25.10.2022, 00:02 ✶
Współpraca nie była fortą Eden.
Zasięganie drugiej opinii było stratą czasu. Liczyły się fakty, a nie poglądy. Prawie zasnęła dwukrotnie, kiedy pozostała reszta zespołu modliła się nad artefaktem, jakby zaraz miał wyskoczyć z niego duch czarnoksiężnika i opowiedzieć im bajkę. Zamiast przesłuchiwać potencjalnych świadków, roztoczyli kółko różańcowe nad kilkoma klamotami, które zdołali zabrać na pocieszenie z kryjówki poszukiwanego, który zdążył im zbiec sprzed nosa. Na początku bierne obserwowanie ich z bezpiecznego dystansu było nawet zabawne, potem stało się monotonne. Zaczęła ich podpuszczać, trochę liczyła, że się pobiją, dowódca ich rozdzieli, a potem zabiorą się za prawdziwą robotę. Ale nie, zapytali Eden, czy skoro tak ją wszystko bawi, to czy nie ma lepszego pomysłu.
Oczywiście, że miała. Tylko czekała, aż ktoś zapyta.
Nie mogła się posiąść ze zdziwienia, że nikomu nie przeszło przez myśl ściągnięcie widmowidza. Uważali, że znalezisko było niezwykle istotnym elementem układanki, ale jakoś nie połączyli ze sobą kropek. Nie doszli do banalnej konkluzji, że najlepszym sposobem na rozszyfrowanie zastosowania przedmiotu będzie zajrzenie w przeszłość do momentu, kiedy ktoś go używał. Najlepiej ich podejrzany.
A podobno aurorami zostawali tylko najlepsi z najlepszych.
Malfoy nie obchodziło, jaką miała opinię wśród kolegów. Przyszła do pracy, a nie na wieczorek towarzyski. Nie miała w planach zabłysnąć przed grupą, a wypełniać przydzielone zadania. O ile dobrze pamiętała, a pamięć miała niezawodną, podlizywanie się kolegom i bycie lubianą nie było żadnym z nich. Mogli rozsiewać paskudne plotki za jej plecami, mogli próbować wykręcać jej żarty. Odbije im się to czkawką, ale na pewno nie odbije się to na psychice Eden. Była ulepiona z zupełnie innej gliny.
Kiedy przyprowadzili jej dziewczę z BUMu, była sceptyczna. Przeszła przez obowiązkowe dwa lata służby w tej wspaniałej zbieraninie i nie skłamałaby mówiąc, że wolałaby gołym tyłkiem na rozgrzanych węglach usiąść niż znowu tam pracować. Dlatego patrzyła jedynie z odległości, jak Longbottom polerowała kolanami podłogę i bawiła się w okultystę, sama stojąc oparta o skraj biurka i wyjadając kruche ciasteczka ze spodka filiżanki od herbaty. Trzymała go sobie pod brodą, co by nie nakruszyć wszędzie, gdzie się da.
- Jakbyś się uwinęła tak w przeciągu pięciu do piętnastu minut, byłoby cudnie - odparła, doskonale wiedząc, że nie o to dziewczyna pytała, gdy zagadnęła o przedział czasowy. Eden uśmiechnęła się uroczo, po czym złapała w dwa palce rozpadające się ciasteczko, szybko wkładając je do ust, zanim spadnie na talerzyk. Oblizała lukier z ust. - Ale tak, docelowo masz wyciągnąć to, co zdołasz. Nie wiem, jak bardzo jesteś zdolna, ale obstawiam, że cudów mam się nie spodziewać? - zapytała niewinnie, odbijając się wreszcie od biurka. Podeszła do Brenny, przykucnęła przy niej, opierając sobie na kolanach talerzyk z ciasteczkami.
- Szacujemy, że poszukiwany przebywał w swojej kryjówce co najmniej od listopada zeszłego roku - rzuciła w końcu, poprawiając jedną z chybotających się świec. - Właściwości samego przedmiotu nie są istotne, bo jaki jest sztylet każdy widzi. Ma ostry koniec i służy do dźgania - oświadczyła znudzonym tonem, nie chcąc, żeby skupiała się na nim. Eden interesowało tylko i wyłącznie to, co może doprowadzić ich do zguby. - Skup się na tym, co otaczało go w tamtym momencie. Ludzie, inne przedmioty, cokolwiek, co może wskazywać, dokąd udała się nasza zguba. - przeszła wreszcie do rzeczy, nie chcąc marnować więcej czasu, a całość uwieńczyła włożeniem kolejnego ciastka do ust.
