27.06.2026, 13:42 ✶
Delyra czuła tą emanującą od Helloise bezczelność, ale zdecydowała się ją zignorować zamiast wywoływać. Tak to było z arystokratami. Zawsze lepiej było potraktować coś ciszą niż jakąś uszczypliwą uwagą. A Dolohov naprawdę czuła coś od Helloise. Bezczelność tak, ale też coś więcej.
Tym czymś był wzrok. Czarnowłosa napięła się pod wzrokiem przybyszki. To ona oceniała, a nie była oceniana. Zacisnęła żuchwę, coś pod jej skórą zafałdowało. To masseter, mięsień żwacz zapulsował. Jednak Lyra musiała się uspokoić. Zamiast tego też patrzyła na drugą kobietę. Jej oblicze uspokoiło się, nie widoczne były na nim emocje. Dolohov przecież została wyszkolona jak ukrywać uczucia na twarzy. Dlatego teraz bez kompletnych skrupułów oceniała Helloise. Jej baaardzo długą suknię, odnotowała jak ta suknia musi być brudna od chodzenia. Nic więcej nie widziała. Ale zwróciła uwagę na włosy, ładne nawet, takie zboże w słońcu. Nie aż rzepak, ale pszenica?
Potem to powitanie. Wiedziała, że wszyscy ją znają, więc nie zdziwiła się, że ta niezwykle dziwna, ale dość ładna istota też ją znała. Więc odpowiedziała, choć zdecydowanie ona powinna powiedzieć witaj, bo ten ogród to była jej własność — Witaj, nieznajoma — skinęła delikatnie głową. Mogła dodać coś zgryźliwego albo śmiesznego typu 'witaj w moich skromnych progach', ale to ani nie były jej progi, bo były w ogrodzie ani skromne.
Obserwowała jak szanowna Helloise w końcu wstała. Delyra zdobyła się na kolejne spojrzenie i szybką ocenę. Wyglądała na dość biedną materialnie. Może mugolaczka jakaś? Z chęcią wysunęłaby jakieś fajne pochopne wnioski, ale ugryzła się w język, normalnie, fizycznie. Aż żelazny posmak został jej w ustach. Nie przełknęła go tylko zostawiła w spokoju. Może ten smak będzie trzymał ją na wodzach.
Ale trochę się zdumiała tą ofertą, szczególnie że dotyczyła jej samej, a nie że Helloise coś dla niej zrobi. Jej szare oczy poszerzyły się znacznie, ale po chwili się zmniejszyły. Co za tupet. Ale może powinna? Choć, widziała Helloise kilka razy tutaj już, więc druga czarownica powinna wiedzieć co nie co o tych roślinach.
Delikatnie się uśmiechnęła na te ostatnie słowa. Jej uśmiech mógłby wyjść na smutny gdyby nie fakt, że od razu odpowiedziała — Nie są — zaprzeczyła i wskazała na jeden krzew, złotokap, który spuszczał swoje złote kwiaty w dół, ale wyglądał jak anielskie łzy — On nie jest smutny.
Wzrok powrócił na Helloise — Mogę Panią oprowadzić — tym razem ona zaproponowała uprzejmie.
Tym czymś był wzrok. Czarnowłosa napięła się pod wzrokiem przybyszki. To ona oceniała, a nie była oceniana. Zacisnęła żuchwę, coś pod jej skórą zafałdowało. To masseter, mięsień żwacz zapulsował. Jednak Lyra musiała się uspokoić. Zamiast tego też patrzyła na drugą kobietę. Jej oblicze uspokoiło się, nie widoczne były na nim emocje. Dolohov przecież została wyszkolona jak ukrywać uczucia na twarzy. Dlatego teraz bez kompletnych skrupułów oceniała Helloise. Jej baaardzo długą suknię, odnotowała jak ta suknia musi być brudna od chodzenia. Nic więcej nie widziała. Ale zwróciła uwagę na włosy, ładne nawet, takie zboże w słońcu. Nie aż rzepak, ale pszenica?
Potem to powitanie. Wiedziała, że wszyscy ją znają, więc nie zdziwiła się, że ta niezwykle dziwna, ale dość ładna istota też ją znała. Więc odpowiedziała, choć zdecydowanie ona powinna powiedzieć witaj, bo ten ogród to była jej własność — Witaj, nieznajoma — skinęła delikatnie głową. Mogła dodać coś zgryźliwego albo śmiesznego typu 'witaj w moich skromnych progach', ale to ani nie były jej progi, bo były w ogrodzie ani skromne.
Obserwowała jak szanowna Helloise w końcu wstała. Delyra zdobyła się na kolejne spojrzenie i szybką ocenę. Wyglądała na dość biedną materialnie. Może mugolaczka jakaś? Z chęcią wysunęłaby jakieś fajne pochopne wnioski, ale ugryzła się w język, normalnie, fizycznie. Aż żelazny posmak został jej w ustach. Nie przełknęła go tylko zostawiła w spokoju. Może ten smak będzie trzymał ją na wodzach.
Ale trochę się zdumiała tą ofertą, szczególnie że dotyczyła jej samej, a nie że Helloise coś dla niej zrobi. Jej szare oczy poszerzyły się znacznie, ale po chwili się zmniejszyły. Co za tupet. Ale może powinna? Choć, widziała Helloise kilka razy tutaj już, więc druga czarownica powinna wiedzieć co nie co o tych roślinach.
Delikatnie się uśmiechnęła na te ostatnie słowa. Jej uśmiech mógłby wyjść na smutny gdyby nie fakt, że od razu odpowiedziała — Nie są — zaprzeczyła i wskazała na jeden krzew, złotokap, który spuszczał swoje złote kwiaty w dół, ale wyglądał jak anielskie łzy — On nie jest smutny.
Wzrok powrócił na Helloise — Mogę Panią oprowadzić — tym razem ona zaproponowała uprzejmie.