28.06.2026, 00:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2026, 00:22 przez Odile Fawley.)
Gdyby jakaś zagubiona dusza zamiast celebrować Mabon z najbliższymi znalazła się właśnie w okolicy Mauzoleum Fawleyów, jej oczom ukazałby się dość niecodzienny widok. Przed ponurą budowlą stała bowiem ubrana w krótką sukienkę kobieta, trzymająca w jednej ręce papierosa a w drugiej butelkę jabłkowego cydru. Nie była to oczywiście najdziwniejsza rzecz, która przydarzyła się w tej nawiedzonej okolicy, lecz ubranie przez Odile Fawley kiecki było czymś tak rzadkim, że okazję tę należało chyba odnotować w rodzinnych annałach.
Należy mi się ostatni szlug przed spotkaniem z tymi trzema cweluchami, pomyślała Odile, ponieważ spotkanie z jej rodziną w pełnym gronie wiązało się z ryzykiem utraty wszystkich psychicznych sił. Papieros jednak kończył się nieubłaganie szybko, zwiastując moment, w którym będzie musiała przekroczyć bramę tej świątyni śmierci. W końcu pozostał sam kiep, który wdeptała w ziemie swoimi botkami. Przeszedł jej przez głowę desperacki pomysł, że mogłaby zapalić kolejnego, odciągając tym samym w czasie swoją udrękę, lecz odgoniła tę myśl. Czy tego chciała czy nie, musiała wziąć udział w rodzinnej kolacji, więc najlepiej było załatwić to szybko – jak przy wbijaniu igły. Z ciężkim westchnieniem przekroczyła więc drzwi wejściowe, szykując się mentalnie na konfrontację ze swoją przeszłością i przyszłością zarazem.
Wewnątrz nie zwracała uwagi ani na jęki ani obelżywe szepty dobiegające z korytarzy; przyzwyczaiła się do nich, odwiedzając ten przybytek od dzieciństwa. Jedynie mijając eksponowane zwłoki zmarłych w różnych stadiach rozkładu, przyjrzała się im bliżej. Dość dobrze orientowała się w rodzinnych zasobach i chciała sprawdzić, czy niektóre eksponaty nie zmieniły się w znaczący sposób od jej ostatniej wizyty. Odile różniła się bowiem od twórców Mauzoleum tym, że zamiast obiektu zamrożonego w czasie, wolała oglądać jego ewolucję. Od przodków ze strony ojca odróżniał ją również cel prowadzenia badań; oni we wszystkich swoich czynach dążyli do pokonania śmierci, ją zaś kierował po prostu głód wiedzy. Natomiast często korzystała z tych samych metod badawczych, co inni Fawleye.
Zanim w końcu zjawiła się w wyznaczonym pokoju, świece zamrugały, zwiastując zebranym przybycie ostatniego gościa.
– Wybaczcie spóźnienie. – powiedziała, nie siląc się nawet na żadne wymówki. Rozejrzała się dookoła, rejestrując miny braci, suto zastawiony stół a także puste krzesło. Komuś widzę zebrało się na sentymenty, skwitowała w głowie, domyślając się od razu intencji Odysa. Sama Odile nie interesowała się losem ich matki, poza jedną kwestią; liczyła, że niezależnie od tego co zrobił, ojciec jej nie skrzywdził.
W końcu jej wzrok spoczął na człowieku, którego najpierw podziwiała, potem nienawidziła, następnie usilnie próbowała ignorować, aż w końcu niechętnie zaakceptowała jego obecność w swoim życiu. William Fawley przyglądał się córce z zaintrygowaniem, ona natomiast starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy.
