28.06.2026, 23:40 ✶
W każdym innym wypadku Jonathan zapewne znalazłby sposób, aby flirciarsko podroczyć się z Anthonym na temat ich wczorajszych wspomnień nie obawiając się przy tym kilku bardziej bezczelnych żartów. Niestety obecna sytuacja sprawiła, że wszystkie zalotne uwagi odnośnie wypadły mu z głowy.
Rozejrzał się nerwowo po otoczeniu, jakby oczekiwał że zaraz w niewielkim pomieszczeniu pojawi się manifestacja pociągowych kataklizmów we własnej osobie. Eliksir był błędem. Środek wkrótce zacznie działać, a on straci czujność. Nie mógł się uspokoić. Nie mógł na to pozwolić. Musiał pozostać uważny przynajmniej przez te pierwsze godziny podróży. Wreszcie zdenerwowane spojrzenie spoczęło na jego ukochanym, którego opanowanie i pocałunek na chwilę pozwoliło odnaleźć spokój zestresowanemu umysłowi Jonathana. Na chwilę. Powoli pokręcił głową.
– Nie jesteśmy sami w pociągu – powiedział cicho, żałując że nie byli tutaj sami, a on nie mógł dać się ponieść fantazji, w której zaskakująco silne i sprawne dłonie Anthony'ego chwytają go i zabierają gdzieś daleko stąd do bezpiecznego miejsca.
Dał mu się jednak pokierować i już po chwili leżał na jego udach, pozwalając by masaż powoli zabierał okrutne myśli. Bezpieczne miejsce… Może to przemawiał przez niego eliksir uspokajającym, a może po prostu zamroczony miłością umysł, ale prawda była taka że Anthony zawsze był jego bezpiecznym miejscem. Pozwolił sobie wziąć głęboki wdech, nawet jeśli dalej próbował sam w sobie wywołać słuszną nerwowość. Tylko, że głos Anthony'ego był taki spokojny…
– Mów dalej – poprosił. Może… Może jednak przeżyją i może jednak wkrótce wylądują w Lozannie, a nie własnych trumnach. Paradoksalnie ta myśl ponownie przyprawiła go o bicie serca, bo zdał sobie sprawę, że gdyby teraz umarli… Zostaliby pochowani w osobnych grobach. Zmusił się do kolejnego głębszego oddechu. – Mów mi co będziemy jeszcze robić. Co zwiedzimy?
Rozejrzał się nerwowo po otoczeniu, jakby oczekiwał że zaraz w niewielkim pomieszczeniu pojawi się manifestacja pociągowych kataklizmów we własnej osobie. Eliksir był błędem. Środek wkrótce zacznie działać, a on straci czujność. Nie mógł się uspokoić. Nie mógł na to pozwolić. Musiał pozostać uważny przynajmniej przez te pierwsze godziny podróży. Wreszcie zdenerwowane spojrzenie spoczęło na jego ukochanym, którego opanowanie i pocałunek na chwilę pozwoliło odnaleźć spokój zestresowanemu umysłowi Jonathana. Na chwilę. Powoli pokręcił głową.
– Nie jesteśmy sami w pociągu – powiedział cicho, żałując że nie byli tutaj sami, a on nie mógł dać się ponieść fantazji, w której zaskakująco silne i sprawne dłonie Anthony'ego chwytają go i zabierają gdzieś daleko stąd do bezpiecznego miejsca.
Dał mu się jednak pokierować i już po chwili leżał na jego udach, pozwalając by masaż powoli zabierał okrutne myśli. Bezpieczne miejsce… Może to przemawiał przez niego eliksir uspokajającym, a może po prostu zamroczony miłością umysł, ale prawda była taka że Anthony zawsze był jego bezpiecznym miejscem. Pozwolił sobie wziąć głęboki wdech, nawet jeśli dalej próbował sam w sobie wywołać słuszną nerwowość. Tylko, że głos Anthony'ego był taki spokojny…
– Mów dalej – poprosił. Może… Może jednak przeżyją i może jednak wkrótce wylądują w Lozannie, a nie własnych trumnach. Paradoksalnie ta myśl ponownie przyprawiła go o bicie serca, bo zdał sobie sprawę, że gdyby teraz umarli… Zostaliby pochowani w osobnych grobach. Zmusił się do kolejnego głębszego oddechu. – Mów mi co będziemy jeszcze robić. Co zwiedzimy?