11.06.2026, 13:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2026, 13:55 przez Thomas Figg.)
Milczał po prostu delikatnie gładząc ją po plecach. Nigdy nie był dobry w pocieszanie, mówienie pustych słów nie współgrało z próbami poprawy komuś nastroju. Wiadomo, mówienie pustych frazesów nijak się miało do mówienia głupich dowcipów, a te jakoś mu nagle wszystkie wyparowały z głowy - Kapitan by mu dopiero dał popalić, ze nie jest w stanie z siebie wykrzesać choćby suchego niczym Sahara dowcipu.
Ale wtedy wrócił Basilius i wzrok Thomasa przeniósł się na niego - wpatrywał się w niego uporczywie, jakby chciał zajrzeć mu w głowę i odczytać o czym myśli czy przejrzeć na wylot jego duszę. Ale nie mówił nic, teraz obserwował ich wymianę zdań i przejmowanie na siebie winy. Aż kusiło rzucić jakimś żartem o winie, przecież mieli go pod dostatkiem w kielichach, ale w porę ugryzł się w język - choć może nie powinien.
- Zamierzasz się zmienić w lokomotywę do Hogwartu i kopcić fajkę za fajką? - zapytał wodząc jeszcze wzrokiem za odchodzącą Millie. Nie miał pojęcia jak rozwiązać ten kłopot. Znaczy nie wiedział jak zrobić to legalnie, bo związanie i zatarganie Prewetta do Stawu było idealnym sposobem. A może on chciał być taką poranną księżniczka? Zerknął uważnie na towarzyszącego mu mężczyznę. A po chwili uśmiechnął się przebiegle.
- A więc skoro Millie poszła, to ja wygrałem - wskazał na kości na stoliku. - Dlaczego się wyprowadziłeś? Ale tak bez pierdolenia koc opołów, naprawdę. - zakończył wpatrując się w niego tym świdrującym spojrzeniem, które koty obdarzając ptaki siedzące za szybami. Nie zamierzał odpuszczać, chciał się dowiedzieć prawdy, nawet jakby miał teraz za nim podążać jak cień - wiedział, że Moody potrzebuje chwili w spokoju.
Ale wtedy wrócił Basilius i wzrok Thomasa przeniósł się na niego - wpatrywał się w niego uporczywie, jakby chciał zajrzeć mu w głowę i odczytać o czym myśli czy przejrzeć na wylot jego duszę. Ale nie mówił nic, teraz obserwował ich wymianę zdań i przejmowanie na siebie winy. Aż kusiło rzucić jakimś żartem o winie, przecież mieli go pod dostatkiem w kielichach, ale w porę ugryzł się w język - choć może nie powinien.
- Zamierzasz się zmienić w lokomotywę do Hogwartu i kopcić fajkę za fajką? - zapytał wodząc jeszcze wzrokiem za odchodzącą Millie. Nie miał pojęcia jak rozwiązać ten kłopot. Znaczy nie wiedział jak zrobić to legalnie, bo związanie i zatarganie Prewetta do Stawu było idealnym sposobem. A może on chciał być taką poranną księżniczka? Zerknął uważnie na towarzyszącego mu mężczyznę. A po chwili uśmiechnął się przebiegle.
- A więc skoro Millie poszła, to ja wygrałem - wskazał na kości na stoliku. - Dlaczego się wyprowadziłeś? Ale tak bez pierdolenia koc opołów, naprawdę. - zakończył wpatrując się w niego tym świdrującym spojrzeniem, które koty obdarzając ptaki siedzące za szybami. Nie zamierzał odpuszczać, chciał się dowiedzieć prawdy, nawet jakby miał teraz za nim podążać jak cień - wiedział, że Moody potrzebuje chwili w spokoju.