22.06.2026, 08:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2026, 08:49 przez Christopher Rosier.)
– Dobra, to mogłoby zadziałać – uznał Chris. Może ktoś inny nie chciałby narażać majątku właścicieli wypożyczali, ale jeśli szło o niego, to po pierwsze zakładał, że tamci mają ubezpieczenie, po drugie: w ostatecznym rozrachunku wyznawał jednak zasadę, że kilka trupów to większa cena niż jeden samochód. Póki to nie był jego ukochany samochód. – Wybierzemy największego rzęcha, jakiego uda się znaleźć… Spakowałaś perukę? – bo mieli całą kolekcję fałszywych dokumentów, ale jak już będą wypożyczeni i coś ten wóz spotka, lepiej, żeby później szukali „ładnej blondynki”, która go wypożyczyła, niż „pary, blondyna i ciemnowłosej dziewczyny”.
Znów zastukał palcami w kierownicę, zamyślony. Srebro nie działało. Oznaczało to, że prawdopodobnie sól też nie zadziała: ani ta zwykła, ani himalajska, chyba że ta druga okaże się mieć nadzwyczajne właściwości. Nie działały też kule, a to oznaczało, że nie był to potwór „biologiczny” – większość takich reagowała na postrzał, nieważne, czy wpakowano w niego srebro czy ołów. Mieli do czynienia z czymś magicznym.
– Religijne albo w jakiś sposób związane z bliskością dwóch światów. Mówiąc szczerze, spodziewałem się duchów, skoro to Samhain i Beltane, a granice są cienkie – przyznał. – Semibójstwo? Demon, który opętał stracha na wróble? W tym pierwszym wypadku pewnie przypadek czczenia, w tym drugim jakiś układ… ale dlaczego strach? W tej chwili przychodzi mi do głowy, że powinniśmy zabrać ze sobą benzynę, whisky do torebki i dużo zapałek… – mruknął. Miał oczywiście na myśli, że często tam, gdzie srebro i sól nie przynosiły rezultatów, sprawdzał się ogień. Ostatecznie rękojeść tej kosy wyglądała na drewnianą, a strachy na wróble rzadko były ognioodporne. Oczywiście przy okazji spłonie pole, ale skoro jego właściciele wbijali gwoździe, by rzucić kogoś na pożarcie potworom, jakoś nie było mu żal. – Strach, strach… cholerna nic za bardzo nie kojarzę, poza tym, że gdzieś kiedyś przeczytałem, że są traktowani jako personifikacja opiekuna natury. Związek z naturą może być kluczem?
Kiwnął głową, po chwili namysłu na pytanie, czy tu zostaną. Miała rację, powinni przeszukać książki, wykonać parę telefonów i się przespać chociaż parę godzin, zanim pojadą na pole. Sprawdzić nie tylko samo miejsce napaści, ale też czy samochód tej dwójki zniknie. A potem…
- W każdym razie na wszelki wypadek wziąłbym też płaszcze stagnacji... - dodał, mając oczywiście na myśli te, na których po wewnętrznej stronie pracowicie wyszywał (mamrocąc nad tym i przeklinając niemiłosiernie) symbole, które zapobiegały opętaniu, a także kilka dodatkowych znaków, mogących odstraszać niektóre byty.
– Warto będzie odwiedzić ten zajazd, o którym mówili. Tak się zastanawiam… czy będą wiedzieli, że ich ofiary uciekły? Pewnie sposób, w jaki do nas podejdą, sporo tutaj wyjaśni. Bo jednak ofiary zawsze były dwie, jeśli sądzili, że te zginęły, to czy spróbują przytrzymać kolejną dwójkę do zmierzchu? A jeżeli wiedzieli: to oznaczało, że ktoś z tym strachem „rozmawiał”.
Albo był nim.
Znów zastukał palcami w kierownicę, zamyślony. Srebro nie działało. Oznaczało to, że prawdopodobnie sól też nie zadziała: ani ta zwykła, ani himalajska, chyba że ta druga okaże się mieć nadzwyczajne właściwości. Nie działały też kule, a to oznaczało, że nie był to potwór „biologiczny” – większość takich reagowała na postrzał, nieważne, czy wpakowano w niego srebro czy ołów. Mieli do czynienia z czymś magicznym.
– Religijne albo w jakiś sposób związane z bliskością dwóch światów. Mówiąc szczerze, spodziewałem się duchów, skoro to Samhain i Beltane, a granice są cienkie – przyznał. – Semibójstwo? Demon, który opętał stracha na wróble? W tym pierwszym wypadku pewnie przypadek czczenia, w tym drugim jakiś układ… ale dlaczego strach? W tej chwili przychodzi mi do głowy, że powinniśmy zabrać ze sobą benzynę, whisky do torebki i dużo zapałek… – mruknął. Miał oczywiście na myśli, że często tam, gdzie srebro i sól nie przynosiły rezultatów, sprawdzał się ogień. Ostatecznie rękojeść tej kosy wyglądała na drewnianą, a strachy na wróble rzadko były ognioodporne. Oczywiście przy okazji spłonie pole, ale skoro jego właściciele wbijali gwoździe, by rzucić kogoś na pożarcie potworom, jakoś nie było mu żal. – Strach, strach… cholerna nic za bardzo nie kojarzę, poza tym, że gdzieś kiedyś przeczytałem, że są traktowani jako personifikacja opiekuna natury. Związek z naturą może być kluczem?
Kiwnął głową, po chwili namysłu na pytanie, czy tu zostaną. Miała rację, powinni przeszukać książki, wykonać parę telefonów i się przespać chociaż parę godzin, zanim pojadą na pole. Sprawdzić nie tylko samo miejsce napaści, ale też czy samochód tej dwójki zniknie. A potem…
- W każdym razie na wszelki wypadek wziąłbym też płaszcze stagnacji... - dodał, mając oczywiście na myśli te, na których po wewnętrznej stronie pracowicie wyszywał (mamrocąc nad tym i przeklinając niemiłosiernie) symbole, które zapobiegały opętaniu, a także kilka dodatkowych znaków, mogących odstraszać niektóre byty.
– Warto będzie odwiedzić ten zajazd, o którym mówili. Tak się zastanawiam… czy będą wiedzieli, że ich ofiary uciekły? Pewnie sposób, w jaki do nas podejdą, sporo tutaj wyjaśni. Bo jednak ofiary zawsze były dwie, jeśli sądzili, że te zginęły, to czy spróbują przytrzymać kolejną dwójkę do zmierzchu? A jeżeli wiedzieli: to oznaczało, że ktoś z tym strachem „rozmawiał”.
Albo był nim.