17.03.2023, 20:05 ✶
- Oczywiście, że się w pierwszej chwili przejąłem. Coś mogło ci się stać – zaprotestował żywo, ale szybko się rozluźnił widząc, że nic poważnego się nie stało. Uśmiechnął się do niej ciepło i ułożył dłoń na jej talii.
- Jakby to wyglądało, gdybym zaprosił cię na wyścig, a następnie pozwolił ci złapać kontuzję? I to tuż przed Beltane? - spytał retorycznie. Gdyby nie mogła pilnować porządku w trakcie święta przez niego, bo miałaby składane kości w Mungu, nie mógłby świętować z powodu poczucia winy. Na szczęście do tego nie doszło, więc rozłożył się wygodnie obok niej widząc, że nie miała zamiaru wstawać.
- Gdybym tylko miał nowszy model miotły, to nie miałabyś tak łatwo – stwierdził z zadowoleniem, skutecznie pocieszony przez dziewczynę. Może nie zaimponował jej brawurowym zwycięstwem, ale przynajmniej poradził sobie nie najgorzej i porażka nie będzie śnić się mu po nocach.
- Dla ciebie wszystko – odparł pewnie, nie protestując, że dystans między nimi się skraca, wręcz przyjmując ten fakt z ulgą i oczekiwaniem. Skoro ciągnęła go ku sobie, to pewnie nie po to, by wspólnie liczyć robaki w ziemi. Zerknął w jej oczy, jakby próbował wyczytać z nich, na ile może sobie pozwolić i prawie bez wahania postanowił ponownie pójść na całość. Zamknął oczy, by nic go nie rozpraszało. Wbił się w jej usta agresywnie, bojąc się, że jeśli spróbuje zrobić to delikatnie, to tak jak ostatnio będzie mu za łatwo się wycofać.
Tym razem nie przypomniała mu się syrena. Jego nozdrza nie wypełnił zapach słonej wody, ale trawy oraz perfum rudej, a na wargach poczuł delikatne ciało dziewczyny, a nie twarde kły potwora. Czując, że wszystko wreszcie jest tak, jak należy, zapomniał się i dał się ponieść chwili. Objął dłońmi jej twarz i przedłużył znacznie moment uniesienia.
„Nareszcie! Ależ ze mnie bestia!” - pomyślał podbudowany, szczęśliwy, że udało mu się zrobić coś tak, jak należy. Po długiej chwili złączenia z Heather, która mu wydawała się króciuteńka, zakończył pocałunek i spojrzał czule na dziewczynę. Uśmiech miał tak szeroki, że przypominał banana.
- To co to za pomysł?
- Jakby to wyglądało, gdybym zaprosił cię na wyścig, a następnie pozwolił ci złapać kontuzję? I to tuż przed Beltane? - spytał retorycznie. Gdyby nie mogła pilnować porządku w trakcie święta przez niego, bo miałaby składane kości w Mungu, nie mógłby świętować z powodu poczucia winy. Na szczęście do tego nie doszło, więc rozłożył się wygodnie obok niej widząc, że nie miała zamiaru wstawać.
- Gdybym tylko miał nowszy model miotły, to nie miałabyś tak łatwo – stwierdził z zadowoleniem, skutecznie pocieszony przez dziewczynę. Może nie zaimponował jej brawurowym zwycięstwem, ale przynajmniej poradził sobie nie najgorzej i porażka nie będzie śnić się mu po nocach.
- Dla ciebie wszystko – odparł pewnie, nie protestując, że dystans między nimi się skraca, wręcz przyjmując ten fakt z ulgą i oczekiwaniem. Skoro ciągnęła go ku sobie, to pewnie nie po to, by wspólnie liczyć robaki w ziemi. Zerknął w jej oczy, jakby próbował wyczytać z nich, na ile może sobie pozwolić i prawie bez wahania postanowił ponownie pójść na całość. Zamknął oczy, by nic go nie rozpraszało. Wbił się w jej usta agresywnie, bojąc się, że jeśli spróbuje zrobić to delikatnie, to tak jak ostatnio będzie mu za łatwo się wycofać.
Tym razem nie przypomniała mu się syrena. Jego nozdrza nie wypełnił zapach słonej wody, ale trawy oraz perfum rudej, a na wargach poczuł delikatne ciało dziewczyny, a nie twarde kły potwora. Czując, że wszystko wreszcie jest tak, jak należy, zapomniał się i dał się ponieść chwili. Objął dłońmi jej twarz i przedłużył znacznie moment uniesienia.
„Nareszcie! Ależ ze mnie bestia!” - pomyślał podbudowany, szczęśliwy, że udało mu się zrobić coś tak, jak należy. Po długiej chwili złączenia z Heather, która mu wydawała się króciuteńka, zakończył pocałunek i spojrzał czule na dziewczynę. Uśmiech miał tak szeroki, że przypominał banana.
- To co to za pomysł?