13.06.2026, 17:41 ✶
Rozchylił usta, jakby mimo wszystko chciał jeszcze pociągnąć temat, jednak zaraz skinął spolegliwie głową. Może faktycznie lepiej było nie pytać? Philippą mógł kierować zwykły instynkt typowy dla osób, które przeżyły już na tym świecie parę lat, ale może faktycznie miała jeszcze w rękawie parę asów, których istnienie wolała zachować dla siebie?
— Ugh, przepraszam. Miałem na myśli ratunek. Z tego wszystkiego już mi się język plącze — poprawił się Longbottom, czerwieniąc się lekko na to drobne nieporozumienie. — Ale jeśli pieniędzy nie przyjmiesz, to może przysługa pracownika BUM jest w obecnych czasach jeszcze coś warta? Zmiana mandatu za złe parkowanie miotły na pouczenie?
Żart może był słaby, ale Erik czuł się w obowiązku jakoś odpowiedzieć na pomoc ze strony ciotki. Raczej nie miał w swojej kolekcji zbyt wielu przedmiotów, które mogły ją interesować od strony zawodowej, ale może mógł ją wesprzeć w inny sposób?
— Tak, to prawda — potwierdził słowa ciotki, mimowolnie wracając myślami do konfrontacji z Anthonym na niedawnym weselu. — Słyszałem, że są jeszcze inne osoby, które słyszą te głosy, ale nie spotkałem nikogo takiego na żywo. A przynajmniej u nikogo z mojego kręgu znajomych nie objawiło się to w tak… widowiskowy… sposób, jak w moim przypadku.
Nieco pocieszała go myśl, że nie był jedyny. W przeciwnym wypadku sam fakt, że jego umysł był aż tak podatny na wpływy zewnętrzne, mógł go wpędzić w nie lada kłopoty. Bądź co bądź, przez to, co się działo w kraju miał ostatnimi czasy dość częsty dostęp z dość niestandardowymi zaklęciami, pułapkami i artefaktami. Ale skoro nie dotyczyło to tylko jedno… Cóż, to z kolei sugerowało, że cokolwiek wywołało te halucynacje, było dość potężne. Erik skrzywił się na tę ewentualność.
— Na początku sądziłem, że nie będzie to aż tak dużym problemem. Ba, myślałem, że to po prostu wina stresu po pożarach, ale kiedy zaczynasz prawić przed przypadkowymi ludźmi, jak Śmierciożerca z krwi i kości, to robi się nieprzyjemnie — dokończył swoje sprawozdanie Erik.
Gdyby efekty ”przekleństwa” ograniczałyby się do poczucia niepokoju, to może byłby w stanie to jakoś znieść. W końcu funkcjonowanie w stanie ”bycia w ciągłym pogotowiu” to nie było teraz nic nowego, zwłaszcza, że miał na głowie nie tylko sprawy Ministerstwa Magii, ale także organizacji. Symptomy zdawały się jednak mnożyć, co czyniło całą sprawę dużo trudniejszą do zignorowania.
— Powinienem coś… zrobić, żeby to jakoś ułatwić? — zapytał, rozglądając się za wolnym miejscem, które mogłoby być przeznaczone dla pacjentów. Po chwili zasiadł na kozetce lub zwykłym fotelu w zależności od tego, co było dostępne w pracowni ciotki. — Mam wyciszyć umysł? Skupić się na tamtej nocy?
Obym tylko nie wykrakał zbyt wiele przez przypadek, pomyślał, poprawiając się na miejscu siedzącym wskazanym przez Philippę. Jeśli byłby w stanie, to wolałby unikać wspomnień stricte związanych z działalnością Zakonu. Z drugiej jednak strony, wspomnienia z prób ratowania miasta nie powinny zbytnio zaskoczyć ciotki: skoro trzymała się z jego matką, to raczej wiedziała, że Longbottomowie mieli we krwi pakowanie się w takie sytuacje.
— Ugh, przepraszam. Miałem na myśli ratunek. Z tego wszystkiego już mi się język plącze — poprawił się Longbottom, czerwieniąc się lekko na to drobne nieporozumienie. — Ale jeśli pieniędzy nie przyjmiesz, to może przysługa pracownika BUM jest w obecnych czasach jeszcze coś warta? Zmiana mandatu za złe parkowanie miotły na pouczenie?
Żart może był słaby, ale Erik czuł się w obowiązku jakoś odpowiedzieć na pomoc ze strony ciotki. Raczej nie miał w swojej kolekcji zbyt wielu przedmiotów, które mogły ją interesować od strony zawodowej, ale może mógł ją wesprzeć w inny sposób?
— Tak, to prawda — potwierdził słowa ciotki, mimowolnie wracając myślami do konfrontacji z Anthonym na niedawnym weselu. — Słyszałem, że są jeszcze inne osoby, które słyszą te głosy, ale nie spotkałem nikogo takiego na żywo. A przynajmniej u nikogo z mojego kręgu znajomych nie objawiło się to w tak… widowiskowy… sposób, jak w moim przypadku.
Nieco pocieszała go myśl, że nie był jedyny. W przeciwnym wypadku sam fakt, że jego umysł był aż tak podatny na wpływy zewnętrzne, mógł go wpędzić w nie lada kłopoty. Bądź co bądź, przez to, co się działo w kraju miał ostatnimi czasy dość częsty dostęp z dość niestandardowymi zaklęciami, pułapkami i artefaktami. Ale skoro nie dotyczyło to tylko jedno… Cóż, to z kolei sugerowało, że cokolwiek wywołało te halucynacje, było dość potężne. Erik skrzywił się na tę ewentualność.
— Na początku sądziłem, że nie będzie to aż tak dużym problemem. Ba, myślałem, że to po prostu wina stresu po pożarach, ale kiedy zaczynasz prawić przed przypadkowymi ludźmi, jak Śmierciożerca z krwi i kości, to robi się nieprzyjemnie — dokończył swoje sprawozdanie Erik.
Gdyby efekty ”przekleństwa” ograniczałyby się do poczucia niepokoju, to może byłby w stanie to jakoś znieść. W końcu funkcjonowanie w stanie ”bycia w ciągłym pogotowiu” to nie było teraz nic nowego, zwłaszcza, że miał na głowie nie tylko sprawy Ministerstwa Magii, ale także organizacji. Symptomy zdawały się jednak mnożyć, co czyniło całą sprawę dużo trudniejszą do zignorowania.
— Powinienem coś… zrobić, żeby to jakoś ułatwić? — zapytał, rozglądając się za wolnym miejscem, które mogłoby być przeznaczone dla pacjentów. Po chwili zasiadł na kozetce lub zwykłym fotelu w zależności od tego, co było dostępne w pracowni ciotki. — Mam wyciszyć umysł? Skupić się na tamtej nocy?
Obym tylko nie wykrakał zbyt wiele przez przypadek, pomyślał, poprawiając się na miejscu siedzącym wskazanym przez Philippę. Jeśli byłby w stanie, to wolałby unikać wspomnień stricte związanych z działalnością Zakonu. Z drugiej jednak strony, wspomnienia z prób ratowania miasta nie powinny zbytnio zaskoczyć ciotki: skoro trzymała się z jego matką, to raczej wiedziała, że Longbottomowie mieli we krwi pakowanie się w takie sytuacje.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