09.06.2026, 12:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2026, 13:28 przez Astoria Avery.)
Rzut N 1d100 - 44
Słaby sukces...
Słaby sukces...
rzut na renowację
Zajęła się pęknięciami, starała się odzyskać pierwotny wygląd mebli, chociaż czuła, że nie idzie jej tak dobrze, jak powinno. Była zbyt rozkojarzona, nawet jeśli sama nie chciała przed sobą przyznać prawdziwego powodu tego braku skupienia. Wypełniała szczeliny, scalała rozwarstwione drewno, wygładzała nadpalone powierzchnie. A jednak wygląd ostateczny nie do końca ją zadowalał, więc próbwała znowu. I znowu.
Kiedy wspomniał o idealnych dłoniach, przewróciła oczami - wciąż tyłem do niego, żeby nie mógł jej zarzucić braku manier. Słyszała podobne komplementy przez większość swojego życia i uważała dziewięćdziesiąt procent z nich za stratę tlenu. A jednak gdzieś głęboko poczuła znajome, niewygodne ukłucie satysfakcji. Niewielkie. Prawie niezauważalne. I może dlatego jeszcze bardziej irytujące.
- A więc to zwykły akt rycerstwa? Pod tą całą zimną fasadą kryje się jakiś kompleks bohatera? Potrzeba ratowania dam w opresji? - odezwała się w końcu, przeciągając słowa z wyraźnym sceptycyzmem. Kącik jej ust drgnął. Nie próbowała go analizować, wcale nie chciała lepiej go rozumieć, ale to się działo samoistnie, jej umysł pracował na wysokich obrotach i aktualnie skupiała się na renowacji… i na nim. Znacznie wygodniej byłoby go nie rozumieć. Zostawić go w szufladce opisanej prostym: nieznośny. Tymczasem z jakiegoś powodu człowiek ten uparcie komplikował sprawę. - A może tylko mnie traktujesz jak bezsilną dziewczynkę, potrzebującą pomocy mężczyzny na każdym kroku? - w jej oczach pojawiło się coś zaczepnego. Uniosła lekko podbródek. Arogancja była dla niej równie naturalna jak oddychanie. Szczególnie wtedy, gdy próbowała ukryć coś znacznie mniej wygodnego. Na przykład fakt, że jego obecność wcale jej nie przeszkadzała tak bardzo, jak usiłowała udawać. - Bo jeśli tak, panie Lestrange, muszę przyznać, że pańska opinia na mój temat jest wyjątkowo obraźliwa. - wypowiedziała to tonem kobiety głęboko dotkniętej, nawet jeśli to ona ułożyła sobie całą narrację dookoła jego słów. Kilka ciemnych kosmyków wysunęło się z upięcia i opadło wzdłuż policzka, ale nawet nie zwróciła na nie uwagi.
- Może ojciec miałby rację? - mruknęła, a kąciki ust rozszerzyły się w rozbawieniu. Im dłużej patrzyła na Rodolphusa zajętego sprzątaniem, tym bardziej nie pasowało jej to do obrazu, który przez lata budowała sobie w głowie. Arystokraci pomagali przy takich rzeczach wyłącznie wtedy, gdy chcieli coś udowodnić. Albo zrobić pokaz. Albo zostali do tego zmuszeni. On natomiast wyglądał tak, jakby naprawdę sprawiało mu to przyjemność. Jakby odnajdywał jakiś dziwny rodzaj porządku w usuwaniu chaosu. Jej spojrzenie przesunęło się po nim z tą charakterystyczną, niemal nieprzyzwoitą dokładnością, z jaką oceniałaby autentyczność obrazu wystawionego na aukcji. Jakby próbowała znaleźć miejsce, w którym fałszerz popełnił błąd. Bo przecież musiał istnieć jakiś błąd.
- Mam uwierzyć, że czarodziej twojego pokroju odczuwa satysfakcję ze sprzątania? Czynności godnej skrzata domowego? - patrzyła na niego z powątpiewaniem, bo spodziewała się oszustwa, próby zyskania jej sympatii poprzez zręczne kłamstwo. Problem polegał na tym, że za każdym razem, gdy była przekonana, że już go rozgryzła, robił coś, co całkowicie burzyło jej wcześniejsze wnioski. A tam, gdzie spodziewała się zobaczyć znudzonego arystokratę, który po kilku minutach znajdzie wymówkę, by uciec od kurzu, sadzy i ciężkiej pracy, znajdował się mężczyzna metodycznie doprowadzający do porządku kolejne fragmenty zrujnowanego pomieszczenia. Bez narzekania. Bez teatralnych westchnień. Bez ostentacyjnego podkreślania własnej szlachetności.
- Spodziewałabym się raczej, że odczuwasz satysfakcję z wygranych sporów. Z rozwiązanych zagadek. Z postawienia kogoś pod ścianą podczas rozmowy - wymieniała, uparcie wpatrzona w kawałek mebla, którego próbowała poskładać. - Ewentualnie z doprowadzania ludzi do irytacji - kolejna szpilka, z subtelnym rozbawieniem w głosie. - Ale sprzątanie? - pokręciła głową z niedowierzaniem. Pedantyzm sam w sobie była w stanie zrozumieć, bo przecież sama przejawiała go w pracy. Może i poza pracą.
- Nie wiem, czy bardziej niepokoi mnie fakt, że naprawdę sprawia ci to przyjemność, czy to, że zaczynam ci wierzyć - westchnęła.
W tym momencie do pomieszczenia weszła staruszka i zaproponowała im ciasteczka i herbatę.
learn the rules
then break some
then break some