Lewis, z pomocą reszty oczywiście, w pocie czoła przygotował Mabon dla Rejwachowej rodziny. I to dosłownie w pocie czoła, bo przez ostatnie trzy dni w kuchni wrzało, zamówieniami na dania dla innych, regularnymi posiłkami oraz tym, co mieli zjeść gdy będzie pora odpoczynku.
Na stole więc stał żeliwny kociołek zupy jeczmienno-dyniowej, gęstej i kremowej, zagęszczonej serem, podbijającym wrażenie rozgrzania od wewnątrz. Obok niego leżał duży, świąteczny chleb z ozdobną runą. Lewis nie znał się na runach, ale widział takie w innych piekarniach. Na wyszczerbionym podstawku służącym za maselniczkę ułożono w plastrach masło ze szczypiorkiem i czosnkiem. Jako główne danie podał gęsinę nadziewaną jabłkami, z chrupiącą skórką natartą solą. Drób był w całości i pięknie ozdobiony na zewnątrz plastrami jabłek oraz gałązkami świeżego tymianku. Do tego było puree ziemniaczane na maślance, gładkie i delikatnie oraz sałatka z kozim serem i pieczoną gruszką. W ramach deseru, po drugiej stronie gęsi, stała wielka blacha szarlotki z kruszonką i cynamonem. Nie zabrakło również grzanego cydru i wina w dwóch różnych dzbankach. Nie było to najbardziej wystawne Mabon, jakie mieli, ale Lewis sięgnął do swoich prywatnych zapasów bardziej egzotycznych i wyszukanych przypraw oraz przyłożył się do prezentacji dań, aby jedzenie cieszyło nie tylko brzuch, ale również oko.
Sam Lewis siadający do stołu, dopiero co się opłukał, żeby nie wyglądać jak spocony szczur na obiedzie. I tak nadal czuł gorąco kuchni, więc zamiast flaneli, którą już powinien wyciągnąć z szafy, nosił lnianą koszulę. W przeciwieństwie do przeciętnego dnia, założył nawet pierścionki i bransoletki na ręce, bo normalnie nie miał ku temu okazji, zawsze robiąc coś w kuchni. Nie chciał zgubić jakiegoś w surówce. I nawet włosy rozpuścił!
Stał przy wybranym przez siebie miejscu przy stole, potakując poważnie na przemowę Woodiego jakby cytował myślicieli tego stulecia oraz głębokie, poruszające słowa o rodzinie i tak dalej. Myślami był przy tym, że skórka gęsi robiła się miękka od spodu i powinni szybko jeść. To był ten rodzaj dań, które nadawały się najlepiej do jedzenia parujące.
— Jeżeli wam nie smakuje, kłamcie proszę, że jest pyszne.
TO COLLECTIVE PROBLEMS