• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi

08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#2
03.07.2026, 05:31  ✶  
Nokturn to były wysokie, szare budynki z kamienia. Wtedy jeszcze Zenek nie widział nawet ich czubka. To były też totalne rudery. Zapuszczone zaułki, miejsca, których nikt nie odwiedzał. Na ulicach kostka bywała rozkopana. Nikt nie naprawiał. Jak przejeżdżała dorożka, to z kąta nie wyskakiwał uprzejmy pracownik gospodarczy ze szpachelką do końskiego gnoju. Gnój po prostu leżał. Śmierdział. Obłaziły go bzyczące muchy. A jak ta dorożka w ogóle zawitała na Nokturn, jechała znacznie szybciej, niż po Pokątnej. Kółka podskakiwały na wyboistych kamieniach. Pan w siodełku na przedzie musiał bić konie dwa razy mocniej.

Gdy przejeżdżała dorożka, albo szalony autobus, albo czarodzieje urządzali sobie wyścigi na miotle, to wtedy Zenek uskakiwał. Na Nokturnie było wiele uliczek pobocznych, w których się chował. Za dnia były dla niego doskonale widoczne. Wąskie przejścia między budynkami, w które czmychały szczury, jak się akurat pijak o jakiegoś potknął i pogroził mu butem. A potem splunął na kostkę brukową, chociaż sam nie był wcale czystszy od szczura. Niektóre z uliczek były tak wąskie, że zmieścić się mogły tylko takie dzieci, jak Zenek. Inne były dobre i dla dorosłego. Prowadziły do bocznych wejść do sklepów, kamienic. Na tyłach stały głębokie kosze wysokości człowieka.

Były też takie uliczki, w które jak się człowiek zaplątał, to one prowadziły dalej. Na wewnętrzne podwórka, z widokiem na okna mieszkańców Nokturnu. Z okien często wyglądały przezorne babcie. Takie groźne, bez zębów, czasem nawet bez włosów. One też spluwały. Po dachach kamienic chodziły koty. No i śmieci. W każdej kondygnacji Nokturnu walały się butelki. Poziom ulic czasem się podnosił, czasem opadał. Zenek kompletnie nie rozumiał takiego stanu rzeczy. Przecież to była jedna ulica, a jakby zawierała w sobie tysiące żyć. W uliczkach czaiły się okoliczne dzieciaki. Spędzały czas z dala od Hogwartu, z dala od ludzkiej szkoły. Faceci siadali na kostce brukowej. Pod zakładami, pod zadaszeniem. Czasem z butelką, czasem z pustą puszką. Czasem z gitarą.

Wszystko to spowijało się w zapachu, który mieszał wszystko. Smród niemytych ludzkich ciał, niezbieranych śmieci, eliksirów, trucizn, alkoholu, papierosów, nieznanych dymów. Kotów, szczurów, zwierząt, które chowały się w uliczkach. Kratek wentylacyjnych i okrągłych włazów, których nie otwierał i w które nie zaglądał. Ten zapach tak się wgryzał Zenkowi w mózg, że miał wrażenie, że powietrze od niego nabiera innej barwy. A gdy rzucał proszkiem w przestrzeń i przenosił się na własną ulicę, ten zapach na nim zostawał. Osiadał i był nie do zmycia. Mama nie pytała.

Kiedy Zenek miał już dość zwiedzania albo czegoś się przestraszył, przysiadał w uliczce, którą już znał. Znały go tam szczury i okoliczni pijacy. Kiwali głową na chłopca w znaleźnej pelerynie, której bury materiał stapiał go z resztą ulicy. Zenek przysiadał na bruku i wyciągał z kieszeni papier śniadaniowy. Po kanapce, którą mama spakowała mu do szkoły. Rozkładał zmięty papier. Opierał o chodnik, ścianę, metalową skrzynkę, jakąkolwiek dostępną powierzchnię płaską. Wyciągał z kieszeni czarny flamaster. No i kreślił to, co udało mu się zapamiętać w trakcie wyprawy. Kreślił układ ulic. Zapamiętane nazwy szyldów sklepowych. Zasłyszane imiona. W domu wszystko przenosił na większą kartkę, ale i tak więcej miał w głowie. Następnego dnia pojawiał się na Nokturnie znowu.

Z wyższej perspektywy Nokturn wydawał się o wiele mniejszy. Zenek jednak wcale nie czuł się wyższy. Kluczył między uliczkami. Jak było trzeba, to skręcał. Nagle i ostro. Ci kolesie nawet nie ogarniali, gdzie znikał. Rzucali zaklęcia. Potem go doganiali. Wtedy wbiegał po schodach, na jakieś podwórko, i znowu na dół. I pod górę. I z powrotem na główną ulicę. Oddychał przez usta, które wypełniały się metalem. Metal ściekał mu po brodzie. Jak akurat władował się gdzieś na odpoczynek, to on ten metal wypluwał. Nos był zdatny tylko do niuchania metalu, ale paradoksalnie ten ciągły ostry ból pomagał mu nie odpłynąć. Inaczej może by usiadł gdzieś, bo nogi by mu odmówiły posłuszeństwa, a kolesie by dokończyli sprawę innym metalem.

