09.06.2026, 19:50 ✶
– Nie była do końca w twoim guście? Moglibyśmy zmienić jakieś drobne szczegóły. Może ciemniejsza zieleń? Albo świeczki zamiast bombek? – dopytywał Chris, który prędzej popełniłby rytualne samobójstwo niż ubrał jakąś kobietę w strój tego typu i oświadczył, że to jego projekt, z którego jest zadowolony. Po prostu chyba rozbawiła go trochę mina Victorii i ostrożność, z jaką wyrażała swoją opinię.
Chyba była równie przerażona jak on, gdy zaczął się zastanawiać, czy żeby była zadowolona powinien zabrać ją do budki z mugolskim jedzeniem, w której sprzedają mięso z psów i nie myją rąk, kiedy je wydają.
– Jak choinka – dokończył za nią bez zbędnych oporów. – Niektórzy projektanci bywają… specyficzni. Ciocia, całkiem słusznie, uznała, że kobiety lubią błyszczeć. Ale sądzę, że większość woli raczej jak gwiazda niż gwiazda choinkowa w zestawie z całą choinką.
Rodzina Rosierów była duża i Christopher lubił uważał, że utalentowana, ale w każdej rodzinie zdarzały się czarne owce. Albo takie specyficzne. Ta konkretna ciotka, jak czasem myślał sobie w głębi ducha, była zwyczajnie nawiedzona. Umiała szyć. Umiała projektować. Ale z jakichś powodów czasem zaczynało się jej roić, że zrewolucjonizuje świat mody. Na przykład przebierając ludzi za choinki, jak twierdziła w myśl najlepszych, czarodziejskich tradycji. Albo projektując wielkie kapelusze z sępem – Christopher był zdumiony, że kilka osób właściwie je kupiło i to za absurdalnie duże kwoty, może więc czasem ciotka miała trochę wyczucia. Wtedy ojciec uznał, że to stosunkowo nieszkodliwe i nie próbował jej powstrzymać…
– Ale solennie obiecuję, że w moim szkicowniku nie znajdziesz żadnego projektu z bombkami – dodał, już gdy wspinali się po schodach na piętro. Uniósł różdżkę i pierwsze drzwi otworzył zaklęciem, tak na wszelki wypadek. A potem przypatrywał się im, upewniając się, że nic zza nich nie wyskoczy. Po tych bahankach czy jak im tak było i po boginie wolał zachować ostrożność, zajrzał więc do środka, zanim wszedł: można by pomyśleć, że sprawdza dom napadnięty przez śmierciożerców, ale… skoro mieli bahanki na dole, tu też mogły się czaić, a raczej żadne z nich nie chciało być ugryzione. – Trochę ciasna, a podłoga byłaby tutaj do wymiany – ocenił krytycznie, lustrując spojrzeniem, jak się okazało, sypialnię. Była długa, za to dość wąska, coś, co na pewno nie przeszkadzałoby większości ludzi szukających domy, jeżeli reszta była świetna, ale Chris naprawdę wyznaczał sobie i wszystkiemu wokół wysokie wymagania. A że lubił swój apartament, który ostatnio przeklęło, dom musiał naprawdę go oczarować. Ściany wymagały odmalowania, co nie byłoby problemem, ale deski na podłodze wyblakły i niektóre były porysowane. – Wydaje mi się, że obejrzę ten drugi dom.
Niby mógł spróbować przenieść sypialnię… ale być może uda się mu znaleźć coś idealnego. Nie lubił zadowalać się półśrodkami.
Chyba była równie przerażona jak on, gdy zaczął się zastanawiać, czy żeby była zadowolona powinien zabrać ją do budki z mugolskim jedzeniem, w której sprzedają mięso z psów i nie myją rąk, kiedy je wydają.
– Jak choinka – dokończył za nią bez zbędnych oporów. – Niektórzy projektanci bywają… specyficzni. Ciocia, całkiem słusznie, uznała, że kobiety lubią błyszczeć. Ale sądzę, że większość woli raczej jak gwiazda niż gwiazda choinkowa w zestawie z całą choinką.
Rodzina Rosierów była duża i Christopher lubił uważał, że utalentowana, ale w każdej rodzinie zdarzały się czarne owce. Albo takie specyficzne. Ta konkretna ciotka, jak czasem myślał sobie w głębi ducha, była zwyczajnie nawiedzona. Umiała szyć. Umiała projektować. Ale z jakichś powodów czasem zaczynało się jej roić, że zrewolucjonizuje świat mody. Na przykład przebierając ludzi za choinki, jak twierdziła w myśl najlepszych, czarodziejskich tradycji. Albo projektując wielkie kapelusze z sępem – Christopher był zdumiony, że kilka osób właściwie je kupiło i to za absurdalnie duże kwoty, może więc czasem ciotka miała trochę wyczucia. Wtedy ojciec uznał, że to stosunkowo nieszkodliwe i nie próbował jej powstrzymać…
– Ale solennie obiecuję, że w moim szkicowniku nie znajdziesz żadnego projektu z bombkami – dodał, już gdy wspinali się po schodach na piętro. Uniósł różdżkę i pierwsze drzwi otworzył zaklęciem, tak na wszelki wypadek. A potem przypatrywał się im, upewniając się, że nic zza nich nie wyskoczy. Po tych bahankach czy jak im tak było i po boginie wolał zachować ostrożność, zajrzał więc do środka, zanim wszedł: można by pomyśleć, że sprawdza dom napadnięty przez śmierciożerców, ale… skoro mieli bahanki na dole, tu też mogły się czaić, a raczej żadne z nich nie chciało być ugryzione. – Trochę ciasna, a podłoga byłaby tutaj do wymiany – ocenił krytycznie, lustrując spojrzeniem, jak się okazało, sypialnię. Była długa, za to dość wąska, coś, co na pewno nie przeszkadzałoby większości ludzi szukających domy, jeżeli reszta była świetna, ale Chris naprawdę wyznaczał sobie i wszystkiemu wokół wysokie wymagania. A że lubił swój apartament, który ostatnio przeklęło, dom musiał naprawdę go oczarować. Ściany wymagały odmalowania, co nie byłoby problemem, ale deski na podłodze wyblakły i niektóre były porysowane. – Wydaje mi się, że obejrzę ten drugi dom.
Niby mógł spróbować przenieść sypialnię… ale być może uda się mu znaleźć coś idealnego. Nie lubił zadowalać się półśrodkami.