29.06.2026, 01:32 ✶
Kiwnęła głową, potwierdzając, że chodzi o Malfoya. Na wzmiankę o kolejnym narzeczeństwie, uniosła brew z tą charakterystyczną dla siebie mieszanką elegancji i przekory, a kącik jej bordowych ust drgnął w uśmiechu, który zdradzał, że bardziej ją to bawiło, niż martwiło. Nie czuła zaskoczenia. Był Rowlem, dziedzicem. Jego małżeństwo nie może być przypadkiem, ma być wzmocnieniem linii rodu. Dlatego zamiast współczucia poczuła jedynie znajomą rezygnację, którą oboje chyba nosili gdzieś głęboko pod żebrami.
- Lepiej, żebym dowiedziała się od ciebie - rzuciła, spoglądając na niego z ukosa.
- Muszę mieć czas kupić prezent i przygotować przekonującą przemowę o tym, jak "doskonale do siebie pasujecie". Nie odbieraj mi tej możliwości - powiedziała to z tak niewinną powagą, że przez krótką chwilę sama niemal uwierzyła we własny ton. Dopiero po sekundzie na jej twarzy pojawił się uśmiech, miękki i zaczepny zarazem. Przy nim nie musiała tłumaczyć, kiedy mówiła serio, a kiedy jedynie igrała ze słowami. Ich rozmowy od dawna przypominały partię szachów, w której oboje znali już wszystkie figury przeciwnika, a mimo to wciąż potrafili zaskoczyć się następnym ruchem. Powoli uniosła kieliszek do ust, pozwalając winu przez chwilę ogrzać język.
-Ale zawsze możesz spróbować ich wyprzedzić i sam znaleźć wybrankę serca - nie zamierzała udawać, że wierzy w romantyczne historie rodem z powieści. Sama już raz była narzeczoną. Wiedziała doskonale, że miłość i obowiązek rzadko maszerowały ramię w ramię. A jednak chciałaby, żeby sprawy wyglądały inaczej. Kiedy wspomniał o maskaradzie i kłamstwie, jej spojrzenie mimowolnie powędrowało ku sali. Maski połyskiwały w świetle kryształowych żyrandoli, odbijając złoto, srebro i czerń w tysiącach drobnych refleksów. Każda ukrywała twarz, ale żadna nie była w stanie ukryć sposobu poruszania się, tonu śmiechu czy gestów zdradzających człowieka szybciej niż nazwisko. Od początku wieczoru miała wrażenie, że wszyscy doskonale bawią się w anonimowość, choć większość i tak rozpoznawała znajomych po samym sposobie trzymania kieliszka.
- To prawda, ale tobie nie wolno mnie oszukiwać - pogroziła mu palcem, choć nie było w tym geście prawdziwej groźby. Nie musieli mówić sobie wszystkiego.
Każde z nich miało własne tajemnice, sprawy zbyt ciężkie lub zbyt skomplikowane, by wypowiadać je na głos. Astoria nigdy nie oczekiwała od przyjaciela całkowitej szczerości. Sama nie potrafiłaby jej zaoferować. Niektóre milczenia były konieczne, inne wręcz stanowiły wyraz troski. Czasem przemilczenie chroniło drugiego człowieka skuteczniej niż najbardziej bolesna prawda. Ale kłamstwa miały to do siebie, że podkopywały zaufanie i w konsekwencji osłabiały relację.
- Chcę - zgodziła się natychmiast i odłożyła kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera, po czym wsunęła własną dłoń w jego. Lubiła tańczyć, bardziej, niż się do tego przyznawała. Pozwoliła poprowadzić się na parkiet. Przez ułamek sekundy obserwowała maskę skrywającą część jego twarzy, po czym bez słowa ułożyła dłoń na jego ramieniu. Drugą pozostawiła w jego dłoni, prostując plecy z elegancją, której uczono ją od dzieciństwa. Wirowali spokojnie, zataczając miękkie łuki pomiędzy innymi parami. Mleczna mgła rozcinała się wokół ich kroków, by zaraz ponownie zamknąć się za nimi, jakby parkiet sam zacierał ślady każdego obrotu.
