Florence nie mógł zachwycić się ilustracją mężczyzny z taką masą mięśniową albo kobiety z tak dużym biustem.
- Hm, trochę przypominają obrazki z książki ilustrującej skutki nieudanej samotransmutacji – powiedziała do Eunice w zamyśleniu.