24.06.2026, 23:58 ✶
![[Obrazek: dGoiJaYDrh.gif]](https://www.gigaglitters.com/created/dGoiJaYDrh.gif)
Chłopy kosmetyczek nie mają, jęczał jeden z portretów wiszących w Rejwachu. Ledwo co Zenek tłumaczył mu, czym była kosmetyczka. Z historii nigdy biegły nie był, toteż nie potrafił ocenić, z którego wieku urwał się malowany jegomość. Mają, mają. Odkąd człowiek był na Księżycu, to mają. Czarodzieje niepewnym krokiem stąpali po latach 70. Świat nie czekał na nich z przemianami. Zdaniem mamy Zenka wszystko się zmieniło po Woodstocku.
To właśnie przed wizytą u mamy Zenek dotykał własnej kosmetyczki. Zazwyczaj leżała w Rejwachowej łazience, ciśnięta w kąt półki Zenka. Płócienny worek z suwakiem zdołał już przybrać co najmniej trzy kolory. Beżowy mat płótna, miejscami zieleń i blade plamki czerwieni. Jakby się coś tętniącego wylało. Zenkowi przychodziły na myśl lody neapolitano.
Koronnym przymiotem higieny w kosmetyczce były szczoteczka i pasta do zębów. Przy wyborze pasty kierował się smakiem. Te miętowe lubił. Ważne, żeby mięta nie była zbyt ostra. Kiedyś spróbował pasty dla dzieci i natychmiast ją wypluł. Po prostu dostał dysonansu poznawczego, kiedy czuł gumę do żucia i nie mógł jej przeżuć. Kryterium, którym kierował się przy doborze szczoteczki, była idealna liczba wyżłobień. Tą liczbą było dwa. Dokładnie tylu wyżłobień potrzebował dla ergonomii chwytu rączki, jakże istotnej po koncercie. Grubość włosia różniła się od marki do marki i podlegała indywidualnej ocenie. Na kolor uwagi nie zwracał. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby w Rejwachu ktoś podebrał mu szczoteczkę. Zenek pilnował. No chyba że… e tam, przecież byłaby mokra, to chyba by zauważył.
Szamponu i płynu do mycia nie posiadał. Mama zawsze dawała mu jakieś w domu, a w Rejwachu… no, korzystał z tego, co było. Jakaś dobra dusza zawsze wystawiała gotowy zestaw do umycia Zenka, a Zenek korzystał. Zachwycał się, kiedy akurat kupiła coś droższego.
Cudzych grzebyków już nie używał. Po pierwsze, bał się wszy. Po drugie… Człowiek jednak te kudły gubił, prawda? No więc ktoś niewątpliwie by go złapał na tym, jak drapie własne cebulki czyjąś własnością. Posiadał grzebyk z czerwonego, giętkiego plastiku. Metalowe grzebienie go absolutnie raziły. Miały szpikulce do długich włosów, no a Zenek to by sobie takim chyba oko wydłubał.
Antyperspirant w sprayu był absolutną koniecznością. Czarodzieje nie znali konceptu dziury ozonowej. Zenek mógł zatem powiększać tę dziurę do woli, gdy każdego ranka bzikał pachy nośnym pyłem. Za każdym razem wstrzymywał oddech. Amatorzy wąchania Zenka po koncertach byli mu wdzięczni.
Nożyczki do paznokci ciężko pracowały, by Zenek miał takie śliczne i zadbane dłonie. Bez zaokrąglonych końcówek, Boże broń. Nożyczki musiały ciąć aż miło. Paznokcie Zenka były zawsze krótkie. Skórki przy palcach ceniły stal kosmetyczną.
Najważniejszym przedmiotem była chyba maszynka do golenia. Najważniejszym, bo najtrudniejszym do podmianki, gdy mu się zapodziała. Ta Zenkowa miała rączkę z korka i ostre, stalowe żyletki. Zenek płacił za tę ostrość. Owszem, szczenę miał gładką, gdy mu się o goleniu przypomniało. Łazienkę opuszczał jednak, jakby go ki diabeł dopadł i twarz pociął maszynkową żyletką. Na korkowej rączce bytowały zatem odciski palców z zaschniętej krwi. Zenuś sobie nawet sprawił taką piankę. Nie śmierdziała perfumem, pachniała raczej neutralnie. Nic po tym, Zenek i tak od niej kichał. W każdym razie smarował sobie łapę tą pianką, wsadzał ją do wody, a potem smarował pianą gębę. Ostrze maszynki nie drażniło go wtedy tak bardzo. Efektem końcowym procedury golenia zawsze okazywał się splamiony czerwienią ręcznik.
No i tyle Zenek miał w tym worku.
Sen jest bratem śmierci.