Asena nie słyszała jego krzyku, nawołującego jej imię. Zamiast tego miała w uszach trzaskanie płomieni, które wyrastały dookoła niej gorącą masą. Zostawiła za sobą wszelki strach i wątpliwości, które mogłyby pociągnąć ją do tyłu, machając różdżką niemal jak zawodowiec, kiedy dopadła do przywalonego Suttona. Mężczyzna stęknął, kiedy gruzowisko uniosło się ku górze, a potem zakasłał. Cały był ubrudzony sadzą i przyprószony brudem, ale wydawało się że był w stanie ruszyć się z miejsca.
- Nic panu nie jest? - zapytała, wyciągając do niego rękę i pomagając mu wstać. W drugiej wciąż ściskała różdżkę, na wszelki wypadek, gdyby znowu coś należało odsunąć. Facet trząsł się lekko i kiedy uzyskał pion, zaniósł rozpaczliwym kaszlem, rozrywającym płuca. Te walczyły o odrobinę tlenu, tylko po to żeby okazało się, że w sumie to mało teraz myślał o swoim zdrowiu.
- Rzeźba, moja rzeźba. Moje życie, proszę… - złapał Senkę kurczowo za ubranie, a w jego oczach pojawiło się coś, co nie pozwalało jej odmówić. Złapała go za te ręce i spróbowała od siebie odczepić.
- Dobrze. Dobrze, spróbuję coś zrobić. Ale niech pan… niech pan już biegnie, tak? Inaczej nie pomogę, proszę uciekać! - zarządzała, popychając go w stronę wyjścia. Zachwiał się, prawie upadł, ale udało mu się ustać na nogach. Obejrzał się na nią jeszcze raz i ruszył w kierunku drzwi, albo raczej samej już framugi.
Rozejrzała się, podążając za ostatnim jego machnięciem ręką, kiedy błagał ją o pomoc z zasranym pomniczkiem. Faktycznie, rzeźba stała. W całym chaosie pewnie nie zwróciłaby w ogóle na nią uwagi, bo była ostatnią interesującą ją rzeczą. Duża, cholernie ciężka, nieporęczna. Reprezentowała coś, co teraz niekoniecznie Asena była w stanie interpretować, ale znowu uniosła różdżkę, chcąc za pomocą translokacji przetransportować molocha na zewnątrz.
// translokacja ◉◉◉○○ na transportację rzeźby
Akcja nieudana
Blood is rare and sweet as cherry wine