11.06.2026, 15:28 ✶
Palce, zaciskające się na materiale koszuli, były zimne, podobnie jak dłoń, wybijająca różdżkę z drugiej dłoni. Podobnie jak dotykany wcześniej kark, podobnie jak podbródek i policzki, stykające się ze skórą obejmującego go Hannibala. Jessie całym swoim ciałem czuł chłód, kontrastujący z otaczającym jego przyjaciela ciepłem.
Panika uderzyła, na szczęście, na krótko - krócej, niż nieraz trwały podczas ich ucieczek i postojów - ale za każdym razem ataki były tak samo przerażające, tak samo bolesne i osamotniające. Tak, Jessie czuł się podobnie, kiedy to Hannibal był wciągany przez swój własny umysł i Jasper musiał go wyciągać, ostrożnie, żeby Hannibal poczuł, że przekroczył granicę jaźni i rzeczywistości.
-Przepraszam… Przepraszam… - mamrotał w szyję Hannibala, powoli powracając do siebie. Do niego.
Hannibal usadził ich na materacu tak ostrożnie, że Jessie nawet nie zauważył, że już nie stali. Potrzebował jeszcze chwili, kilku sekund i powoli normujących się oddechów, zanim przestał się rzucać i trząść i powoli odsunął się od drugiego chłopaka.
-Przepraszam… - powtórzył. Przepraszał za każdym razem, kiedy pozwalał panice przejąć kontrolę. -Już… Już mi lepiej. Kurwa, nienawidzę tego.
Gdyby zobaczyli go teraz Jonathan, Anthony albo Charlotte, z pewnością byliby nim zawiedzeni. Tak łatwo pozwolił na to, by działania Śmierciożerców doprowadziły do… tego. Czarodziejowi, który bał się używać magii, bliżej było już nawet nie do mugola, a do charłaka. Czy na tym zależało Śmierciożercom - by wywołać strach, który zepchnie ich przeciwników do grupy, którą gardzili najbardziej? Jeżeli tak, to w przypadku Jaspera prawie im się udało. Podczas konfrontacji nie wahał się używać magii, ale kiedy byli tylko we dwaj… Podczas jednego z takich ataków paniki Hannibal, na szczęście, zdołał powstrzymać go przed złamaniem swojej własnej różdżki. I było to jeszcze zanim Hannibal wyciął mu tę "pamiątkę" na plecach.
Kolejne dwa wdechy.
-Ogień - powiedział. -Zajmę się tym… Ty… Ty odpocznij.
Według Jessiego bezpieczniej byłoby, gdyby ukryli się w ciemności. Jeśli rozpalą ogień, a ktoś pojawi się w okolicy, bez problemu zobaczy światło i dym.
Ale potrzebowali światła. Potrzebowali ciepła. Nie tylko dlatego, że ich ciała, zmęczone ciągłym stresem i ruchem, potrzebowały ciepła, ale również po to, by ciemność nie zaczęła płatać im figli.
-Spróbuj zasnąć, Han. Będę pilnował, czy ktoś się nie zbliża.
Panika uderzyła, na szczęście, na krótko - krócej, niż nieraz trwały podczas ich ucieczek i postojów - ale za każdym razem ataki były tak samo przerażające, tak samo bolesne i osamotniające. Tak, Jessie czuł się podobnie, kiedy to Hannibal był wciągany przez swój własny umysł i Jasper musiał go wyciągać, ostrożnie, żeby Hannibal poczuł, że przekroczył granicę jaźni i rzeczywistości.
-Przepraszam… Przepraszam… - mamrotał w szyję Hannibala, powoli powracając do siebie. Do niego.
Hannibal usadził ich na materacu tak ostrożnie, że Jessie nawet nie zauważył, że już nie stali. Potrzebował jeszcze chwili, kilku sekund i powoli normujących się oddechów, zanim przestał się rzucać i trząść i powoli odsunął się od drugiego chłopaka.
-Przepraszam… - powtórzył. Przepraszał za każdym razem, kiedy pozwalał panice przejąć kontrolę. -Już… Już mi lepiej. Kurwa, nienawidzę tego.
Gdyby zobaczyli go teraz Jonathan, Anthony albo Charlotte, z pewnością byliby nim zawiedzeni. Tak łatwo pozwolił na to, by działania Śmierciożerców doprowadziły do… tego. Czarodziejowi, który bał się używać magii, bliżej było już nawet nie do mugola, a do charłaka. Czy na tym zależało Śmierciożercom - by wywołać strach, który zepchnie ich przeciwników do grupy, którą gardzili najbardziej? Jeżeli tak, to w przypadku Jaspera prawie im się udało. Podczas konfrontacji nie wahał się używać magii, ale kiedy byli tylko we dwaj… Podczas jednego z takich ataków paniki Hannibal, na szczęście, zdołał powstrzymać go przed złamaniem swojej własnej różdżki. I było to jeszcze zanim Hannibal wyciął mu tę "pamiątkę" na plecach.
Kolejne dwa wdechy.
-Ogień - powiedział. -Zajmę się tym… Ty… Ty odpocznij.
Według Jessiego bezpieczniej byłoby, gdyby ukryli się w ciemności. Jeśli rozpalą ogień, a ktoś pojawi się w okolicy, bez problemu zobaczy światło i dym.
Ale potrzebowali światła. Potrzebowali ciepła. Nie tylko dlatego, że ich ciała, zmęczone ciągłym stresem i ruchem, potrzebowały ciepła, ale również po to, by ciemność nie zaczęła płatać im figli.
-Spróbuj zasnąć, Han. Będę pilnował, czy ktoś się nie zbliża.