24.10.2022, 21:02 ✶
Czasem pewnie też tęskniła.
Może za nim, a może tylko za chłopcem, którym był kiedyś. A może jeszcze inaczej: za samą sobą z dawnych lat. Za tamtymi latami konkretnie, kiedy wszystko wydawało się prostsze.
Nie wiedziała jeszcze, że przyjdzie jej zatęsknić i za tym latem. Gdy tylko ciemne chmury gromadziły się nad ich głowami i niektórzy po prostu nie chcieli szlamy w roli Ministra Magii. Kiedy nie było otwartej wojny, nie bała się o siebie, krewnych i przyjaciół. Kiedy ludzie, których niegdyś mijała na hogwarckich korytarzach, osoby takie, jak Theon, nie były jeszcze jej wrogami. Nie tak naprawdę.
Nie patrzyła w jego kierunku, uparcie wbijając spojrzenie gdzieś przed siebie. Nobby Leach, nowa kość niezgody. Czasem nawet ona myślała, że byłoby lepiej, gdyby nigdy nie wybrano go na Ministra Magii. Byłoby prościej.
Ale czy lepiej?
Złość przez chwilę wybuchła w jej wnętrzu, bo ostrzeżenie, może groźba, było jasne: siedź cicho, nie wychylaj się, nie toń z Nobbym. Grzeb w tym dalej, a w końcu i ciebie spotka jakaś tajemnicza choroba, jak naszego kochanego Ministra. Zaraz jednak ten gniew przygasł, ponieważ można było potraktować te słowa jako przejaw pewnej troski, ukłon w stronę dawnych czasów. To, że jeśli nie przyjaźń, to przynajmniej wspomnienie tej przyjaźni coś dla niego znaczyło. I to było w pewien sposób ważne i dla niej, nawet jeżeli niosło ze sobą odrobinę goryczy, przysłaniającej nawet słodycz jabłka. Jadła je przez chwilę, chyba bardziej jako pretekst, by nie przemówić od razu niż dlatego, że naprawdę była głodna.
- Dziękuję. Naprawdę – powiedziała w końcu, zwracając wreszcie spojrzenie w jego stronę. Już nie wesołe, smutne raczej. – Doceniam i nikt się nie dowie, że to powiedziałeś. Ale Nobby Leach jest naszym Ministrem. A nawet gdyby nim nie był, a tylko jednym z pracowników ministerstwa, to jeśli ktoś robiłby na niego nagonkę, właśnie w tym bym grzebała. To moja praca.
Zawahała się na moment, a potem uśmiechnęła, już może bez wcześniejszej wesołości, ale wciąż szczerze. Wzruszyła ramionami, bo przecież właściwie ta praca była częścią problemu.
- Nie umiem inaczej. On sobie na to nie zasłużył. Nikt sobie na to nie zasłużył. Te plotki o zdradzaniu żony… - urwała, odetchnęła, odwracając wzrok. Przełknęła słowa obrony Ministra, bo przecież ciągnąc temat mogłaby go tylko zdenerwować, a mimo wszystko nie chciała, aby ta rozmowa zakończyła się kłótnią. Nawet jeżeli miała ochotę powtarzać, że do cholery, Nobby Leach mógłby być naprawdę dobrym premierem, gdyby na każdym kroku nie rzucano mu kłód pod nogi. Tylko dlatego, że miał pecha urodzić się w rodzinie mugoli. Doskonale wiedziała, że Theon nie uzna tych argumentów. Wychowano go w konkretny sposób i nawet do pewnego stopnia to rozumiała.
Może za nim, a może tylko za chłopcem, którym był kiedyś. A może jeszcze inaczej: za samą sobą z dawnych lat. Za tamtymi latami konkretnie, kiedy wszystko wydawało się prostsze.
Nie wiedziała jeszcze, że przyjdzie jej zatęsknić i za tym latem. Gdy tylko ciemne chmury gromadziły się nad ich głowami i niektórzy po prostu nie chcieli szlamy w roli Ministra Magii. Kiedy nie było otwartej wojny, nie bała się o siebie, krewnych i przyjaciół. Kiedy ludzie, których niegdyś mijała na hogwarckich korytarzach, osoby takie, jak Theon, nie były jeszcze jej wrogami. Nie tak naprawdę.
Nie patrzyła w jego kierunku, uparcie wbijając spojrzenie gdzieś przed siebie. Nobby Leach, nowa kość niezgody. Czasem nawet ona myślała, że byłoby lepiej, gdyby nigdy nie wybrano go na Ministra Magii. Byłoby prościej.
Ale czy lepiej?
Złość przez chwilę wybuchła w jej wnętrzu, bo ostrzeżenie, może groźba, było jasne: siedź cicho, nie wychylaj się, nie toń z Nobbym. Grzeb w tym dalej, a w końcu i ciebie spotka jakaś tajemnicza choroba, jak naszego kochanego Ministra. Zaraz jednak ten gniew przygasł, ponieważ można było potraktować te słowa jako przejaw pewnej troski, ukłon w stronę dawnych czasów. To, że jeśli nie przyjaźń, to przynajmniej wspomnienie tej przyjaźni coś dla niego znaczyło. I to było w pewien sposób ważne i dla niej, nawet jeżeli niosło ze sobą odrobinę goryczy, przysłaniającej nawet słodycz jabłka. Jadła je przez chwilę, chyba bardziej jako pretekst, by nie przemówić od razu niż dlatego, że naprawdę była głodna.
- Dziękuję. Naprawdę – powiedziała w końcu, zwracając wreszcie spojrzenie w jego stronę. Już nie wesołe, smutne raczej. – Doceniam i nikt się nie dowie, że to powiedziałeś. Ale Nobby Leach jest naszym Ministrem. A nawet gdyby nim nie był, a tylko jednym z pracowników ministerstwa, to jeśli ktoś robiłby na niego nagonkę, właśnie w tym bym grzebała. To moja praca.
Zawahała się na moment, a potem uśmiechnęła, już może bez wcześniejszej wesołości, ale wciąż szczerze. Wzruszyła ramionami, bo przecież właściwie ta praca była częścią problemu.
- Nie umiem inaczej. On sobie na to nie zasłużył. Nikt sobie na to nie zasłużył. Te plotki o zdradzaniu żony… - urwała, odetchnęła, odwracając wzrok. Przełknęła słowa obrony Ministra, bo przecież ciągnąc temat mogłaby go tylko zdenerwować, a mimo wszystko nie chciała, aby ta rozmowa zakończyła się kłótnią. Nawet jeżeli miała ochotę powtarzać, że do cholery, Nobby Leach mógłby być naprawdę dobrym premierem, gdyby na każdym kroku nie rzucano mu kłód pod nogi. Tylko dlatego, że miał pecha urodzić się w rodzinie mugoli. Doskonale wiedziała, że Theon nie uzna tych argumentów. Wychowano go w konkretny sposób i nawet do pewnego stopnia to rozumiała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.