A potem budynki zaczęły błyskać ogniem. Ogień powoli odcinał mu kolejne uliczki. Nie dość, że pył zaklejał mu oczy. Dym wpadał do ust. Kolesiom chyba też było trudniej, ale skąd miał to wiedzieć. Gonili go równo.

Oczy Zenka przyzwyczajały się do postępującej ciemności. Padał deszcz. Z nieba lały się kropelki wody, które oblewały płachtę Zenka. Czuł mokrą pelerynę oblepiającą jego skórę. Okropne. Przed twarzą wzleciały mu gołębie. Jak Zenek podskoczył. Wybiegł przed siebie. Biegł pustymi, mokrymi uliczkami, aż nie wpadł do takiej zadaszonej. Przy worach ze śmieciami, ale to nic. Aż dziw, że te worki były z plastiku. Jak pociągał nosem, to suche śmieci pachniały lepiej niż mokry bruk. Wszedł pod daszek i podreptał pod ścianę. To było z tyłu jakiegoś sklepu.
Coś oddychało koło niego, więc podskoczył znowu. Ale to był tylko mężczyzna. Pachniał jak te śmieci, no bo siedział obok nich. Patrzał na Zenka, i Zenek na niego patrzał, ale nic się nie działo. Tak tylko sobie patrzyli. No to Zenek siedział. Uśmiechnął się nawet do niego ten facet. Wcale niestary. I skinął głową. Kolana miał podwinięte, a drżącymi rękami obleczonymi w rękawice wybijał rytm. To Zenkowi wsiąkło w głowę bardzo głęboko. Jak mu ten rytm uspokajał bicie serca, i w głowie nie dudniło już od deszczu. Paznokciem o chodnik wybijał ten rytm razem z nim, obok tego faceta.
Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. Trzy, dwa. Pięć, cztery, trzy. Zenek zmarszczył brwi. Rytm się łamał. Nabierał ludzkiego głosu. Powietrze było ciemne i ledwo dostrzegał własny palec. Coś mu poleciało z tyłu gardła, ale bardzo lekko, bo ileż można krwawić. Zdławił kaszlnięcie, a strużkę metalu otarł ręką i o spodnie.

Znaleźli go. Uniósł powoli głowę. Nie, to tylko ten ciemny pan, co stał i się patrzył. Może to on mu teraz ten rytm poprawi. Zmrużył oczy. Ale nie, ten ciemny pan miał pelerynę, nie spodnie. Crow miał spodnie. Te jego były skórzane. Rety. Dobrze, że nie było bólu. Widać pstryknął dobrym pstryczkiem w głowie. Został tylko ten moment, jak już można wstać i iść. I nawet widział przyjaciela.
Zenek potrafił siedzieć cicho. Oddychał przez usta, bo przez nos nie mógł. Dym oblepiał mu skórę. Kolana miał podsunięte niemal pod nos. I jak Crow do niego szeptał, to było mu lepiej. Ale chciał coś jeszcze zrobić. Zanim pójdą. Bo tak właściwie, to nie wiedział, co się dzieje. Więc wyciągnął rękę i w ciemności złapał go za nogawkę. Bardzo nisko, niemal przy kostkach. Skóra poczuła się konkretnie pod opuszkami palców.

// Percepcja: ◉◉◉◉○, Aktywność fizyczna: ◉◉○○○, Wiedza o świecie: ◉◉◉○○, Niewidzialność 0, Znajomość Półświatka I, Łapacz Marzeń I, Muzyka I, Podejrzany I, Poza Schematem I, Derealizacja I, Szlama III, Brak Dokumentów II


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (4645), Zenon Kozioł (3664)




Wiadomości w tym wątku
08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez The Edge - 02.07.2026, 10:18
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez Zenon Kozioł - 03.07.2026, 05:31
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez The Edge - 12.07.2026, 11:08
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez Zenon Kozioł - 17.07.2026, 14:57
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez The Edge - 09.08.2026, 07:42
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez The Edge - 09.08.2026, 08:03
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez Zenon Kozioł - 12.08.2026, 22:04
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez The Edge - 23.08.2026, 22:31
RE: 08.09.72 — Jeszcze nie opadł dym, sumienie śpi - przez Zenon Kozioł - 24.08.2026, 19:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa