— Wydaje mi się Morpheusie, że nie doceniasz jak dobrą partią jesteś — odparł Godryk, spoglądając na syna. Ten mógł popaść teraz z całą rodziną w swoistą niełaskę, ale nie zmieniało to faktu, jak mocną pozycję miał jako czarodziej. Lata doświadczenia, wybitna kariera, stabilna posada, pieniądze, a do tego był przystojny, chociaż to akurat było zdaniem jego matki. Starego Longbottoma jednak ani trochę nie dziwiło, że Morpheus próbuje wypchnąć na pierwszy plan Erika. Nie kiedy spędzili tyle czasu, tyle lat, przepychając się o jego status matrymonialny i brak dzieci. — Shafiq — powtórzył z pewnym zastanowieniem. Pewne rzeczy się bowiem nie zmieniały, podobnie jak stosunek Godryka do niektórych członków tej rodziny. Czas może jednak leczył wystarczająco. — Jeśli uważasz że nie ma lepszych kandydatek — powiedział wreszcie ostrożnie. — Ale Erik też ma rację, może warto rozejrzeć się też zagranicą. Na wszelki wypadek.
To nie był aż taki zły pomysł, szczególnie że można było w taki sposób znaleźć kogoś kto posiadał luźniejsze podejście do tematu, a jednocześnie nie obawiał się tego, co niosła ze sobą sytuacje. Trzeba jednak było się przy tym napracować. Zawsze też pozostawała opcja lawendowego małżeństwa, gdzie obie strony zwyczajnie na tym układzie by zyskały, ale… no właśnie, ale. Ale Godryk musiałby w pierwszej kolejności o tym wiedzieć i oswoić się z niemożliwym do zaakceptowania faktem, że Erik mógł nigdy nie mieć dziedzica.
— To pewnie zależy od tego, jak cała inicjatywa instytutu ma zostać odebrana przez resztę społeczności. To coś nowego. Nieznanego. Ale nie jest to złym pomysłem, przynajmniej w teorii — zgodził się z Morpheusem, ale było słychać w jego głosie pewne ociąganie, jakby bardziej zależało mu na faktycznym awansie w Ministerstwie Magii niż instytucie który wciąż się tworzył.
— Plan? — Godryk rozłożył ręce, wskazując na nich obu. — To o was rozmawiamy. Waszym życiu, dlatego wydaje mi się, że najlepiej aby te plany wychodziły od was. Możemy pokazać się więcej w towarzystwie naszych przyjaciół, rozmówić się ukradkiem na przyjęciach, zorganizować kolejną licytację charytatywną, czy zaangażować w głośne przedsięwzięcia. Wydaje mi się, że zwalczenie nieproszonego rozgłosu tym pozytywnym, mogłoby coś zmienić. Pokazanie, że pomimo oszczerstw wciąż mamy przyjaciół, ważnych przyjaciół, też brzmi obiecująco.