18.06.2026, 10:59 ✶
Victoria nie musiała mu dwa razy powtarzać: wpakował się za kierownicę błyskawicznie i wrzucił wsteczny bieg jeszcze zanim towarzyszący mu mężczyzna zdążył zamknąć za sobą drzwi (bo na szczęście miał dość przytomności umysłu, aby wskoczyć na tyle siedzenie). Kobieta wciąż krzyczała i ten dźwięk nieprzyjemnie wwcierał się w uszy Christopera, gdy dodał gazu i auto ruszyło w tył.
Przez ułamek sekundy kusiło go, aby spróbować rozjechać tego potwora. Ale nie był pewien, czy to podziała, a on był wielki. Gdyby się nie udało, mogliby utknąć tutaj poobijani po stłuczce z potworem, co do którego nie mieli jeszcze pojęcia czym jest, i jak z tym walczyć. Chris widział w życiu różne rzeczy, ale ta cholera nie przypominała mu niczego, z czym dotychczas musieli się mierzyć.
Naprawdę wyglądał jak po prostu bardzo, bardzo wielki i groźny strach. Niewrażliwy na srebrne kule. A to oznaczało, że nie mieli do czynienia z duchem… i cóż, mogli też wykluczyć przebranego na Halloween wilkołaka.
Na całe szczęście choć jak na przerośniętego stracha na wróble był całkiem żwawy, to nie aż tak, aby doścignąć samochód, nawet jadący do tyłu. Chris przypatrywał się mu jeszcze przez chwilę, póki był widoczny w blasku reflektorów, ale potem potwora pochłonęła ciemność. Na wszelki wypadek jechał tak jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów, zanim gwałtownie wykręcił, nie dbając o to, że przy okazji rozjeżdża zboże.
– Co to cholera było? – rzucił, spoglądając we wsteczne lusterko, jakby spodziewał się dostrzec ścigającego ich stracha.
– Nie wiem! – jęknął mężczyzna, obejmując na tylnym siedzeniu kobietę, która przylgnęła do niego i na całe szczęście przestała krzyczeć, a zamiast tego zaniosła się łzami. – Z…zranił mnie w rękę, ale tylko tyle… Kim jesteście?
– Przypadkowymi świadkami – mruknął Chris. Chętnie obejrzałby te obrażenia, ale w tej chwili skupiał się na drodze. I na tym, czy nie wyskoczy na nią kolejny strach. – Zawieziemy was do najbliższego motelu, zadzwońcie stamtąd po pomoc, i na litość boską, nie wracajcie po co auto. Jechaliście z miasteczka?
– T-tak. – Tym razem odpowiedziała kobieta, wtulając twarz w ramię swojego partnera. – Ale op…opony poszły, musieliśmy w coś wjechać… Brian usłyszał coś w zbożu, i wszedł w nie, chociaż prosiłam, żeby tego nie robił…
Przez ułamek sekundy kusiło go, aby spróbować rozjechać tego potwora. Ale nie był pewien, czy to podziała, a on był wielki. Gdyby się nie udało, mogliby utknąć tutaj poobijani po stłuczce z potworem, co do którego nie mieli jeszcze pojęcia czym jest, i jak z tym walczyć. Chris widział w życiu różne rzeczy, ale ta cholera nie przypominała mu niczego, z czym dotychczas musieli się mierzyć.
Naprawdę wyglądał jak po prostu bardzo, bardzo wielki i groźny strach. Niewrażliwy na srebrne kule. A to oznaczało, że nie mieli do czynienia z duchem… i cóż, mogli też wykluczyć przebranego na Halloween wilkołaka.
Na całe szczęście choć jak na przerośniętego stracha na wróble był całkiem żwawy, to nie aż tak, aby doścignąć samochód, nawet jadący do tyłu. Chris przypatrywał się mu jeszcze przez chwilę, póki był widoczny w blasku reflektorów, ale potem potwora pochłonęła ciemność. Na wszelki wypadek jechał tak jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów, zanim gwałtownie wykręcił, nie dbając o to, że przy okazji rozjeżdża zboże.
– Co to cholera było? – rzucił, spoglądając we wsteczne lusterko, jakby spodziewał się dostrzec ścigającego ich stracha.
– Nie wiem! – jęknął mężczyzna, obejmując na tylnym siedzeniu kobietę, która przylgnęła do niego i na całe szczęście przestała krzyczeć, a zamiast tego zaniosła się łzami. – Z…zranił mnie w rękę, ale tylko tyle… Kim jesteście?
– Przypadkowymi świadkami – mruknął Chris. Chętnie obejrzałby te obrażenia, ale w tej chwili skupiał się na drodze. I na tym, czy nie wyskoczy na nią kolejny strach. – Zawieziemy was do najbliższego motelu, zadzwońcie stamtąd po pomoc, i na litość boską, nie wracajcie po co auto. Jechaliście z miasteczka?
– T-tak. – Tym razem odpowiedziała kobieta, wtulając twarz w ramię swojego partnera. – Ale op…opony poszły, musieliśmy w coś wjechać… Brian usłyszał coś w zbożu, i wszedł w nie, chociaż prosiłam, żeby tego nie robił…