17.03.2023, 22:57 ✶
Danielle wiele się nie myliła. Ulysses był z innej bajki. Z zupełnie innej. Takiej w której wieczorami obserwowało się przez teleskop niebo albo obliczało skomplikowane równania numerologiczne. W samotności. Na Beltane pojawił się jedynie przez obowiązek, który nałożył na niego ojciec, ale skoro się już tutaj pojawił, musiał przynajmniej udawać, że próbuje zainteresować się obecnymi na miejscu atrakcjami.
Zmarszczył brwi, skonsternowany odpowiedzią uzdrowicielki. Najchętniej złapałby ją za nadgarstek i nakazał opuszczenie tego święta już zaraz. Ale nie miał takiej mocy. Jak miałby jej wyjaśnić, że nie powinna tu przebywać?
Zacisnął usta, starając się wymyślić jakąś spójną odpowiedź, która mimo wszystko odwiodłaby Danielle od szukania uciech po zmroku w lesie.
- Niektóre rzeczy są ciekawe, bo są tajemnicą. Nie ma sensu ich poznawać – rzucił pierwsze, co mu przyszło do głowy a co w zawoalowany sposób zabrzmiało jak: wynocha do domu.
Podniósł głowę, szukając wzrokiem towarzysza Danielle. Zdławił coraz czarniejsze myśli, które pojawiły mu się w głowie. Odruchowo ruszył za nią w stronę Carrowa. Posłał mu złe spojrzenie, które jednocześnie miało oznaczać: po prostu ją stąd zabierz, zabierz do swojego domu i tam jej w nocy pokazuj, że najważniejsze wydarzenia dzieją się po zmierzchu.
- Jesteś może jakimś kuzynem Alanny Carrow? – zapytał odruchowo, kiedy ruszyli w stronę stoiska Sarah.
Zmarszczył brwi, skonsternowany odpowiedzią uzdrowicielki. Najchętniej złapałby ją za nadgarstek i nakazał opuszczenie tego święta już zaraz. Ale nie miał takiej mocy. Jak miałby jej wyjaśnić, że nie powinna tu przebywać?
Zacisnął usta, starając się wymyślić jakąś spójną odpowiedź, która mimo wszystko odwiodłaby Danielle od szukania uciech po zmroku w lesie.
- Niektóre rzeczy są ciekawe, bo są tajemnicą. Nie ma sensu ich poznawać – rzucił pierwsze, co mu przyszło do głowy a co w zawoalowany sposób zabrzmiało jak: wynocha do domu.
Podniósł głowę, szukając wzrokiem towarzysza Danielle. Zdławił coraz czarniejsze myśli, które pojawiły mu się w głowie. Odruchowo ruszył za nią w stronę Carrowa. Posłał mu złe spojrzenie, które jednocześnie miało oznaczać: po prostu ją stąd zabierz, zabierz do swojego domu i tam jej w nocy pokazuj, że najważniejsze wydarzenia dzieją się po zmierzchu.
- Jesteś może jakimś kuzynem Alanny Carrow? – zapytał odruchowo, kiedy ruszyli w stronę stoiska Sarah.
!herbata z prądem