10.06.2026, 00:37 ✶
Lukas usłyszał głos Atreusa jak przez grubą warstwę waty. Najpierw dotarło do niego samo brzmienie, potem sens słów, a dopiero na końcu fakt, że walka najwyraźniej się skończyła. To ostatnie przyjął z pewnym opóźnieniem i absolutnym brakiem godności, leżąc dalej na śniegu z policzkiem prawie przy bruku. Głowa pulsowała mu paskudnie. Nie bolała w jednym miejscu, tylko cała, głęboko, jakby ktoś wsadził mu czaszkę między dwa kamienie i postanowił sprawdzić, ile wytrzyma. Ciepła krew wciąż spływała mu spod włosów, kleiła się za uchem i wsiąkała w kołnierz, absurdalnie gorąca na tle zimna bijącego od ziemi. Każda próba poruszenia oczami kończyła się krótką falą mdłości. Zamrugał raz. Potem drugi. Atreus był nad nim. Rozmazany, ale obecny. To już coś.
— Mogę — wychrypiał Lukas po chwili, choć zabrzmiało to mniej przekonująco, niż planował.
Spróbował unieść głowę, ale zaułek natychmiast przechylił się na bok, więc zrezygnował z tej ambicji i pozwolił potylicy opaść z powrotem na śnieg. Skrzywił się, bo nawet to zabolało.
— Tylko… chwilę jeszcze poleżę — dodał, zamykając na moment oczy. — Jakoś wygodniej tu niż na nogach.
Nie było. Było zimno, mokro i obrzydliwie, a pod łopatką uwierał go jakiś kamień albo kawałek szkła. Ale po ostatnich kilku minutach bruk wydawał się przynajmniej uczciwy. Nie próbował go kopnąć, przebić butelką ani przepchnąć przez ścianę. Lukas przełknął ślinę, czując metaliczny smak krwi na języku.
— Następnym razem — mruknął słabiej — jednak zostajemy przy dyplomacji.
— Mogę — wychrypiał Lukas po chwili, choć zabrzmiało to mniej przekonująco, niż planował.
Spróbował unieść głowę, ale zaułek natychmiast przechylił się na bok, więc zrezygnował z tej ambicji i pozwolił potylicy opaść z powrotem na śnieg. Skrzywił się, bo nawet to zabolało.
— Tylko… chwilę jeszcze poleżę — dodał, zamykając na moment oczy. — Jakoś wygodniej tu niż na nogach.
Nie było. Było zimno, mokro i obrzydliwie, a pod łopatką uwierał go jakiś kamień albo kawałek szkła. Ale po ostatnich kilku minutach bruk wydawał się przynajmniej uczciwy. Nie próbował go kopnąć, przebić butelką ani przepchnąć przez ścianę. Lukas przełknął ślinę, czując metaliczny smak krwi na języku.
— Następnym razem — mruknął słabiej — jednak zostajemy przy dyplomacji.