Leo Avery był urodzonym lalusiem i nikt, kto znał go dłużej niż pięć minut, nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Przywiązywał ogromną wagę do swojego wyglądu i zanim wyszedł z domu, potrafił spędzić przed lustrem więcej czasu niż większość kobiet z jego otoczenia. Może i nye interesował się modą w sposób, w jaki interesują się nią osoby traktujące ją jak sztukę albo hobby, ale musiał wiedzieć, co jest aktualnie na czasie, bo nie wyobrażał sobie wyjść do ludzi w czymś, co sezon temu przestało być modne. Na ubrania wydawał miesięcznie więcej pieniędzy niż przeciętny czarodziej zarabiał przez pół roku i było to dla niego czymś całkowicie normalnym.
W godzinach popołudniowych energicznym krokiem przekroczył próg galerii OdNowa, niosąc pod pachą starannie zapakowane płótno. Miał na sobie idealnie skrojone grafitowe spodnie, śnieżnobiałą koszulę, ciemną kamizelkę i długi płaszcz. Ciemne włosy, jak zwykle ułożył przy pomocy brylantyny Potterów, a jego wypolerowane buty odbijały światło wpadające przez wysokie okna galerii.
Ledwie znalazł się w środku, odruchowo omiótł spojrzeniem hol mrużąc lekko oczy. Robił tak każdego dnia i zawsze znajdował coś, co należało poprawić. Dzisiaj jednak, ku własnemu niezadowoleniu, nie dostrzegł niczego, do czego mógłby się przyczepić. To skutecznie popsuło mu humor. Postanowił jednak wrócić do tego później. Najpierw odniesie pakunek do swojej pracowni, a dopiero potem przejdzie się po całej galerii.
Ruszył korytarzem, lecz zanim dotarł do celu, jego uwagę przykuł stłumiony hałas dobiegający zza drzwi pracowni Astorii. Zwolnił kroku i przez moment nasłuchiwał, po czym bez większego wahania podszedł bliżej, zapukał dwukrotnie i uchylił drzwi.
-Tori?- Uśmiechnął się lekko, wsuwając głowę do środka. Dziewczyna miała nietęgą minę, więc zmarszczył lekko brwi.
Wszedł do środka, a pakunek ostrożnie oparł o ścianę. Ruszył w stronę siostry, ani na moment nie odrywając wzroku od jej twarzy.
Kiedy ich spojrzenia w końcu się spotkały, skupił się, chcąc wykorzystać tę krótką chwilę i użyć daru snowidzenia. Zmrużył delikatnie oczy, ale zamiast znajomego przeczucia, poczuł jedynie irytującą pustkę. Skrzywił się, przymknął powieki i odczekał sekundę, aż świat przed nim znów nabrał ostrości.
Otworzył jedno oko, westchnął z wyraźnym niezadowoleniem i założył ręce na piersi.
-No… co jest?
W godzinach popołudniowych energicznym krokiem przekroczył próg galerii OdNowa, niosąc pod pachą starannie zapakowane płótno. Miał na sobie idealnie skrojone grafitowe spodnie, śnieżnobiałą koszulę, ciemną kamizelkę i długi płaszcz. Ciemne włosy, jak zwykle ułożył przy pomocy brylantyny Potterów, a jego wypolerowane buty odbijały światło wpadające przez wysokie okna galerii.
Ledwie znalazł się w środku, odruchowo omiótł spojrzeniem hol mrużąc lekko oczy. Robił tak każdego dnia i zawsze znajdował coś, co należało poprawić. Dzisiaj jednak, ku własnemu niezadowoleniu, nie dostrzegł niczego, do czego mógłby się przyczepić. To skutecznie popsuło mu humor. Postanowił jednak wrócić do tego później. Najpierw odniesie pakunek do swojej pracowni, a dopiero potem przejdzie się po całej galerii.
Ruszył korytarzem, lecz zanim dotarł do celu, jego uwagę przykuł stłumiony hałas dobiegający zza drzwi pracowni Astorii. Zwolnił kroku i przez moment nasłuchiwał, po czym bez większego wahania podszedł bliżej, zapukał dwukrotnie i uchylił drzwi.
-Tori?- Uśmiechnął się lekko, wsuwając głowę do środka. Dziewczyna miała nietęgą minę, więc zmarszczył lekko brwi.
Wszedł do środka, a pakunek ostrożnie oparł o ścianę. Ruszył w stronę siostry, ani na moment nie odrywając wzroku od jej twarzy.
Kiedy ich spojrzenia w końcu się spotkały, skupił się, chcąc wykorzystać tę krótką chwilę i użyć daru snowidzenia. Zmrużył delikatnie oczy, ale zamiast znajomego przeczucia, poczuł jedynie irytującą pustkę. Skrzywił się, przymknął powieki i odczekał sekundę, aż świat przed nim znów nabrał ostrości.
Otworzył jedno oko, westchnął z wyraźnym niezadowoleniem i założył ręce na piersi.
-No… co jest?