27.06.2026, 22:20 ✶
— W pewnych okolicznościach potrafi to wyglądać całkiem widowiskowo. Zwłaszcza dla osób trzecich — uściślił mężczyzna. — Raz dopadło mnie to podczas treningu na wzgórzach wokół Doliny Godryka. Byłem tam wtedy sam, więc przestraszyłem co najwyżej samego siebie, ale… parę dni temu podobny incydent zdarzył się na weselu. Ukrycie tego na imprezie było już znacznie trudniejsze.
A przecież nie potrzebował dodatkowej uwagi, prawda? I tak wystarczająco wiele par oczu śledziło jego poczynania po ataku na Warownię i po tym, jak w wywiadzie po ataku na Polanę Ognisk nazwał Śmierciożerców terrorystami. Ostatnie, czego pragnął, to stać się ofiarą pseudo-dziennikarzy, którzy zaczęliby snuć teorie o jego stanie psychicznym. A przecież mogli jeszcze dorzucić do tego wilkołactwo i sugerować, że jest niezdolny do pełnienia czynnej służby…
Wypuścił powoli powietrze przez usta, jakby chciał w ten sposób wypchnąć z siebie chociaż odrobinę napięcia. Jego futerkowy problem też był ważnym czynnikiem w całej sprawie. Skoro czarna magia Śmierciożerców potrafiła zmusić go do wykrzykiwania ich haseł, to kto wie, czy nie mogłaby też wpłynąć na jego zachowanie. U zwykłego czarodzieja byłoby to niebezpieczne, a u kogoś, kto potrafi zmienić się w pół-człowieka, pół-wilka, mogłoby być katastrofalne.
— Dokładnie. — Skinął z ulgą głową, gdy ciotka ubrała w słowa jego obawy. — Liberalne poglądy Longbottomów nie są żadną tajemnicą i raczej mało kto uwierzyłby, że nagle zmieniłem front. Ale gdyby stało się to w niewłaściwym miejscu i czasie… W obecnych czasach lepiej dmuchać na zimne.
I po prostu nie dopuścić do tego, aby niedogodność przerodziła się w poważny problem, dokończył w myślach. Ostatnie czego chciał, to stać się dodatkowym ciężarem dla rodziny i Zakonu Feniksa. A już zwłaszcza dla Brenny, która i tak miała ostatnimi czasy dużo na głowie. Nie powinna jeszcze martwić się o brata, który oberwał jakimś dziwnym przekleństwem.
Erik położył się na kozetce wskazanej przez ciotkę i ułożył ręce na brzuchu, wlepiając spojrzenie w sufit. ”Odpręż się”. Dobre sobie; na pewno nie było to coś wyjątkowo łatwego, ale skoro trzeba było to zrobić, to zamierzał zrobić wszystko w jego mocy, aby ułatwić Philippie całą procedurą. Skupił się na ograniczeniu swojej perspektywy. Odepchnął od siebie te najcięższe dywagacje; te związane z Ministerstwem Magii, Zakonem Feniksa, atakiem na Warownię. Ograniczył się tylko do tego miejsca i punktu w suficie w który dalej się wgapiał.
— Gotowy — mruknął cicho, przełykając głośno ślinę.
Gdy przed jego twarzą zawisło wahadełko, podążał za nim wzrokiem, obserwując jego spokojne, rytmiczne ruchy. Z każdym kolejnym wahnięciem czuł, jak w jego umysł zaczyna wpełzać miękka, biała mgła, rozmywając ostre kontury jego dotychczasowych zmartwień.
A przecież nie potrzebował dodatkowej uwagi, prawda? I tak wystarczająco wiele par oczu śledziło jego poczynania po ataku na Warownię i po tym, jak w wywiadzie po ataku na Polanę Ognisk nazwał Śmierciożerców terrorystami. Ostatnie, czego pragnął, to stać się ofiarą pseudo-dziennikarzy, którzy zaczęliby snuć teorie o jego stanie psychicznym. A przecież mogli jeszcze dorzucić do tego wilkołactwo i sugerować, że jest niezdolny do pełnienia czynnej służby…
Wypuścił powoli powietrze przez usta, jakby chciał w ten sposób wypchnąć z siebie chociaż odrobinę napięcia. Jego futerkowy problem też był ważnym czynnikiem w całej sprawie. Skoro czarna magia Śmierciożerców potrafiła zmusić go do wykrzykiwania ich haseł, to kto wie, czy nie mogłaby też wpłynąć na jego zachowanie. U zwykłego czarodzieja byłoby to niebezpieczne, a u kogoś, kto potrafi zmienić się w pół-człowieka, pół-wilka, mogłoby być katastrofalne.
— Dokładnie. — Skinął z ulgą głową, gdy ciotka ubrała w słowa jego obawy. — Liberalne poglądy Longbottomów nie są żadną tajemnicą i raczej mało kto uwierzyłby, że nagle zmieniłem front. Ale gdyby stało się to w niewłaściwym miejscu i czasie… W obecnych czasach lepiej dmuchać na zimne.
I po prostu nie dopuścić do tego, aby niedogodność przerodziła się w poważny problem, dokończył w myślach. Ostatnie czego chciał, to stać się dodatkowym ciężarem dla rodziny i Zakonu Feniksa. A już zwłaszcza dla Brenny, która i tak miała ostatnimi czasy dużo na głowie. Nie powinna jeszcze martwić się o brata, który oberwał jakimś dziwnym przekleństwem.
Erik położył się na kozetce wskazanej przez ciotkę i ułożył ręce na brzuchu, wlepiając spojrzenie w sufit. ”Odpręż się”. Dobre sobie; na pewno nie było to coś wyjątkowo łatwego, ale skoro trzeba było to zrobić, to zamierzał zrobić wszystko w jego mocy, aby ułatwić Philippie całą procedurą. Skupił się na ograniczeniu swojej perspektywy. Odepchnął od siebie te najcięższe dywagacje; te związane z Ministerstwem Magii, Zakonem Feniksa, atakiem na Warownię. Ograniczył się tylko do tego miejsca i punktu w suficie w który dalej się wgapiał.
— Gotowy — mruknął cicho, przełykając głośno ślinę.
Gdy przed jego twarzą zawisło wahadełko, podążał za nim wzrokiem, obserwując jego spokojne, rytmiczne ruchy. Z każdym kolejnym wahnięciem czuł, jak w jego umysł zaczyna wpełzać miękka, biała mgła, rozmywając ostre kontury jego dotychczasowych zmartwień.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