• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima

[06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#5
16.06.2026, 22:47  ✶  
Timmy przyjęła ze szczerym rozbawieniem ten bananowy ambaras i nie miała zamiaru udawać, że jest za dorosła i za poważna na tego typu owocowe epizody. 
— Ciiii — uciszyła go, muskając palcem jego usta, nim jeszcze bardziej zdążył rozwinąć myśl —  żadne magnum opus. Ale jest powód ich istnienia. Zaraz ci opowiem, jeśli będziesz chciał.
Nie zamierzała robić z tego tajemnicy, ale okoliczności i własne rozkojarzenie były zbyt poplątane, by streścić je w kilku słowach. A może wcale nie były, tylko Timmy nie potrafiła lakonicznie opowiadać historii. 
— Pamiętam — przytaknęła lekko, nie prosząc nigdy o rozwinięcie niewygodnego wątku tajemniczej ciotki — Samuel wspominał mi co nieco o Kniei, co dało mi do myślenia, że może powinnam w końcu przyjrzeć się tamtejszemu drewnu. Zobaczymy.
Wzruszyła ramionami, nie dzieląc się resztą myśli z Levim. Jej kniejne zamiary były pomysłem zupełnie spontanicznym i wynikającym bardziej z przypadkowego zbioru ciekawych informacji, niż z szeroko przeprowadzonych badań.
— Zaraz… pikującym lichem — powtórzyła po nim, zawieszając akcent na głoskach drugiego słowa — mogę mieć tylko nadzieję, że to nie jest nowa kandydatka na twoją przyszłą wybrankę, Levi. Chociaż kto was tam Rowle’ów wie.
Nie bała się wracać do tematu nieszczęsnej kuzynki, mimo iż, cała ta sytuacja przyprawiła ją o niestrawność żołądka, jeszcze niespełna kilka tygodni temu. Nie łudziła się, że jego rodzice nie powrócą z nową propozycją, ale nie podejrzewała ich o aranżowanie zaręczyn miesiąc po tych zerwanych. Chyba, że zależało im na skandalu, ale Ollivander nie zamierzała zagłębiać się w polityki wielkich rodów.
— Nie patrz tak na mnie… — wycedziła defensywnie, zamawiając grzańca z dodatkowym szotem ognistej — wujostwo miało pilne sprawy, co sprawiło, że ich prawie w ogóle nie było na miejscu. Zastałam tylko jedną z moich kuzynek i inne członkinie kowenu. Nikt z młodego pokolenia nie pije tam alkoholu, nawet lokalnego araku… — pokręciła głową z dezaprobatą kogoś, kto chciał udawać fajniejszego, niż nim w rzeczywistości był  — odurzają się innymi rzeczami. Shishę już znasz — z wodnych fajek razem korzystali niejednokrotnie —  z haszyszem już się nie ukrywają. No i coś dla mnie zupełnie nowego, opium umieszczone w mieszance ziół. Nie, nie próbowałam— uprzedziła od razu, unosząc obie dłonie w obronnym geście, niemal jak rzezimieszek zatrzymany przez BUMowca. — Odurzały się tym zazwyczaj tuż po skończonych intensywnych godach. Wyglądało to tak, jakby w końcu… pozwalały sobie na sen.
Jej spojrzenie ze skupionego rozwijaniem historii, przeistoczyło się w zmiękczoną kobiecymi sentymentami troskę. Pomyślała o jego wieloletniej walce z bezsennością; o szarawych fałdach zmęczenia uformowanymi pod oczami, nierzadko witającymi ją o poranku. O jego sylwetce zatopionej gdzieś w kolorycie krajobrazu, kiedy tylko zdarzało jej się przebudzić w środku nocy i wyjść poza własny pokój, tchnięta nieopisanym przeczuciem, niżeli uzasadnioną obawą. 
— Cóż, historię mam, ale nie wiem czy cię zadowoli. Tak jak wspominałam, wujostwa nie było— kontynuowała niepewnie, ciepły kubek z trunkiem obracając w dłoniach niczym wróżbiarską kulę — przez moją kuzynkę Lamis, tak tą od tamtej głośnej orgii pod naszym oknem kilka lat temu — uśmiechnęła się krzywo — zostałam siłą zapędzona do obrządków ich kowenu. Wiesz…— nachyliła się ku niemu, ściszając stopniowo głos — ostatnia Litha zostawiła u mnie niesmak. Wiem, że czujesz się podobnie.
Coś co ich z pewnością do tej pory łączyło, to ambiwalentny, stosunkowo stonowany stosunek do religii. 
— Gdybyś mnie zapytał, co tam właściwie robiłyśmy, nie miałabym ci nic ciekawego do powiedzenia. Kobiety kowenu siedziały razem. Modliły się. Śpiewały. Ktoś palił — nie wiem co, chyba zwykły tytoń. Było duszno. Nic, czego nie widziałoby się w innych miejscach na sabatach. Drugiego dnia obrządków, wszystkie kobiety przyszły w czarnych welonach, a potem Lamis bez wyjaśnienia zarzuciła na mnie biały. Nie jestem pewna, ale naprawdę nic się nie wydarzyło. Nie próbuję powiedzieć, że coś zobaczyłam. Nie zobaczyłam. Nie miałam żadnego olśnienia. Nie zrobiło mi się słabo. Cóż… może trochę. Ale nie usłyszałam głosów. Nawet teraz brzmi to tak, jakbym próbowała dorobić znaczenie do czegoś, co było zwykłym kawałkiem materiału…? Tylko…nie wiem. Czuję się inaczej. A to był dopiero drugi, z trzech obrządków. O trzecim już nie wspomnę.
Zanurzyła ponownie usta w gorzałce, jakby oczyszczała usta z słów pozbawionych sensu. Wypijała swojego grzańca w nieprzyzwoicie szybkim tempie.
— Zdaję sobie sprawę, że brzmi to idiotycznie. Ale od tamtego czasu gubię myśli szybciej niż zwykle. Jestem niespokojna. Nawet zapomniałam o tych głupich bananach. Coś jest nie tak. Ale tego nie rozumiem. — pozwoliła pauzie okrasić ostatnie zdanie, zanim przygotowała się do kolejnego wyznania. — Nikomu jeszcze o tym nie powiedziałam.
Przesłoniła twarz obiema dłońmi w geście wewnętrznego zakłopotania.
— Może tracę rozum.
Słowa wybrzmiały zbyt poważnie, niż planowała, więc opuściła dłonie i parsknęła krótko, bez cienia wesołości. Przekręciła głową w niezgodzie z samą sobą.
Ach. Nie powiedziała mu jeszcze jednego.
— Wiesz co? Tak. Tęskniłam — powiedziała na koniec, bez cienia kokieterii.
Przez jej oblicze przemknął ciepły uśmiech, ale kąciki ust szybko opadły w znajome zamyślenie.


Kocham drewno i duże bicepsy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Rowle (1992), Septima Ollivander (2438)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Septima Ollivander - 30.05.2026, 01:24
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Leviathan Rowle - 05.06.2026, 04:20
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Septima Ollivander - 05.06.2026, 17:27
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Leviathan Rowle - 16.06.2026, 11:02
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Septima Ollivander - 16.06.2026, 22:47
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Leviathan Rowle - 11.08.2026, 02:48
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Septima Ollivander - 18.08.2026, 00:16
RE: [06.09.72] Poprosimy dwa aperole | Levi i Septima - przez Leviathan Rowle - 01.09.2026, 21:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa