16.03.2023, 22:47 ✶
- Dobrze, w najbliższym czasie zaopatrzę się w jakąś gustowną tiarę. Może zainspiruje mnie królowa Elżbieta, ona ma chyba całkiem ładną kolekcję – stwierdziła Brenna, która przecież wcale nie była pewna, czy będzie jakiś „najbliższy czas”. Przynajmniej dla niej.
Parsknęła cichym, krótkim śmiechem na odpowiedź Erika. Była bardzo gładka i bardzo uprzejma, tyle że…
- …sądzisz, że to przekonałoby prababcię? – spytała, uśmiechając się tylko przebiegle na spojrzenie, jakie jej rzucił, kiedy do niego zamiauczała. Przecież to nie tak, że uważała, że źle zrobił, że się przebrał. Albo że dziwiło ją, że Nora zdołała go na to umówić. – Obawiam się, że jestem najmniej budzącym respekt wilkiem na świecie – powiedziała do Heather. Ale tak, cieszyła się, że zamienia się w wilka. Podejrzewała, że swoje zrobiło to, że bardzo chciała właśnie tego: w końcu miała konkretne powody, by ćwiczyć animagię. Ale mogło chodzić i o to, że wilki były stadnymi zwierzętami, a Brenna bardzo lubiła swoje stado.
Przytaknęła tylko na wzmiankę o tym, że ktoś bardzo ich nie lubi, bo to było raczej dość oczywiste. Gdyby coś jadła, zakrztusiłaby się na słowa Wood odnośnie tego, że Erik nie był już taki młody i powinien o siebie zadbać. Czuła niejasno, że chyba powinna przywołać Heather do porządku. Z drugiej strony, nie były teraz na służbie, Erik był dużym chłopcem i mógł odpowiedzieć jej sam – gdyby broniła go siostra, efekt mógłby być odwrotny od zamierzonego i wreszcie Heather właśnie wyświadczała jej przysługę.
- Lećcie prosto do Doliny. Ja się teleportuję – powiedziała.
Brenna poczekała aż wsiądą na miotły i wystartują. A potem sama ruszyła do jeszcze jednego sklepu, odebrać kolejne zamówienie. Tym razem chodziło o świstokliki, o których rozmawiała z Patrickiem w strażnicy. Ot na wszelki wypadek. Niezbyt przejmowała się tym, że „traci czas” na odwiedzenie jeszcze jednego sklepu, w końcu teleportacja była znacznie szybsza od mioteł, więc i tak w domu miała znaleźć się szybciej od Wood.
Wreszcie – z pudełkami pełnymi świeczek, kadzideł oraz jednym z kilkoma świstoklikami, Longbottom teleportowała się do Doliny Godryka, gdzie ułożyła wszystkie rzeczy w odpowiednim miejscu, a potem wyszła do sadu razem z psami. By te się wybiegały, a ona mogła oczekiwać przylotu brata i młodej Brygadzistki.
Parsknęła cichym, krótkim śmiechem na odpowiedź Erika. Była bardzo gładka i bardzo uprzejma, tyle że…
- …sądzisz, że to przekonałoby prababcię? – spytała, uśmiechając się tylko przebiegle na spojrzenie, jakie jej rzucił, kiedy do niego zamiauczała. Przecież to nie tak, że uważała, że źle zrobił, że się przebrał. Albo że dziwiło ją, że Nora zdołała go na to umówić. – Obawiam się, że jestem najmniej budzącym respekt wilkiem na świecie – powiedziała do Heather. Ale tak, cieszyła się, że zamienia się w wilka. Podejrzewała, że swoje zrobiło to, że bardzo chciała właśnie tego: w końcu miała konkretne powody, by ćwiczyć animagię. Ale mogło chodzić i o to, że wilki były stadnymi zwierzętami, a Brenna bardzo lubiła swoje stado.
Przytaknęła tylko na wzmiankę o tym, że ktoś bardzo ich nie lubi, bo to było raczej dość oczywiste. Gdyby coś jadła, zakrztusiłaby się na słowa Wood odnośnie tego, że Erik nie był już taki młody i powinien o siebie zadbać. Czuła niejasno, że chyba powinna przywołać Heather do porządku. Z drugiej strony, nie były teraz na służbie, Erik był dużym chłopcem i mógł odpowiedzieć jej sam – gdyby broniła go siostra, efekt mógłby być odwrotny od zamierzonego i wreszcie Heather właśnie wyświadczała jej przysługę.
- Lećcie prosto do Doliny. Ja się teleportuję – powiedziała.
Brenna poczekała aż wsiądą na miotły i wystartują. A potem sama ruszyła do jeszcze jednego sklepu, odebrać kolejne zamówienie. Tym razem chodziło o świstokliki, o których rozmawiała z Patrickiem w strażnicy. Ot na wszelki wypadek. Niezbyt przejmowała się tym, że „traci czas” na odwiedzenie jeszcze jednego sklepu, w końcu teleportacja była znacznie szybsza od mioteł, więc i tak w domu miała znaleźć się szybciej od Wood.
Wreszcie – z pudełkami pełnymi świeczek, kadzideł oraz jednym z kilkoma świstoklikami, Longbottom teleportowała się do Doliny Godryka, gdzie ułożyła wszystkie rzeczy w odpowiednim miejscu, a potem wyszła do sadu razem z psami. By te się wybiegały, a ona mogła oczekiwać przylotu brata i młodej Brygadzistki.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.