• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony]

[Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony]
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#2
06.07.2026, 09:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2026, 22:20 przez Lazarus Lovegood.)  
Nawet, jeżeli Lazarus dopuszczał poza dziecięcymi marzeniami, z których dawno wyrósł, prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek będzie leciał samolotem, to na pewno nie podejrzewał, że będzie to lot pierwszą klasą. Biorąc pod uwagę ceny biletów lotniczych i powszechną dostępność czarodziejskich środków transportu, to, co właśnie robili on i szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego trudno było nazwać inaczej, niż ekstrawagancją, choć ustawioną pod takim (dość precyzyjnym) kątem, że faktycznie mogła wydawać się koniecznością.

Anthony nie tylko nie odrzucił sugestii mugolskiego samolotu, ale przyjął ją z pewnym zainteresowaniem. Po lotnisku poruszał się zdumiewająco pewnie, jak na czystokrwistego czarodzieja (Lazarus, założywszy, że Shafiq nigdy nie miał okazji latać, nie tylko dokładnie przestudiował plan Heathrow, ale odwiedził lotnisko po godzinach pracy i zorientował się, gdzie powinni się kolejno zgłosić), a i w samym samolocie bez większego wysiłku wtopił się w tło podróżujących mugolskich biznesmenów. Lovegood obserwował to dyskretnie, ale z podziwem. Oczywiście, Shafiq, jako dyplomata, potrafił zapewne odnaleźć się w każdej sytuacji, ale jego asystent mimo wszystko spodziewał się bardziej chaotycznego przedpołudnia.

Kiedy zajęli fotele naprzeciwko siebie, podłoga samolotu pod nogami zadrżała lekko, a ich uszy zaatakował szum rozpędzających się silników, z odmętów pamięci Lazarusa wychynęło wspomnienie diagramu z książki, którą dostał na któreś Yule - od ojca. Na Gwiazdkę, jak nazywali to święto członkowie rodziny z tamtej strony. Profil skrzydła samolotowego w przekroju, otoczony strzałkami pokazującymi, jak powietrze jest zagarniane pod samolot, umożliwiając lot. Fizyka zaprzęgnięta do pracy w służbie ludzkości. Mugole omijali swój brak magii w fascynujący, genialny sposób. Lazarus, od lat warunkowany, by nie przyciągać zbytniej uwagi do kwestii swego pochodzenia, nie mógł w chwilach podobnych do tej wyzbyć się odrobiny dumy.

Nie zaczepiał Anthony'ego bez potrzeby. Dwa tygodnie współpracy wystarczyły, by w miarę dobrze czuł się w kontaktach zawodowych, ale nie warunkowały ani pełnej swobody w obecności szefa, ani komfortowego small-talku. Cisza zresztą nie ciążyła specjalnie, była raczej przestrzenią pozostawioną, by każdy z nich mógł zatopić się we własnych myślach i przeżywać lot, bo pierwszy, czy nie, z pewnością nie była to dla żadnego z nich okoliczność typowa.

Prędkość wcisnęła ich w fotele, uszy zatkały się nieprzyjemnie i czarodziej bez wyglądania na zewnątrz mógł się domyślić, że oderwali się od ziemi. Gdyby mały Lazarus, pochylający się nad książką objaśniającą jak to się dzieje, że wielotonowa maszyna odrywa się od ziemi, mógł doświadczyć tego osobiście, pewnie podskakiwałby na siedzeniu z ekscytacją albo przyklejał nos do szyby, obserwując oddalającą się ziemię.
Obecny Lazarus, starszy o niemal ćwierć wieku, spojrzał na Anthony’ego, wsunął dłoń pod połę swetra, dotykając ukrytej tam bezpiecznie różdżki…

Oddalającą się ziemię obserwował delikatnie zwracając głowę w kierunku okna (iluminator, podpowiedziała pamięć, okna w samolocie nazywają się iluminatory), starannie ukrywając swoje zainteresowanie. Jego twarz drgnęła w czymś, co było prawdopodobnie zaczątkiem uśmiechu, ale zaraz przybrała wypracowany, neutralny wyraz.

(Gdyby coś poszło nie tak - wspólna teleportacja w linii prostej w dół jakieś dziesięć-piętnaście sekund przed planowanym upadkiem powinna dać im największe szanse przeżycia. Chyba, że trafią w wodę, nad którą przecież przebiegała większość podróży, wtedy musiałby przetransmutować aktówkę w szalupę ratunkową. Czy Anthony potrafił pływać?)

Oderwał wzrok od okienka i rozejrzał się w poszukiwaniu wyjścia awaryjnego i sprzętu ratunkowego. Napotkał spojrzenie miło uśmiechniętej stewardessy roznoszącej kawę. Skinął poważnie głową w podziękowaniu, natychmiast przerywając nieplanowany kontakt wzrokowy. W planie lotu przewidziany był również obiad, ale Lovegood nie wiedział, czy da radę go zjeść. Rano wmusił w siebie kanapkę niemal nie rejestrując smaku (choć zauważył przyjemną gęstość chleba - jedyną motywację, by odgryzać kolejne kęsy).

Dostrzegł, jak Anthony otworzył, a potem zamknął teczkę na kolanach. Mógłby zająć się czytaniem tych dokumentów, przygotowaniami do czekającego ich spotkania, ale to wymagałoby sięgnięcia w przestrzeń osobistą drugiego mężczyzny, by odebrać folder. Dłoń Lazarusa drgnęła, ale ostatecznie ruszyła tylko do filiżanki. Stuknął nią nieco głośniej o spodeczek, chcąc zwrócić na siebie uwagę swojego kierownika.
- Mam się tym zająć? - zapytał cicho, wskazując głową na papiery, gdy tylko Anthony zaszczycił go spojrzeniem.

