To i tak był cud, że w ogóle przeżył dwa spotkania ze śmierciożercami, którzy darowali mu życie. Bądź przy drugim spotkaniu, byli przekonani, że leżąc pod gruzem, mugolak nie przeżyje. Zamaskowani czarodzieje, może nie byli aż tak źli do szpiku kości, aby bezlitośnie mordować każdego obywatela miasta? Czy według nich, karą życia miało być cierpienie?
Po tym co przeszedł, Ward odcinał się stopniowo od świata magicznego, wracając do swojego mugolskiego. Za wiele stracił i równie tyle może, jeżeli wciąż będzie pokazywał się na ulicach magicznych. Śmierciożercy dali mu do zrozumienia, gdzie jest jego miejsce. Gdyby nie utrata głosu, możliwe że podjąłby się dalszej walki o bezpieczeństwo słabszych obywateli kraju. Musiał jednak pozostać z boku i pomagać inaczej.
Zapewnił Brennę, aby była spokojna o tajemnicę runiczną. Póki nie przetestują, nie sprawdzą na ile ta teoretyczna wiedza sprawdza się w praktyce, nie będzie tego szerzył dalej. Przećwiczy jej rysowanie i wycinanie na materiałach. a potem spali nieudane próby. Nie będzie ryzykował, jeżeli mogłaby czasem mieć negatywny skutek. Najwyraźniej, tę sprawę będzie musiał na razie trzymać w sekrecie przed Olivią.
"- Jak się uda, wyślę do Ciebie sowę i zdecydujesz co dalej z tym zrobisz."
Dodał mentalnie z lekkim uśmiechem, na kwestię przetestowania runy na wytworzonym przedmiocie. Bo nawet mała rzecz, może ochronić daną osobę, która go nosi. Choćby biżuteria.
Magimechanizmy. Gdyby mógł się i tego nauczyć. W końcu tworzył różne przedmioty z metali i stopów. Części do zegarków i broni. A teraz nawet i gwoździe. Myślał nad tym, czy nie iść w kowalstwie dalej pod naprawy magicznych produktów, czy też czymś bardziej inżynieryjnym. Współpraca z osobami, które Brenna znała, była by może bardziej korzystna. Jeden robi części, drugi to wszystko łączy ze sobą. Ochrona domu w tym kierunku jak i pieczętowanie, byłoby dobrym pomysłem. Ale nie teraz. Jak to już sama Brenna zauważyła.
"- Umówmy się tak. Jeżeli przetrwamy to Samhain i nikt nas nie znajdzie z wrogów, nie zaatakuje, to będziemy dobrej myśli, że jesteśmy bezpieczni. W przeciwnym wypadku, będziemy szukać pomocy u osób zdolnych do pieczętowania i w magimechanizmach. Póki co, sam postaram się zadbać o ochronę tego miejsca. Z pomocą Twoich rad."Zasugerował i zapewnił, że pamiętając jeszcze szkolenia i pracę zawodową aurora, postara się to miejsce zabezpieczyć tym co sam umie. Dodatkowo weźmie się za zrobienie lampionów dyniowych, zamówi i koleżanki Olivii świece i może los tym razem oszczędzi im koszmarów. A na samo Samhain, nie zamierzał się wybierać.
Gdy Brenna zbierała się do wyjścia, wspominając o zleceniach na gwoździe, wleciała właśnie jedna z obcych sów z kolejnym zleceniem. Na co Tristan się uśmiechnął.
"- Uważaj na siebie."Powiedział na pożegnanie Brennie, spojrzeniem mówiąc także, aby dosłownie uważała podczas Samhain, jeżeli jako Brygadziści dostaną jakieś patrole. Jeżeli znów dojdzie do ataku, żeby nie dała się zabić. Straty w bliskich, ich Olivia tego nie zniesie.
Gdy Brenna opuściła jego dom, jakąkolwiek drogę transportu wybrała aby udać w swoim kierunku po odbiór kolejnych zleceń, Tristan zajął się sową i listem, z jakim do niego przyleciała.