— To chyba pierwszy raz, gdy ktoś tak mnie nazwał — parsknął, bo różnice trzech centymetrów między nim, a Aseną (na korzyść Aseny) wyrownywały tylko i wyłącznie jego loczki, które obecnie były spięte w ciasnego koczka, uwydatniając fakt, że był niższy od kobiety, zamiast go maskować. — Mogę porobić i zobaczymy czy da się to zawekować czy musi być na świeżo.
Przytaknął kobiecie i zabrali się za napełnianie wodą kociołków, misy do wyrabiania chleba i innych pojemnych garnków, tak w razie czego. Dobrze, że oboje należeli do sprawnych osób.
— Kurwa, Tom! Zawrzyj mordę i to okno! Co mi tu kurwa dym wpuszczasz! — krzyknął do jednego z bywalców, który wykłócał się z kimś, otworzywszy mały świetlik. Nie dość, że go Lewis zjebał, to jeszcze wziął zza paska mokrą szmatkę i zdzielił go przez łeb.
Lewis wszedł na stół i przyłożył różdżkę do gardła, żeby jego głos był bardziej nośny.
— Uwaga, zasady są proste. Rozmawiacie, gracie, żrecie co jest. Żadnych krzyków i żadnego jebanego otwierania okien czy drzwi, jasne? Jak ktoś chce wypierdalać, to niech wypierdala teraz!
Na szczęście obyło się bez bójek dzięki magicznemu trunkowi Lewisa. Mogli się przygotować z Aseną na najgorsze, bo na zewnątrz robiło się coraz gorzej. Lewis nie był pewny, czy będzie miał do czego wracać.
Przewaga: Zastraszanie.