Czerwień wina, czerwień szminki i czerwień zdecydowanie zbyt wyuzdanej sukienki.
Błyskała perlistą bielą uśmiechu co rusz, unosząc niemym toastem kieliszek z karmazynowym alkoholem, przygładzając materiał obciśniętego na klatce piersiowej odzienia. Lawirowała wokół ciżby, wymijając zręcznie osoby, z którymi w konwersację wchodzić nie chciała – niewiele takich gościło na jej wystawnych bankietach okraszonych wystawą jej autorskich dzieł; z wdziękiem barwnego ptaka wchodziła w rozmowy, szeroko gestykulowała i zdawała się czuć z własnym zakreślonym wartko ekstrawertyzmem nader dobrze.
W zagięciu łabędziej szyi mościł się zapach bergamotek i ciężkiego piżma; roztaczała wokół siebie aurę niezawoalowanej dumy – welon rzęs prędko trzepotał, uwydatniając ciemną barwę oczu, a jej wystudiowane ruchy pozwalały nieomal nabrać się na to, iż wewnątrz nie jest zepsutą do cna bestią. Odgarnęła za ucho zmierzwione odrobinę włosy, a nieprzyzwoicie wysokie obcasy czyniły ją wreszcie nieomal wzrostu średniego.
Obrazy zaklęte urokiem wzbudzały konkretne salwy emocji, których wachlarz zaczynał się na absolutnym przerażeniu, kończąc się na szczerej radości. Wszystko musiało igrać z jej wolą; wszystko musiało istnieć wedle jej kaprysu. Nawet ci ludzie, zebrani w dyskusji, poddający się emocjom inicjowanym przez urok, istnieli dla jej kurażu i animuszu.
W końcu mało kogo traktowała poważnie.
Mijała mężczyznę, gdy zorientowała się, iż jedna z obecnych dam została oblana winem. Na czarnej sukience plama nie była wydatna, jednak istniejąca na tyle, iż Loretta postanowiła wkroczyć z interwencją.
– Jesteśmy na poważnej wystawie, nie w lewej uliczce Nokturnu. Zastanawiam się, kto pana zaprosił, skoro wyraźnie nie ma pan za grosz manier i samokontroli – zaczęła, marszcząc brwi. – Proszę opuścić galerię. To ostatnie zdanie, które będzie wyrażało prośbę – dokończyła, wzrok przenosząc na kobietę.
Machnęła prędko różdżką, usuwając plamę widniejącą na sukience.
– Czy wszystko w po… – zaczęła, unosząc spojrzenie ku górze. – Och, Vespera – dokończyła. – Nie spodziewałam się ciebie tutaj.