Lot przebiegał spokojnie do momentu, kiedy po niemal godzinie samolot niespodziewanie zadrżał, nie uspokajającą wibracją silników, ale nieprzyjemnymi wstrząsami, które spędzającemu niejeden wakacyjny tydzień u mugolskiej połowy swojej rodziny Lovegoodowi przypominały do złudzenia podskakiwanie samochodu na wybojach. Tylko, że tu nie było wybojów, nie było drogi i pędzących po niej kół. Lazarus i podniósł głowę znad przeglądanego właśnie szkicu umowy. Opróżnione do połowy filiżanki zadźwięczały na spodeczkach, wtórując sygnałowi dźwiękowemu, który obwieścił konieczność zapięcia pasów. Turbulencje, zorientował się po chwili klątwołamacz. Niechętnie sięgnął do pasów, po drodze upewniająco przesuwając palcami po kieszeni skrywającej różdżkę - tylko w ten sposób folgując przedwcześnie obudzonemu instynktowi.

Jeszcze nie ma potrzeby, nakazał sobie, zapinając z cichym kliknięciem sprzączkę na brzuchu, ale jednak, mimo woli, zerknął w stronę kręcących się - teraz już karnie siedzących na przeznaczonych sobie miejscach - członków załogi, a następnie wyjrzał na zewnątrz. Ci pierwsi wydawali się póki co spokojni. Dziewczyna, która obsługiwała ich wcześniej, posłała mu uspokajający uśmiech. Za podwójną szybą oddzielającą ich od mil i mil przestrzeni wypełnionej jedynie powietrzem, daleko w dole widać było ciemnoniebieskie wody Oceanu Atlantyckiego. Lazarus skrzywił się przelotnie. Aby zająć czymś ręce, poprawił swoją filiżankę, która przekręciła się uszkiem w nieodpowiednią stronę - ta należąca do Anthony’ego zrobiła to samo, ale sięganie do niej byłoby chyba dość dziwne. Pozostały więc irytująco niesymetryczne. Dla równowagi wyrównał brzegi papierów przed sobą. Sięgnął po ołówek, zdeterminowany, by pracować, mimo natrętnej myśli, że w razie czego prawdopodobnie będzie tak samo bezradny nad ziemią, jak i pod nią. Absurdalne. I niekonstruktywne.

Spojrzał na czarodzieja naprzeciwko, ciekaw, czy nowe doznania robią na nim jakiekolwiek wrażenie. Czy dyplomata miał pojęcie o prądach powietrza, o ogromie otaczających ich mas ściśliwej i pozornie tylko nieważkiej materii? Ojciec Lovegooda, mugol nauczający fizyki w jednym z londyńskich liceów, dbał o to, by Lazarus chociaż mniej więcej opanował podstawowy program angielskich niemagicznych szkół, niezależnie od swoich czarodziejskich zdolności (prawdziwą edukację, jak nieopatrznie raz powiedział w obecności matki Lazarusa; posłała w jego kierunku napełnioną wyjątkową agresją miotełkę do kurzu, a potem nie odzywała się do niego przez cały dzień). Ale, jak szybko zorientował się w Hogwarcie, jego koledzy, zwłaszcza ci dorastający w czysto magicznych rodzinach, nie mieli w ogromnej większości pojęcia o tym, jak działają prawa natury. Magia, mówili - niekiedy nawet Krukoni. A jeżeli nie magia, to nie warto tego zgłębiać.

- To - stuknął dwukrotnie gumką na końcu ołówka w specyfikację przedmiotu zamówienia, nie chcąc w samolocie pełnym mugoli używać otwarcie słów “krew salamandry” - w całości na oficjalne potrzeby Ministerstwa?
Było tego sporo, kwestia pojawiła się dość nagle i wcale nie zdziwiłoby go, gdyby okazało się, że nie. A w takim razie należało rozważyć podzielenie dostaw na mniejsze albo nawet podpisanie osobnych umów na kolejne transze, żeby uniknąć podejrzeń. Może nawet skorzystanie z różnych dostawców, choć to byłoby już stąpanie po cienkiej linii między działaniami ginącymi w ministerialnym szumie a podejrzanie niepozornymi. 

Wyjątkowo nagły podskok i następujący po nim moment bezwładności sprawiły, że nawet Lazarus wstrzymał oddech.  Ołówek, już obrócony rysikiem w dół, stuknął dodatkowy, nieplanowany raz w kartki, zostawiając lekki, grafitowy ślad, który czarodziej obdarzył niezadowolonym spojrzeniem. Strona trzecia umowy, będzie trzeba to usunąć przed podpisaniem. Jak wreszcie przestanie trząść. Na wszelki wypadek odsunął dłoń znad papierów i z powrotem podniósł wzrok na Shafiqa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2681), Lazarus Lovegood (1715)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony] - przez Anthony Shafiq - 04.07.2026, 23:54
RE: [Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony] - przez Lazarus Lovegood - 06.07.2026, 09:58
RE: [Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony] - przez Anthony Shafiq - 20.07.2026, 16:18
RE: [Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony] - przez Lazarus Lovegood - 21.07.2026, 20:56
RE: [Jesień 1972 27.09, Islandia | Lazarus & Anthony] - przez Anthony Shafiq - 27.07.2026, 10:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa