04.07.2026, 15:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2026, 15:43 przez Othello Fawley.)
Othello nie potrafił ukryć lekkiego rozbawienia zachowaniem Odysa. Lubił patrzeć jak rodzeństwo przekomarzało się między sobą. Miał wtedy wyjątkową… swobodę. Mógł być spektatorem, widzem tego ich przedstawienia. Istniała też możliwość wyboru strony. Mógł bronić osoby pokrzywdzonej, postawić się w roli bohatera, albo przeciwnie, dołączyć się do festiwalu dokuczania i uprzykrzania komuś życia. Co za rozrywka! Taka bardzo w stylu wesołej rodzinki Fawleyów.
– Myślę, że możemy już zaczynać – rzekł Othello. – Nikt z dalszej rodziny chyba nie chce mieć z nami nic wspólnego – stwierdził to bez smutku. Takie były przecież fakty.
– No nareszcie kurwa! – ojciec niemal wykrzyknął, powodując u Othella grymas niesmaku. Czy alkohol przeżarł temu człowiekowi mózg w tym stopniu, że stał się ordynarny niczym zwierzę? A nawet gorzej. Zwierzęta potrafiły mieć finezję, elegancję. William jednak nie przejmował się opinią swoich dzieci. Wziął ze środka stołu butelkę z winem i nalał sobie do kieliszka zdecydowanie więcej niż lampkę. Krwisty napój niemal przelał się z kryształowego, lśniącego naczynia.
Othello odchrząknął znacząco.
– Powinniśmy najpierw zmówić modlitwę, ojcze – rzekł spokojnym tonem. – Rozumiem, że nie zechcesz jej poprowadzić.
Williamowi odbiło się w odpowiedzi. Othellowi zachciało się wymiotować. Zauważył, że stary Fawley musiał już coś wypić. Czas na zwolnieniu warunkowym musiał służyć jego nałogowi. A i więzienie wyprało go z jakichkolwiek dobrych manier. Othello, patrząc na niego, miał ochotę usiąść i napisać filozoficzną rozprawę pod tytułem: Jak nisko może upaść człowiek?.
– Jak ci dam poprowadzić modlitwę, to będziesz pierdolił od rzeczy przez następną godzinę. Nikt nie chce tego słuchać – William machnął ręką. – Matko, błogosław mnie i moje bękarty. To jest moja modlitwa. Ktoś chce coś dodać? Może ty, Odile?
– Myślę, że możemy już zaczynać – rzekł Othello. – Nikt z dalszej rodziny chyba nie chce mieć z nami nic wspólnego – stwierdził to bez smutku. Takie były przecież fakty.
– No nareszcie kurwa! – ojciec niemal wykrzyknął, powodując u Othella grymas niesmaku. Czy alkohol przeżarł temu człowiekowi mózg w tym stopniu, że stał się ordynarny niczym zwierzę? A nawet gorzej. Zwierzęta potrafiły mieć finezję, elegancję. William jednak nie przejmował się opinią swoich dzieci. Wziął ze środka stołu butelkę z winem i nalał sobie do kieliszka zdecydowanie więcej niż lampkę. Krwisty napój niemal przelał się z kryształowego, lśniącego naczynia.
Othello odchrząknął znacząco.
– Powinniśmy najpierw zmówić modlitwę, ojcze – rzekł spokojnym tonem. – Rozumiem, że nie zechcesz jej poprowadzić.
Williamowi odbiło się w odpowiedzi. Othellowi zachciało się wymiotować. Zauważył, że stary Fawley musiał już coś wypić. Czas na zwolnieniu warunkowym musiał służyć jego nałogowi. A i więzienie wyprało go z jakichkolwiek dobrych manier. Othello, patrząc na niego, miał ochotę usiąść i napisać filozoficzną rozprawę pod tytułem: Jak nisko może upaść człowiek?.
– Jak ci dam poprowadzić modlitwę, to będziesz pierdolił od rzeczy przez następną godzinę. Nikt nie chce tego słuchać – William machnął ręką. – Matko, błogosław mnie i moje bękarty. To jest moja modlitwa. Ktoś chce coś dodać? Może ty, Odile?
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.