22.06.2026, 07:14 ✶
W samolubnym odruchu pozwolił sobie zostać przy Hannibalu o kilka sekund dłużej, niż zamierzał, zanim się podniósł i zaczął szukać rzeczy, które nadawały się do rozpalenia niewielkiego ogniska, a tych, na szczęście, dookoła walało się całkiem sporo, więc Jessie szybko wrócił do przyjaciela.
Jego różdżka tkwiła bezpiecznie przy pasku jego spodni i w pierwszej chwili palce próbowały po nią sięgnąć, zanim cofnęły się po krótkiej chwili wahania i sięgnęły po zapalniczkę, o której mówił Hannibal. Używając magii, byłoby o wiele łatwiej, ale również niebezpiecznie i nie fair w stosunku do Hannibala.
-Nie przepraszaj - powiedział, próbując podpalić kawałek materiału. -Próbujemy przetrwać, a dzięki tobie udaje nam się to całkiem długo.
We dwóch było jednocześnie trudniej i łatwiej. Cała ta walka o przetrwanie potrafiła wyplenić z człowieka resztki empatii i współczucia, nie jednego zmuszając do zostawienia towarzyszy na pewną śmierć, byleby samemu przeżyć, a jednak oni dwaj zostali razem. Pewnie bezpieczniej byłoby się rozdzielić - nie musieć cały czas rozglądać się, czy drugi nadąża, czy nie jest ranny, nie zastanawiać się, czy ten drugi nie postanowi nagle go zostawić, żeby samemu przeżyć. Z drugiej strony, kiedy byli we dwóch, było o wiele łatwiej zachować zdrowy rozsądek. Mogli opiekować się sobą nawzajem i… po prostu iść ramię w ramię. Ogromnym pocieszeniem była świadomość, że przeżyła chociaż jedna bliska osoba.
Ogień rozświetlił jego twarz, zmęczoną strachem, próbami przetrwania i małą ilością snu, i tak przyjemnie rozgrzewał. Czy myślał o tym, jak to wszystko się potoczy? Jak mógłby skończyć się ten koszmar? Jak skończyłby się on dla nich?
-Tak, myślę o tym prawie co noc - odpowiedział. -Chcę wierzyć, że kiedyś to się faktycznie skończy i będziemy mogli wreszcie naprawdę odpocząć i przestać uciekać. Kto wie, może kiedyś znowu wrócisz do bycia aktorem? Chciałbyś?
Zauważył miejsce na posłaniu i widział wyczekujące spojrzenie. Oczywiście, mógł pełnić wartę, zostając przy nim, ale to musiało jeszcze chwilę poczekać.
-Rozejrzę się, czy nikt się nie pałęta na zewnątrz. Wrócę szybko - obiecał, podnosząc się z kucek.
Wychodząc, wyciągnął różdżkę - przepraszam, Han - i zacisnął na niej palce. Nie miał zamiaru na długo zostawiać Hannibala. Chciał jedynie się rozejrzeć, czy w pobliżu nie pojawił się jakiś człowiek, upewnić się, że byli względnie bezpieczni, i wrócić i tak też zrobił. Nikogo poza nimi nie było - jeszcze - więc Jessie wrócił i usiadł na posłaniu obok Hannibala. Jego place znalazły kosmyk włosów drugiego chłopaka i zaczęły go gładzić.
-Śpij, Han - wyszeptał, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt na przeciwległej ścianie.
Skupił słuch, by nie przegapić momentu, w którym ktoś mógłby się pojawić.
Jego różdżka tkwiła bezpiecznie przy pasku jego spodni i w pierwszej chwili palce próbowały po nią sięgnąć, zanim cofnęły się po krótkiej chwili wahania i sięgnęły po zapalniczkę, o której mówił Hannibal. Używając magii, byłoby o wiele łatwiej, ale również niebezpiecznie i nie fair w stosunku do Hannibala.
-Nie przepraszaj - powiedział, próbując podpalić kawałek materiału. -Próbujemy przetrwać, a dzięki tobie udaje nam się to całkiem długo.
We dwóch było jednocześnie trudniej i łatwiej. Cała ta walka o przetrwanie potrafiła wyplenić z człowieka resztki empatii i współczucia, nie jednego zmuszając do zostawienia towarzyszy na pewną śmierć, byleby samemu przeżyć, a jednak oni dwaj zostali razem. Pewnie bezpieczniej byłoby się rozdzielić - nie musieć cały czas rozglądać się, czy drugi nadąża, czy nie jest ranny, nie zastanawiać się, czy ten drugi nie postanowi nagle go zostawić, żeby samemu przeżyć. Z drugiej strony, kiedy byli we dwóch, było o wiele łatwiej zachować zdrowy rozsądek. Mogli opiekować się sobą nawzajem i… po prostu iść ramię w ramię. Ogromnym pocieszeniem była świadomość, że przeżyła chociaż jedna bliska osoba.
Ogień rozświetlił jego twarz, zmęczoną strachem, próbami przetrwania i małą ilością snu, i tak przyjemnie rozgrzewał. Czy myślał o tym, jak to wszystko się potoczy? Jak mógłby skończyć się ten koszmar? Jak skończyłby się on dla nich?
-Tak, myślę o tym prawie co noc - odpowiedział. -Chcę wierzyć, że kiedyś to się faktycznie skończy i będziemy mogli wreszcie naprawdę odpocząć i przestać uciekać. Kto wie, może kiedyś znowu wrócisz do bycia aktorem? Chciałbyś?
Zauważył miejsce na posłaniu i widział wyczekujące spojrzenie. Oczywiście, mógł pełnić wartę, zostając przy nim, ale to musiało jeszcze chwilę poczekać.
-Rozejrzę się, czy nikt się nie pałęta na zewnątrz. Wrócę szybko - obiecał, podnosząc się z kucek.
Wychodząc, wyciągnął różdżkę - przepraszam, Han - i zacisnął na niej palce. Nie miał zamiaru na długo zostawiać Hannibala. Chciał jedynie się rozejrzeć, czy w pobliżu nie pojawił się jakiś człowiek, upewnić się, że byli względnie bezpieczni, i wrócić i tak też zrobił. Nikogo poza nimi nie było - jeszcze - więc Jessie wrócił i usiadł na posłaniu obok Hannibala. Jego place znalazły kosmyk włosów drugiego chłopaka i zaczęły go gładzić.
-Śpij, Han - wyszeptał, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt na przeciwległej ścianie.
Skupił słuch, by nie przegapić momentu, w którym ktoś mógłby się pojawić.