27.06.2026, 21:45 ✶
Longbottom starał się wierzyć, że działania Ministerstwa Magii mają pewien sens, jednak sam miewał obiekcje co do tego, co robił ich departament w kwestiach bezpieczeństwa. Zwłaszcza że chociażby taka Harper Moody miała dostęp do informacji z Zakonu Feniksa, więc miała o wiele szerszą perspektywę, jeśli chodziło o pewne wydarzenia związane z konfliktem ze Śmierciożercami.
To powinno chyba dawać jej nieco większe pole do popisu, czyż nie? Z drugiej strony… Oni też byli na dość uprzywilejowanej pod tym względem pozycji, a i tak zmagali się z wieloma dylematami. Kto wie, z czym musiała mierzyć się szefowa Biura Aurorów? Erik westchnął cicho i spojrzał mimowolnie w niebo, aby zaraz wrócić spojrzeniem do linii drzew Kniei Godryka.
— Na ich obronę działa to, że wydarzyło się to w dość krótkim odstępie czasu od Beltane — mruknął bez większego przekonania. — Nie wiadomo, co by się stało, gdyby Isobell zdołała dokończyć rytuał. Umieszczenie jej w zamknięciu było całkiem niezłym środek zapobiegawczy. Tyle, że raczej nikt wtedy nie zastanawiał się zbytnio nad tym, jak to wpłynie na nastroje w społeczności kowenu.
Ktoś mógł zwrócić na to uwagę, ale Ministerstwo Magii dalej zmagało się z pokłosiem wydarzeń z Polany Ognisk. W obliczu tak wielu ognisk potencjalnych kryzysów trudno było działać szybko, a jednocześnie tak, aby nie ryzykować, że określona decyzja nie wywoła w przyszłości jeszcze większych problemów. Niedługo okaże się, że na każdym poziomie ministerialnego łańcucha ktoś dostaje paraliżu decyzyjnego, skomentował niewesoło, nie pozwalając jednak tym słowom wybrzmieć na głos.
— Nie będę się kłócił. Przemyślałaś to dużo lepiej ode mnie — stwierdził Erik. — Myślisz, że te pieczęcie i mechanizmy uda się załatwić w gronie BUMowców czy trzeba będzie prosić naszych znajomych o wsparcie?
W duchu liczył, że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów miał jednak na tyle dobre dojścia, że uda im się to załatwić jakoś wewnętrznie. Do Samhain zostało zaledwie parę dni, a stawianie zakonnych rzemieślników w stan gotowości tak nagle… Cóż, jakość co poniektórych artefaktów mogła na tym ucierpieć. Zwłaszcza że nie wiadomo, czy działacze spoza Ministerstwa Magii nie będą musieli włączyć się w nadchodzące wydarzenia.
— Nie, chyba nie — zaprzeczył, marszcząc przy tym brwi. — To znaczy… Odniosłem wrażenie, że jej opinia opiera się raczej na personalnych obserwacjach niż informacjach, które wyszły od któregoś z was.
Bądź co bądź, Millie na pewno miała już okazję zobaczyć parę razy Brennę i Atreusa w biurze czy podczas jakiejś wspólnej służbowej akcji. Mogła po prostu sama z siebie wysnuć teorię, że jedno coś czuje do drugiego. A może podpowiedziały jej to karty. A co jak co, ale w stawianiu tarota jest dobra, zauważył w myślach.
To powinno chyba dawać jej nieco większe pole do popisu, czyż nie? Z drugiej strony… Oni też byli na dość uprzywilejowanej pod tym względem pozycji, a i tak zmagali się z wieloma dylematami. Kto wie, z czym musiała mierzyć się szefowa Biura Aurorów? Erik westchnął cicho i spojrzał mimowolnie w niebo, aby zaraz wrócić spojrzeniem do linii drzew Kniei Godryka.
— Na ich obronę działa to, że wydarzyło się to w dość krótkim odstępie czasu od Beltane — mruknął bez większego przekonania. — Nie wiadomo, co by się stało, gdyby Isobell zdołała dokończyć rytuał. Umieszczenie jej w zamknięciu było całkiem niezłym środek zapobiegawczy. Tyle, że raczej nikt wtedy nie zastanawiał się zbytnio nad tym, jak to wpłynie na nastroje w społeczności kowenu.
Ktoś mógł zwrócić na to uwagę, ale Ministerstwo Magii dalej zmagało się z pokłosiem wydarzeń z Polany Ognisk. W obliczu tak wielu ognisk potencjalnych kryzysów trudno było działać szybko, a jednocześnie tak, aby nie ryzykować, że określona decyzja nie wywoła w przyszłości jeszcze większych problemów. Niedługo okaże się, że na każdym poziomie ministerialnego łańcucha ktoś dostaje paraliżu decyzyjnego, skomentował niewesoło, nie pozwalając jednak tym słowom wybrzmieć na głos.
— Nie będę się kłócił. Przemyślałaś to dużo lepiej ode mnie — stwierdził Erik. — Myślisz, że te pieczęcie i mechanizmy uda się załatwić w gronie BUMowców czy trzeba będzie prosić naszych znajomych o wsparcie?
W duchu liczył, że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów miał jednak na tyle dobre dojścia, że uda im się to załatwić jakoś wewnętrznie. Do Samhain zostało zaledwie parę dni, a stawianie zakonnych rzemieślników w stan gotowości tak nagle… Cóż, jakość co poniektórych artefaktów mogła na tym ucierpieć. Zwłaszcza że nie wiadomo, czy działacze spoza Ministerstwa Magii nie będą musieli włączyć się w nadchodzące wydarzenia.
— Nie, chyba nie — zaprzeczył, marszcząc przy tym brwi. — To znaczy… Odniosłem wrażenie, że jej opinia opiera się raczej na personalnych obserwacjach niż informacjach, które wyszły od któregoś z was.
Bądź co bądź, Millie na pewno miała już okazję zobaczyć parę razy Brennę i Atreusa w biurze czy podczas jakiejś wspólnej służbowej akcji. Mogła po prostu sama z siebie wysnuć teorię, że jedno coś czuje do drugiego. A może podpowiedziały jej to karty. A co jak co, ale w stawianiu tarota jest dobra, zauważył w myślach.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