01.07.2026, 22:00 ✶
Przytaknęła powoli, gdy dowiedziała się, że Deirdre nie wróciła do domu rodzinnego. Doskonale rozumiała tę decyzję. Czasami nawet niewygodny materac i prowizoryczne warunki były łatwiejsze do zniesienia niż nieustanna troska najbliższych, która - choć płynęła z miłości - potrafiła odebrać człowiekowi poczucie samodzielności. Sama po Spalonej Nocy wróciła do rodowej posiadłości i była już zmęczona. Po latach mieszkania w pojedynkę niezwykle szybko przypomniała sobie, jak wielkim luksusem była zwykła cisza własnych czterech ścian. Bycie panią własnego domu dawało rodzaj swobody, którego nie doceniała, dopóki go na chwilę nie utraciła.
Przez krótką chwilę obracała w dłoniach kubek z cydrem, obserwując, jak para unosi się ku chłodnemu powietrzu.
- Pozwoli ci chociaż wybrać przyszłego męża? Czy sama zamierza się tym zająć? - zapytała, bo koncepcja sama w sobie nie była jej obca. Jeszcze do marca sama nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy. Nie był owocem wielkiej miłości ani nawet osobistego wyboru. Był decyzją rodziców, kolejnym elementem misternie układanej gry rodowych interesów. Astoria od początku wiedziała, że jej zdanie ma w tej sprawie niewielkie znaczenie. Wychowano ją przecież z przekonaniem, że obowiązek wobec nazwiska stoi wyżej niż osobiste pragnienia.
Posłała Deirdre krótkie, pełne współczucia spojrzenie, gdy ta wspomniała o Mungu. Było jej szczerze żal uzdrowicieli. Po Spalonej Nocy stali się jedną z tych grup, na których barkach spoczął ciężar całej tragedii. Jednocześnie uszanowała fakt, że przyjaciółka sama ucięła ten temat. Skoro chciała choć przez chwilę nie myśleć o pracy, miały ku temu idealną sposobność.
Zamiast tego, na wzmiankę o swojej kuzynce, wypuściła z płuc długie, ciężkie westchnienie. Przez moment patrzyła przed siebie, na powoli mijające ich stragany, jakby ważyła słowa.
- Mogła nam poważnie zaszkodzić - powiedziała cicho, z dozą rezygnacji. - Nie mogę uwierzyć, że posunęła się do czegoś tak głupiego.
Zanim plotki zdążyły rozrosnąć się do rozmiarów niemożliwych do opanowania, rodzina zrobiła wszystko, by przeciąć je u źródła. Rozmowy prowadzono za zamkniętymi drzwiami, odpowiednie osoby uspokojono, a niewygodne szepty gasły jeden po drugim, zanim zdążyły nabrać rozpędu. Nie oznaczało to jednak, że niesmak zniknął.
- Z tego co wiem, sytuacja jest już opanowana - dodała. - Ale wiesz… u mnie w domu to temat tabu. Powód do wstydu - nie wiedziała nawet, co się dzieje z Raphaelą, nie dopytywała, bo była zwyczajnie zła, jak niewiele brakowało, by jedno wystąpienie kuzynki rzuciło cień na każdego z nich.
Kiedy przystanęły przy jednym ze straganów, odłożyła kubek na skraj lady i zaczęła powoli przesuwać dłońmi po poduszkach - przyglądała się fakturze materiału, jakości szwów i sposobach wykonania haftu.
- Hm, ta nie - mruknęła bardziej do siebie. Kolejna przedstawiała pawie pióra. - Taka? - pokazała, już grzebiąc w koszu po kolejną, która zdecydowanie bardziej zachwycała. Na środku rozciągał się haft, przedstawiający dwa lecące żurawie. - Ta mi do ciebie pasuje. Żurawie symbolizują spokój i szczęście. Przyciąga spojrzenie, ale nie jest nachalna. Jak myślisz?
Przez krótką chwilę obracała w dłoniach kubek z cydrem, obserwując, jak para unosi się ku chłodnemu powietrzu.
- Pozwoli ci chociaż wybrać przyszłego męża? Czy sama zamierza się tym zająć? - zapytała, bo koncepcja sama w sobie nie była jej obca. Jeszcze do marca sama nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy. Nie był owocem wielkiej miłości ani nawet osobistego wyboru. Był decyzją rodziców, kolejnym elementem misternie układanej gry rodowych interesów. Astoria od początku wiedziała, że jej zdanie ma w tej sprawie niewielkie znaczenie. Wychowano ją przecież z przekonaniem, że obowiązek wobec nazwiska stoi wyżej niż osobiste pragnienia.
Posłała Deirdre krótkie, pełne współczucia spojrzenie, gdy ta wspomniała o Mungu. Było jej szczerze żal uzdrowicieli. Po Spalonej Nocy stali się jedną z tych grup, na których barkach spoczął ciężar całej tragedii. Jednocześnie uszanowała fakt, że przyjaciółka sama ucięła ten temat. Skoro chciała choć przez chwilę nie myśleć o pracy, miały ku temu idealną sposobność.
Zamiast tego, na wzmiankę o swojej kuzynce, wypuściła z płuc długie, ciężkie westchnienie. Przez moment patrzyła przed siebie, na powoli mijające ich stragany, jakby ważyła słowa.
- Mogła nam poważnie zaszkodzić - powiedziała cicho, z dozą rezygnacji. - Nie mogę uwierzyć, że posunęła się do czegoś tak głupiego.
Zanim plotki zdążyły rozrosnąć się do rozmiarów niemożliwych do opanowania, rodzina zrobiła wszystko, by przeciąć je u źródła. Rozmowy prowadzono za zamkniętymi drzwiami, odpowiednie osoby uspokojono, a niewygodne szepty gasły jeden po drugim, zanim zdążyły nabrać rozpędu. Nie oznaczało to jednak, że niesmak zniknął.
- Z tego co wiem, sytuacja jest już opanowana - dodała. - Ale wiesz… u mnie w domu to temat tabu. Powód do wstydu - nie wiedziała nawet, co się dzieje z Raphaelą, nie dopytywała, bo była zwyczajnie zła, jak niewiele brakowało, by jedno wystąpienie kuzynki rzuciło cień na każdego z nich.
Kiedy przystanęły przy jednym ze straganów, odłożyła kubek na skraj lady i zaczęła powoli przesuwać dłońmi po poduszkach - przyglądała się fakturze materiału, jakości szwów i sposobach wykonania haftu.
- Hm, ta nie - mruknęła bardziej do siebie. Kolejna przedstawiała pawie pióra. - Taka? - pokazała, już grzebiąc w koszu po kolejną, która zdecydowanie bardziej zachwycała. Na środku rozciągał się haft, przedstawiający dwa lecące żurawie. - Ta mi do ciebie pasuje. Żurawie symbolizują spokój i szczęście. Przyciąga spojrzenie, ale nie jest nachalna. Jak myślisz?
learn the rules
then break some
then break some