– A więc, czy zaczynamy już świętowanie? – spytała, stawiając butelkę tradycyjnego cydru na stole. Umknęła jej wcześniejsza wypowiedź Othella, lecz gdyby ją usłyszała, zgodziła by się z bratem w myślach, że obecność Heleny byłaby niezręczna. Zresztą, atmosferę makabrycznego Mabon w Mauzoleum potrafiły docenić tylko prawdziwe pojeby osoby z rodu Fawley. – I co w ogóle zamierzamy świętować w tym wyjątkowym dniu? – Kąśliwe pytanie odnosiło się nie tylko do ostatnich pożarów, ale także do jej urodzin, które wypadały właśnie dzisiaj.
Należy mi się ostatni szlug przed spotkaniem z tymi trzema cweluchami, pomyślała Odile, ponieważ spotkanie z jej rodziną w pełnym gronie wiązało się z ryzykiem utraty wszystkich psychicznych sił. Papieros jednak kończył się nieubłaganie szybko, zwiastując moment, w którym będzie musiała przekroczyć bramę tej świątyni śmierci. W końcu pozostał sam kiep, który wdeptała w ziemie swoimi botkami. Przeszedł jej przez głowę desperacki pomysł, że mogłaby zapalić kolejnego, odciągając tym samym w czasie swoją udrękę, lecz odgoniła tę myśl. Czy tego chciała czy nie, musiała wziąć udział w rodzinnej kolacji, więc najlepiej było załatwić to szybko – jak przy wbijaniu igły. Z ciężkim westchnieniem przekroczyła więc drzwi wejściowe, szykując się mentalnie na konfrontację ze swoją przeszłością i przyszłością zarazem.
Wewnątrz nie zwracała uwagi ani na jęki ani obelżywe szepty dobiegające z korytarzy; przyzwyczaiła się do nich, odwiedzając ten przybytek od dzieciństwa. Jedynie mijając eksponowane zwłoki zmarłych w różnych stadiach rozkładu, przyjrzała się im bliżej. Dość dobrze orientowała się w rodzinnych zasobach i chciała sprawdzić, czy niektóre eksponaty nie zmieniły się w znaczący sposób od jej ostatniej wizyty. Odile różniła się bowiem od twórców Mauzoleum tym, że zamiast obiektu zamrożonego w czasie, wolała oglądać jego ewolucję. Od przodków ze strony ojca odróżniał ją również cel prowadzenia badań; oni we wszystkich swoich czynach dążyli do pokonania śmierci, ją zaś kierował po prostu głód wiedzy. Natomiast często korzystała z tych samych metod badawczych, co inni Fawleye.
Zanim w końcu zjawiła się w wyznaczonym pokoju, świece zamrugały, zwiastując zebranym przybycie ostatniego gościa.
– Wybaczcie spóźnienie. – powiedziała, nie siląc się nawet na żadne wymówki. Rozejrzała się dookoła, rejestrując miny braci, suto zastawiony stół a także puste krzesło. Komuś widzę zebrało się na sentymenty, skwitowała w głowie, domyślając się od razu intencji Odysa. Sama Odile nie interesowała się losem ich matki, poza jedną kwestią; liczyła, że niezależnie od tego co zrobił, ojciec jej nie skrzywdził.
W końcu jej wzrok spoczął na człowieku, którego najpierw podziwiała, potem nienawidziła, następnie usilnie próbowała ignorować, aż w końcu niechętnie zaakceptowała jego obecność w swoim życiu. William Fawley przyglądał się córce z zaintrygowaniem, ona natomiast starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy.
– A więc, czy zaczynamy już świętowanie? – spytała, stawiając butelkę tradycyjnego cydru na stole. Umknęła jej wcześniejsza wypowiedź Othella, lecz gdyby ją usłyszała, zgodziła by się z bratem w myślach, że obecność Heleny byłaby niezręczna. Zresztą, atmosferę makabrycznego Mabon w Mauzoleum potrafiły docenić tylko prawdziwe pojeby osoby z rodu Fawley. – I co w ogóle zamierzamy świętować w tym wyjątkowym dniu? – Kąśliwe pytanie odnosiło się nie tylko do ostatnich pożarów, ale także do jej urodzin, które wypadały właśnie dzisiaj.