Zasięganie drugiej opinii było stratą czasu. Liczyły się fakty, a nie poglądy. Prawie zasnęła dwukrotnie, kiedy pozostała reszta zespołu modliła się nad artefaktem, jakby zaraz miał wyskoczyć z niego duch czarnoksiężnika i opowiedzieć im bajkę. Zamiast przesłuchiwać potencjalnych świadków, roztoczyli kółko różańcowe nad kilkoma klamotami, które zdołali zabrać na pocieszenie z kryjówki poszukiwanego, który zdążył im zbiec sprzed nosa. Na początku bierne obserwowanie ich z bezpiecznego dystansu było nawet zabawne, potem stało się monotonne. Zaczęła ich podpuszczać, trochę liczyła, że się pobiją, dowódca ich rozdzieli, a potem zabiorą się za prawdziwą robotę. Ale nie, zapytali Eden, czy skoro tak ją wszystko bawi, to czy nie ma lepszego pomysłu.
Oczywiście, że miała. Tylko czekała, aż ktoś zapyta.
Nie mogła się posiąść ze zdziwienia, że nikomu nie przeszło przez myśl ściągnięcie widmowidza. Uważali, że znalezisko było niezwykle istotnym elementem układanki, ale jakoś nie połączyli ze sobą kropek. Nie doszli do banalnej konkluzji, że najlepszym sposobem na rozszyfrowanie zastosowania przedmiotu będzie zajrzenie w przeszłość do momentu, kiedy ktoś go używał. Najlepiej ich podejrzany.
A podobno aurorami zostawali tylko najlepsi z najlepszych.
Malfoy nie obchodziło, jaką miała opinię wśród kolegów. Przyszła do pracy, a nie na wieczorek towarzyski. Nie miała w planach zabłysnąć przed grupą, a wypełniać przydzielone zadania. O ile dobrze pamiętała, a pamięć miała niezawodną, podlizywanie się kolegom i bycie lubianą nie było żadnym z nich. Mogli rozsiewać paskudne plotki za jej plecami, mogli próbować wykręcać jej żarty. Odbije im się to czkawką, ale na pewno nie odbije się to na psychice Eden. Była ulepiona z zupełnie innej gliny.
Kiedy przyprowadzili jej dziewczę z BUMu, była sceptyczna. Przeszła przez obowiązkowe dwa lata służby w tej wspaniałej zbieraninie i nie skłamałaby mówiąc, że wolałaby gołym tyłkiem na rozgrzanych węglach usiąść niż znowu tam pracować. Dlatego patrzyła jedynie z odległości, jak Longbottom polerowała kolanami podłogę i bawiła się w okultystę, sama stojąc oparta o skraj biurka i wyjadając kruche ciasteczka ze spodka filiżanki od herbaty. Trzymała go sobie pod brodą, co by nie nakruszyć wszędzie, gdzie się da.
- Jakbyś się uwinęła tak w przeciągu pięciu do piętnastu minut, byłoby cudnie - odparła, doskonale wiedząc, że nie o to dziewczyna pytała, gdy zagadnęła o przedział czasowy. Eden uśmiechnęła się uroczo, po czym złapała w dwa palce rozpadające się ciasteczko, szybko wkładając je do ust, zanim spadnie na talerzyk. Oblizała lukier z ust. - Ale tak, docelowo masz wyciągnąć to, co zdołasz. Nie wiem, jak bardzo jesteś zdolna, ale obstawiam, że cudów mam się nie spodziewać? - zapytała niewinnie, odbijając się wreszcie od biurka. Podeszła do Brenny, przykucnęła przy niej, opierając sobie na kolanach talerzyk z ciasteczkami.
- Szacujemy, że poszukiwany przebywał w swojej kryjówce co najmniej od listopada zeszłego roku - rzuciła w końcu, poprawiając jedną z chybotających się świec. - Właściwości samego przedmiotu nie są istotne, bo jaki jest sztylet każdy widzi. Ma ostry koniec i służy do dźgania - oświadczyła znudzonym tonem, nie chcąc, żeby skupiała się na nim. Eden interesowało tylko i wyłącznie to, co może doprowadzić ich do zguby. - Skup się na tym, co otaczało go w tamtym momencie. Ludzie, inne przedmioty, cokolwiek, co może wskazywać, dokąd udała się nasza zguba. - przeszła wreszcie do rzeczy, nie chcąc marnować więcej czasu, a całość uwieńczyła włożeniem kolejnego ciastka do ust.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~