28.06.2026, 16:13 ✶
Wyciągnęła z jego palców owoc i odprowadził wzrokiem umykającą słodycz, aż zniknęła przełknięta, obdarzając jego rozmówczynię delikatnym uśmiechem ukontentowania. Sam też się uśmiechnął, bliźniaczo, choć grymas nie sięgał i tak smutnych oczu.
Skinął głową oczywiście na pierwsze pytanie, tak w końcu wyglądały rozmowy, bardziej lub mniej. Ktoś zadawał pytanie i drugi ktoś musiał na nie odpowiedzieć. Albo nie musiał.
– Nie myślałem o tym. Brenna zaproponowała, bo mieszkałem u Lizzy w stodole. No i mogłem tutaj wypasać swoje kozy, a na zapleczu Lizzy one miały mało terenu i nie były zadowolone. – Miłka i Białka obecnie były sąsiadkami hipogryfów, ale Samuel musiał przyznać, że nigdzie nie były szczęśliwsze niż w Warowni. – A wcześniej wcześniej po prostu mieszkałem w Kniei. Tylko jak poszedł zakaz przebywania w Kniei to musiałem się wyprowadzić ale… chyba chciałbym tam wrócić. – Bez pudła odwrócił twarz w stronę lasu, jakby słyszał jego wołanie. Zew. Mógłby chociażby teraz zmienić się w ptaka i odlecieć. Musiał jednak pomóc tylu ludziom. Nie potrafił im odmówić. Więc zamiast tego po prostu wsadził sobie kolejną truskawkę do ust.
– A Ty? Czemu jesteś zielona? Ja też zauważyłem u siebie… o patrz, tutaj… – rozpiął koszulę bezpruderyjnie, odsłaniając klatkę piersiową, która zdawała się w niektórych miejscach… zbrązowiała i pokryta zielonym osadem porostu. Sam przypatrywał się temu z zaciekawieniem. – tak i… w sumie zawsze zastanawiałem się, czy skóra może transmutować w korę, ale jak widać nie trzeba tego za bardzo transmutować. Samo się robi. Transmutuje w sensie…
Skinął głową oczywiście na pierwsze pytanie, tak w końcu wyglądały rozmowy, bardziej lub mniej. Ktoś zadawał pytanie i drugi ktoś musiał na nie odpowiedzieć. Albo nie musiał.
– Nie myślałem o tym. Brenna zaproponowała, bo mieszkałem u Lizzy w stodole. No i mogłem tutaj wypasać swoje kozy, a na zapleczu Lizzy one miały mało terenu i nie były zadowolone. – Miłka i Białka obecnie były sąsiadkami hipogryfów, ale Samuel musiał przyznać, że nigdzie nie były szczęśliwsze niż w Warowni. – A wcześniej wcześniej po prostu mieszkałem w Kniei. Tylko jak poszedł zakaz przebywania w Kniei to musiałem się wyprowadzić ale… chyba chciałbym tam wrócić. – Bez pudła odwrócił twarz w stronę lasu, jakby słyszał jego wołanie. Zew. Mógłby chociażby teraz zmienić się w ptaka i odlecieć. Musiał jednak pomóc tylu ludziom. Nie potrafił im odmówić. Więc zamiast tego po prostu wsadził sobie kolejną truskawkę do ust.
– A Ty? Czemu jesteś zielona? Ja też zauważyłem u siebie… o patrz, tutaj… – rozpiął koszulę bezpruderyjnie, odsłaniając klatkę piersiową, która zdawała się w niektórych miejscach… zbrązowiała i pokryta zielonym osadem porostu. Sam przypatrywał się temu z zaciekawieniem. – tak i… w sumie zawsze zastanawiałem się, czy skóra może transmutować w korę, ale jak widać nie trzeba tego za bardzo transmutować. Samo się robi. Transmutuje w sensie…