09.06.2026, 20:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 10:13 przez Urd Nordgersim.)
W języku kryła się myśl a myśl chowała się za językiem. Czym była samotność, jeśli nie rozgałęzioną ścieżką osamotnienia z przymusu, albo też niezależności z wyboru.
– Wiem o czym mówisz, lubię nurkować. Lubię przestrzeń, którą daje woda, wolność ruchu i myśli, którą oferuję. – Przyznała, nie rozumiejąc za bardzo tej metafory, podczas swoich podróży nauczyła się jednak, że nie wszystkie metafory są po to, aby je rozumieć, nie gdy gnało się po falach, za nurtem który czasem udawało jej się narzucić. Czasem ktoś narzucał go jej.
Podobnie teraz odnalazła gesty nieznajomej jako takie, które przyciągały wzrok, aż nazbyt dobrze. Swoim pięknem. Swoim wyważeniem. Swoim istnieniem. Gesty, które aż chciało się powtórzyć, choć nigdy do końca nie przepadała za tym trikiem mowy ciała, który przekonywał o pokrewieństwie dusz chociażby, nawet jeśli było ono utkane cienkimi, lśniącymi bielą nićmi pajęczej manipulacji. Magia czyniła w dyskusji swoje honory.
– Ciesz się zatem z rodziny, która jest wodą, a nie głazem przywiązanym do kostki, który uniemożliwia Ci ekscytację ruchem i tańcem. – wzruszyła ramionami, palcami głaszcząc swoją własną nagą szyję, czując przyjemny prąd przenikający skórę, komfort, który niósł jej osobie własny dotyk. Uwielbiała tę pieszczotę, łagodną w wyrazie, słodką w posmaku. W połączeniu z wypitą wcześniej herbatą ciało napełniało się przyjemnym prądem, ciepłem, które płynęło z własnego ciepłego serca.
Uśmiechnęła się do Lorraine, gdy ta tak dźwięcznie zachichotała, przypatrując się młodzieńczemu rumieńcowi będącemu w tak ostrym kontraście, do profesji, której pałała się na codzień ta eteryczna istota. Wypiła i swoje wino, czy właściwie odkryła, że w kubeczku nie ma już trunku, wrażenie wspólnego toastu nie opuszczało jej. Za co? Za młodość? Za wodę? Za szkołę, którą oberwowała przed laty jak sęp, czekając aż jej ukochana foczka postanowi przejść się po kilka słodyczy do przeklętej wioski, w której każda godzina zdawała się wiecznością?
Przekrzywiła głowę na kolejne deklaracje, przypatrując się tym intensywniej gestom czynionym na poparcie słów, probując wytworzyć obraz londyńskiej persony, która punkt po punkcie przedstawiała jej swoje wartości, podsycając je kadzidłem emocji, które przypominały pływy morza. Z pewnym zdziwieniem powiodła oczyma za chudymi palcami, które zawłaszczały sobie na moment jej włosy, z pewnym zdziwieniem odkrywała uczucie żalu z powodu odrzucenia, które nie powinno mieć aż takiego znaczenia, nie gdy przybyła do Londynu dla kogoś zupełnie innego. Dopiero z czasem mogłaby przyjść refleksja, dopiero z czasem egzorcystka mogłaby przyjrzeć się uważniej nurtowi, który ją porwał.
Nurtowi, który mógłby ją utopić.
Mógłby.
– Dla siebie. Ostatecznie muzyką powinniśmy obdarzać tych, których kochamy. – odchyliła dumnie głowę i choć nie odwracała wzroku, udało jej się zamówić kolejną kolejkę. – Ale już się naśpiewałam to wino nieco wysuszyło mi gardło i wystarczy w zupełności muzyki, nie będę też robić konkurencji tej ekipie, wydają się pełni wigoru i wiary we własne możliwości. Szczęśliwie ręce do oklasków gotowe i gwizdać potrafię przednio. Tu się… gwiżdże w ramach wyrażania aprobaty, prawda? – dopytywała miękko.
– Wiem o czym mówisz, lubię nurkować. Lubię przestrzeń, którą daje woda, wolność ruchu i myśli, którą oferuję. – Przyznała, nie rozumiejąc za bardzo tej metafory, podczas swoich podróży nauczyła się jednak, że nie wszystkie metafory są po to, aby je rozumieć, nie gdy gnało się po falach, za nurtem który czasem udawało jej się narzucić. Czasem ktoś narzucał go jej.
Podobnie teraz odnalazła gesty nieznajomej jako takie, które przyciągały wzrok, aż nazbyt dobrze. Swoim pięknem. Swoim wyważeniem. Swoim istnieniem. Gesty, które aż chciało się powtórzyć, choć nigdy do końca nie przepadała za tym trikiem mowy ciała, który przekonywał o pokrewieństwie dusz chociażby, nawet jeśli było ono utkane cienkimi, lśniącymi bielą nićmi pajęczej manipulacji. Magia czyniła w dyskusji swoje honory.
– Ciesz się zatem z rodziny, która jest wodą, a nie głazem przywiązanym do kostki, który uniemożliwia Ci ekscytację ruchem i tańcem. – wzruszyła ramionami, palcami głaszcząc swoją własną nagą szyję, czując przyjemny prąd przenikający skórę, komfort, który niósł jej osobie własny dotyk. Uwielbiała tę pieszczotę, łagodną w wyrazie, słodką w posmaku. W połączeniu z wypitą wcześniej herbatą ciało napełniało się przyjemnym prądem, ciepłem, które płynęło z własnego ciepłego serca.
Uśmiechnęła się do Lorraine, gdy ta tak dźwięcznie zachichotała, przypatrując się młodzieńczemu rumieńcowi będącemu w tak ostrym kontraście, do profesji, której pałała się na codzień ta eteryczna istota. Wypiła i swoje wino, czy właściwie odkryła, że w kubeczku nie ma już trunku, wrażenie wspólnego toastu nie opuszczało jej. Za co? Za młodość? Za wodę? Za szkołę, którą oberwowała przed laty jak sęp, czekając aż jej ukochana foczka postanowi przejść się po kilka słodyczy do przeklętej wioski, w której każda godzina zdawała się wiecznością?
Przekrzywiła głowę na kolejne deklaracje, przypatrując się tym intensywniej gestom czynionym na poparcie słów, probując wytworzyć obraz londyńskiej persony, która punkt po punkcie przedstawiała jej swoje wartości, podsycając je kadzidłem emocji, które przypominały pływy morza. Z pewnym zdziwieniem powiodła oczyma za chudymi palcami, które zawłaszczały sobie na moment jej włosy, z pewnym zdziwieniem odkrywała uczucie żalu z powodu odrzucenia, które nie powinno mieć aż takiego znaczenia, nie gdy przybyła do Londynu dla kogoś zupełnie innego. Dopiero z czasem mogłaby przyjść refleksja, dopiero z czasem egzorcystka mogłaby przyjrzeć się uważniej nurtowi, który ją porwał.
Nurtowi, który mógłby ją utopić.
Mógłby.
– Dla siebie. Ostatecznie muzyką powinniśmy obdarzać tych, których kochamy. – odchyliła dumnie głowę i choć nie odwracała wzroku, udało jej się zamówić kolejną kolejkę. – Ale już się naśpiewałam to wino nieco wysuszyło mi gardło i wystarczy w zupełności muzyki, nie będę też robić konkurencji tej ekipie, wydają się pełni wigoru i wiary we własne możliwości. Szczęśliwie ręce do oklasków gotowe i gwizdać potrafię przednio. Tu się… gwiżdże w ramach wyrażania aprobaty, prawda? – dopytywała miękko.