20.06.2026, 16:21 ✶
- To ten moment, w którym nie rozumiem, czemu Ministerstwo nie spróbuje dogadać się z arcykapłanem. Pewnie w zamian za przeniesienie Isobell do aresztu domowego, zapobiegłby tej akcji. Jakby… ostatecznie ona nawet nikogo nie zraniła. Ucinają śledztwo w sprawie napaści, a tu mamy podżeganie do samobójstwa bez ofiar…
Przestępstwo? Oczywiście. Ale Brenna miała ogółem dziwne wrażenie, że wiele rzeczy w tej sprawie nie ma żadnego sensu, a Macmillan traktowano gorzej niż potraktowano paru podejrzanych o terroryzm albo kontakty ze śmierciożercami. Ale kim ona była, aby mogła sobie pozwolić na takie sugestie.
Więc jedynie "potencjalna rozmowa z Isobell". Nic więcej nie mogła w tym raporcie zasugerować, bo zaraz spadłyby na nią gromy, i co ona tu sugeruje, i czemu rozwija temat, gdy powinna skupić uwagę na czymś innym.
- Tak… dlatego myślę raczej nad możliwością alarmów, miotłami, teleportacją między punktami, jeśli dałoby się załatwić pieczęcie i magimechanizmy, to takimi blokującymi przejście albo śledzącymi, ale nie spowalniającymi czy chwytającymi. Pułapki są zbyt niebezpieczne. Ktoś może przez nie zginąć z łap tych paskud, a to zdecydowanie nie jest cel. I próba szpiegowania paru osób, które prawdopodobnie dostały te liściki. I ja bym właśnie nie stawiała na arcykapłana. Jeśli jest w to zamieszany, będzie się tego spodziewał. Za to tacy zwykli ludzie, jak nasz informator? Nie mają raczej doświadczenia w unikaniu ogona ani w udawaniu, że nic się nie dzieje.
Gdyby coś jadła, pewnie by się zakrztusiła na słowa Erika odnośnie Millie i Atreusa. Bogowie, co tej Moody przyszło do głowy? Chodziło o to, że zobaczyła ich razem na tym weselu? O tym, że bawili się tam tarotem, nie miała przecież pojęcia.
– Ehym, nie bierz tego, co wygadywała Millie na poważnie, bo nie mam pojęcia, skąd wziął się jej ten pomysł. Jakby… chyba nie sądzisz, że zwierzałby się jej? - powiedziała po prostu. Jej brat był… cóż, chciał dla niej dobrze, ale ona nie chciała, by robił sobie jakieś nadzieję albo uznał, że to mogłoby im pomóc. A naprawdę ostatnie, co chciałaby zrobić, to próbować Atreusa zmuszać do jakiegoś ciągnięcia przed ołtarze: był pewnie aż nadto świadomy, ile mogłoby mu to narobić problemów.
Spojrzała na brata, uśmiechając się nieco krzywo.
– Uwierz, to był… bardzo dziwny i skomplikowany moment.
A to zaproszenie nawet trochę skomplikowało to wszystko jeszcze bardziej. Nie była wtedy naprawdę zła na brata, ale bardzo nie chciała, aby próbował takich rzeczy dalej, zważywszy na to, jaki miała zamęt w głowie.
Przestępstwo? Oczywiście. Ale Brenna miała ogółem dziwne wrażenie, że wiele rzeczy w tej sprawie nie ma żadnego sensu, a Macmillan traktowano gorzej niż potraktowano paru podejrzanych o terroryzm albo kontakty ze śmierciożercami. Ale kim ona była, aby mogła sobie pozwolić na takie sugestie.
Więc jedynie "potencjalna rozmowa z Isobell". Nic więcej nie mogła w tym raporcie zasugerować, bo zaraz spadłyby na nią gromy, i co ona tu sugeruje, i czemu rozwija temat, gdy powinna skupić uwagę na czymś innym.
- Tak… dlatego myślę raczej nad możliwością alarmów, miotłami, teleportacją między punktami, jeśli dałoby się załatwić pieczęcie i magimechanizmy, to takimi blokującymi przejście albo śledzącymi, ale nie spowalniającymi czy chwytającymi. Pułapki są zbyt niebezpieczne. Ktoś może przez nie zginąć z łap tych paskud, a to zdecydowanie nie jest cel. I próba szpiegowania paru osób, które prawdopodobnie dostały te liściki. I ja bym właśnie nie stawiała na arcykapłana. Jeśli jest w to zamieszany, będzie się tego spodziewał. Za to tacy zwykli ludzie, jak nasz informator? Nie mają raczej doświadczenia w unikaniu ogona ani w udawaniu, że nic się nie dzieje.
Gdyby coś jadła, pewnie by się zakrztusiła na słowa Erika odnośnie Millie i Atreusa. Bogowie, co tej Moody przyszło do głowy? Chodziło o to, że zobaczyła ich razem na tym weselu? O tym, że bawili się tam tarotem, nie miała przecież pojęcia.
– Ehym, nie bierz tego, co wygadywała Millie na poważnie, bo nie mam pojęcia, skąd wziął się jej ten pomysł. Jakby… chyba nie sądzisz, że zwierzałby się jej? - powiedziała po prostu. Jej brat był… cóż, chciał dla niej dobrze, ale ona nie chciała, by robił sobie jakieś nadzieję albo uznał, że to mogłoby im pomóc. A naprawdę ostatnie, co chciałaby zrobić, to próbować Atreusa zmuszać do jakiegoś ciągnięcia przed ołtarze: był pewnie aż nadto świadomy, ile mogłoby mu to narobić problemów.
Spojrzała na brata, uśmiechając się nieco krzywo.
– Uwierz, to był… bardzo dziwny i skomplikowany moment.
A to zaproszenie nawet trochę skomplikowało to wszystko jeszcze bardziej. Nie była wtedy naprawdę zła na brata, ale bardzo nie chciała, aby próbował takich rzeczy dalej, zważywszy na to, jaki miała zamęt w głowie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.