10.06.2026, 20:31 ✶
Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy skomplementował jej strój, ale szybko opamiętała się i spróbowała odwrócić jego uwagę kolejnymi słowami.
— Siedem dekad? Czyli to po tylu już nie ma niemalże żadnych radości? – spytała licząc że wampir przytaknie i przyzna, że to całe nieżycie nie miało najmniejszego sensu. Siedem dekad… Ona była wampirem od niemal dwudziestu, a już miała wrażenie, że wszystko co było miłe dla niej na tym świecie można było zliczyć na palcach jednej ręki. Dwie dekady… Spojrzała na wiszące w przedpokoju niewielkie lusterko w ozdobnej ramce. Wyglądała… No cóż, trochę martwo, ale młodo. A w sierpniu przecież będzie obchodzić swoje czterdzieste piąte urodziny. Czterdzieste piąte. Czy czuła się na tyle lat? Na pewno była mniej durna niż była te dwie dekady temu, ale jak pokazało jej ostatnie spotkanie z hrabią nie była to aż tak wielką zmiana. Zdecydowanie też nie myślała o sobie jako o tak dojrzałej i poważnej, jak myślała o swojej matce. A może jej matka wcale nie była wtedy poważniejsza od Lucy, tylko po prostu jej starzenie nigdy się nie zatrzymało? No cóż… Wieczna młodość była jakimś pozytywem tego… Wszystkiego.
Wreszcie opuścili budynek, ale myśli Lucy wciąż krążyły wokół tych nieliczych przyjemności które jej zostały. Ile ich tak naprawdę było?
Jeden. Książki. Książek było coraz więcej. Książki będą wydawane przez kolejne dekady i wieki, a ona będzie mogła poznawać nowe nurty literatury i nowe historie, które powstaną dopiero wtedy, gdy normalnie od dawna gniłaby już w trumnie.
Weszła do powozu i spojrzała na swojego przewodnika.
Dwa. Świat i wieczna możliwość uczenia się go. Miała czas na poznanie nowych zabytków, douczenie się historii, zobaczenie fascynujących artefaktów i… Najwyraźniej serca Paryża.
Nawet nie zauważyła kiedy tak energicznie skinęła głową.
– Chce pan pokazać mi katakumby? – spytała, a jej oczy rozbłysły szczerą ciekawością. – Tak, to… Poproszę.
— Siedem dekad? Czyli to po tylu już nie ma niemalże żadnych radości? – spytała licząc że wampir przytaknie i przyzna, że to całe nieżycie nie miało najmniejszego sensu. Siedem dekad… Ona była wampirem od niemal dwudziestu, a już miała wrażenie, że wszystko co było miłe dla niej na tym świecie można było zliczyć na palcach jednej ręki. Dwie dekady… Spojrzała na wiszące w przedpokoju niewielkie lusterko w ozdobnej ramce. Wyglądała… No cóż, trochę martwo, ale młodo. A w sierpniu przecież będzie obchodzić swoje czterdzieste piąte urodziny. Czterdzieste piąte. Czy czuła się na tyle lat? Na pewno była mniej durna niż była te dwie dekady temu, ale jak pokazało jej ostatnie spotkanie z hrabią nie była to aż tak wielką zmiana. Zdecydowanie też nie myślała o sobie jako o tak dojrzałej i poważnej, jak myślała o swojej matce. A może jej matka wcale nie była wtedy poważniejsza od Lucy, tylko po prostu jej starzenie nigdy się nie zatrzymało? No cóż… Wieczna młodość była jakimś pozytywem tego… Wszystkiego.
Wreszcie opuścili budynek, ale myśli Lucy wciąż krążyły wokół tych nieliczych przyjemności które jej zostały. Ile ich tak naprawdę było?
Jeden. Książki. Książek było coraz więcej. Książki będą wydawane przez kolejne dekady i wieki, a ona będzie mogła poznawać nowe nurty literatury i nowe historie, które powstaną dopiero wtedy, gdy normalnie od dawna gniłaby już w trumnie.
Weszła do powozu i spojrzała na swojego przewodnika.
Dwa. Świat i wieczna możliwość uczenia się go. Miała czas na poznanie nowych zabytków, douczenie się historii, zobaczenie fascynujących artefaktów i… Najwyraźniej serca Paryża.
Nawet nie zauważyła kiedy tak energicznie skinęła głową.
– Chce pan pokazać mi katakumby? – spytała, a jej oczy rozbłysły szczerą ciekawością. – Tak, to… Poproszę.