- Maksymalnie dwa tańce, inaczej będę miała zakwasy przez tydzień - mruknęła z uśmiechem, bo jej ciało źle reagowało na każde formy aktywności, tym bardziej teraz, po osłabieniu po Spalonej Nocy.
- Lepiej, żebym dowiedziała się od ciebie - rzuciła, spoglądając na niego z ukosa.
- Muszę mieć czas kupić prezent i przygotować przekonującą przemowę o tym, jak "doskonale do siebie pasujecie". Nie odbieraj mi tej możliwości - powiedziała to z tak niewinną powagą, że przez krótką chwilę sama niemal uwierzyła we własny ton. Dopiero po sekundzie na jej twarzy pojawił się uśmiech, miękki i zaczepny zarazem. Przy nim nie musiała tłumaczyć, kiedy mówiła serio, a kiedy jedynie igrała ze słowami. Ich rozmowy od dawna przypominały partię szachów, w której oboje znali już wszystkie figury przeciwnika, a mimo to wciąż potrafili zaskoczyć się następnym ruchem. Powoli uniosła kieliszek do ust, pozwalając winu przez chwilę ogrzać język.
-Ale zawsze możesz spróbować ich wyprzedzić i sam znaleźć wybrankę serca - nie zamierzała udawać, że wierzy w romantyczne historie rodem z powieści. Sama już raz była narzeczoną. Wiedziała doskonale, że miłość i obowiązek rzadko maszerowały ramię w ramię. A jednak chciałaby, żeby sprawy wyglądały inaczej. Kiedy wspomniał o maskaradzie i kłamstwie, jej spojrzenie mimowolnie powędrowało ku sali. Maski połyskiwały w świetle kryształowych żyrandoli, odbijając złoto, srebro i czerń w tysiącach drobnych refleksów. Każda ukrywała twarz, ale żadna nie była w stanie ukryć sposobu poruszania się, tonu śmiechu czy gestów zdradzających człowieka szybciej niż nazwisko. Od początku wieczoru miała wrażenie, że wszyscy doskonale bawią się w anonimowość, choć większość i tak rozpoznawała znajomych po samym sposobie trzymania kieliszka.
- To prawda, ale tobie nie wolno mnie oszukiwać - pogroziła mu palcem, choć nie było w tym geście prawdziwej groźby. Nie musieli mówić sobie wszystkiego.
Każde z nich miało własne tajemnice, sprawy zbyt ciężkie lub zbyt skomplikowane, by wypowiadać je na głos. Astoria nigdy nie oczekiwała od przyjaciela całkowitej szczerości. Sama nie potrafiłaby jej zaoferować. Niektóre milczenia były konieczne, inne wręcz stanowiły wyraz troski. Czasem przemilczenie chroniło drugiego człowieka skuteczniej niż najbardziej bolesna prawda. Ale kłamstwa miały to do siebie, że podkopywały zaufanie i w konsekwencji osłabiały relację.
- Chcę - zgodziła się natychmiast i odłożyła kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera, po czym wsunęła własną dłoń w jego. Lubiła tańczyć, bardziej, niż się do tego przyznawała. Pozwoliła poprowadzić się na parkiet. Przez ułamek sekundy obserwowała maskę skrywającą część jego twarzy, po czym bez słowa ułożyła dłoń na jego ramieniu. Drugą pozostawiła w jego dłoni, prostując plecy z elegancją, której uczono ją od dzieciństwa. Wirowali spokojnie, zataczając miękkie łuki pomiędzy innymi parami. Mleczna mgła rozcinała się wokół ich kroków, by zaraz ponownie zamknąć się za nimi, jakby parkiet sam zacierał ślady każdego obrotu.
- Maksymalnie dwa tańce, inaczej będę miała zakwasy przez tydzień - mruknęła z uśmiechem, bo jej ciało źle reagowało na każde formy aktywności, tym bardziej teraz, po osłabieniu po Spalonej Nocy.
learn the rules
then break some
then break some