Nie miał problemu z tym, aby skomplementować umiejętności innych ludzi, gdy była ku temu taka potrzeba. Musiał więc pochwalić Ulę! Może i zabolałoby go nieco, gdyby to ona odczarowała tego atramentowego ludzika, jednak Brzęczyszczykiewicz wykazała się ogromną inicjatywą i po prostu trzeba było to nagrodzić.
— Mamy nadzieję, że to już dosyć kłopotów z nieprzyjemnymi klientami. — Ukłonił się przed Ulą pozwalając jej wrócić do swojej pracy. W okolicy kręciło się sporo ludzi. Po tym małym incydencie pewnie tylko przybędzie jej klientów. Potem Erik zwrócił się do Patricka. — Nie żałuj sobie. Brenna i Atreus chyba nie mogą się zdecydować. Może i jak ty spróbujesz szczęścia, to się przekonają.
Uśmiechnął się pod nosem, chowając wygraną talię kart do kieszeni. Nie miał pojęcia, czy był to autorski wyrób goblina, czy też jakiś oficjalny produkt. Miał świadomość, że Loretta była popularna, w końcu dlatego załatwiał u niej obrazy na aukcję charytatywną, jednak nie sądził, że jest aż tak sławna. Cena rozpoznawalności, pomyślał z przekąsem, odprowadzając Patricka wzrokiem, gdy ten ruszył do goblina.
— Karty? — rzucił pytająco. Jak duże były szanse, że trafili na to samo? — Jasne, myślę, że teraz możemy wpaść do Nory? — Jak pomyślał, tak też zrobił i zaczął wytyczać sobie i Stewardowi drogę przez tłum ludzi, ku straganowi ich wspólnej przyjaciółki.
Dopchał się do lady, zanurzając bez zastanowienia dłoń w pierwszym koszyku, który wpadł mu w ręce, nie zwracając uwagi na żadne oznaczenia, jakie mogły tam być. Postanowił się też od razu poczęstować ciastkiem, uśmiechając się w kierunku Nory.
— Jak tam, Salemie? — odezwał się do kota, nie próbując go jednak głaskać. — Pilnujesz Nory? Spokój w okolicy?
!pierwszy koszyk
!ciastko z kwiatkiem
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