Drugiego człowieka dobrze jest poznać podczas rozmowy, kiedy chce przekazać mu się ważną informację, propozycję. Gdyby częściej mieli ze sobą kontakt, zapewne Laurence nie fatygowałby się z przychodzeniem. Uznał jednak, że większą kulturę i zaufanie odda osobistym przyjściem do uzdrowiciela, z prośbą o uczestnictwo w organizowanych przez siebie badaniach.
Potrzebne informacje na temat ukończonych szkoleń, kursów i całej pracy w mungu, Lestrange zebrał przebywając tutaj, słuchając także opinii innych, czytając raporty. Powoli przechodził do tematu, nie owijając w bawełnę, zaczynając od kwestii docenienia pracy uzdrowiciela względem innych obywateli, będących w potrzebie. Nie można było także zapomnieć o tym, że pomagał przy wielkim incydencie, ataku rebeliantów na miasto. Rodzina Prewett mogła być dumna z posiadania takiego członka rodziny.
Gdyby chodziło o wykrycie lewych interesów, lub szkód wywołanych na obywatelach, to nie Laurenca by wtedy gościł w gabinecie, ale Aurora. Bądź ich obojga. Basilius nie miał się przecież czym martwić, czym przejmować.
Błysk w oczu rozmówcy, okazał się dobrą reakcją. Zainteresował Prewetta propozycją. Laurence spodziewał się pytań. Czekał aż padną, pozwalając sobie na moment przerwy, aby sięgnąć po filiżankę i upić łyk dobrej herbaty.
Słuchał Basiliusa uważnie, zgadzając się z jego teorią i obawami. A także o tych teoriach spiskowych. Jeżeli stworzą lek, skończą się głupie i nieprawdziwe tematy w tym kierunku.
Pomóc każdemu się nie da. Pojawią się prędzej czy później przeszkody, trudne do ominięcia. Laurence musiał patrzeć na tę sytuację, nie tylko jako uzdrowiciel, ale i członek rodziny Lestrange, a także człowiek urzędowy, ze spojrzeniem politycznym. Znaleźć sposób, aby w miarę możliwość pogodzić ze sobą wszystko.
- Wszystko będzie zależało od pozyskanych składników do stworzenia eliksiru. I samej pracy nad nim. Jeżeli uda się stworzyć z roślin, ziół czy innych substancji szeroko dostępnych, nie powinno być problemu pomóc każdemu cierpiącemu na trudny do wyleczenia kaszel. Lecz jak Pan sam wie, w naszym zawodzie, nie zawsze uda się każdemu pomóc. Organizmy mogą różnie przyswajać podawane eliksiry.Wyjaśnił na spokojnie pierwszą część problemu, odpowiadając na pytanie Basiliusa.
- Potwierdzam, że to projekt Ministerialny. Departament pokryje koszty badań nad lekiem. Klinika udostępnia nam pomieszczenie laboratoryjne. Komisja będzie miała zadanie nadzorować pracę badaczy i pozyskiwać dla nich potrzebne składniki oraz trzymać pieczę nad budżetem, jaki zostanie przydzielony. Potrzebuję nie tylko twórców eliksirów i maści, ale także uzdrowicieli, którzy ten lek podadzą i zaopiekują swoimi pacjentami, obserwując zachodzące zmiany. Co znaczy, że będziemy potrzebowali chętnych pacjentów do testów.
Dodał jaśniej, rozwijając swój plan działania. Nie zaznaczając, która klasa społeczna poszłaby na pierwszy ogień. Czy pod względem majątkowym, czy czystości krwi i pochodzenia. Ale, na pewno pod testy Laurence wziąłby każdego. Czarodzieja, Mugolaka i Charłaka. Aby sprawdzić, czy każdy może otrzymywać taką samą dawkę, czy jednak w różnej zawartości. Nie da się ukryć, że najmniejsze koszty straty w mieszkańcach, mieli by biorąc do testów biedaków, sieroty, tych, co już nic nie mają do stracenia poza życiem.
Wspominając o pacjentach do testów, na myśli miał przede wszystkim tych, którzy z problemami kaszlu, przychodzili do Basiliusa i każdego innego uzdrowiciela tej kliniki. Prewett miałby szansę im pomóc, oferując miejsce w kolejce do testów przyjęcia nowego leku, jak tylko powstanie.