07.07.2026, 10:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2026, 14:57 przez Delyra Dolohov.)
To już totalnie zarobiło przeciągłe przewrócenie oczami. Zadała tylko pytanie, no dobra, dość nieuprzejmie, ale kto normalny idzie za gadem do piwnicy? Sama ta rzecz była przerażająca. I czemu miałaby w ogóle zaufać jakiemuś przypadkowemu człowiekowi, który w ogóle nie przypominał człowieka? Nie obchodziło jej zbytnio, że byli w tym samym domu. Rowle był jej zupełnie obcy, co dodawało w niej smużki nieufnośći.
No ale dobra. Chciała uciec przed tą prefektką z Ravenclaw, która była tak logiczna, że nie darzyła nikogo sympatią i faktycznie odbierała punkty za oddychanie, kiedy miała zły dzień. Delyrze wydawało się, że skoro jest taka mądra to powinna wiedzieć, że ludzie muszą oddychać, żeby przeżyć.
Też Lestrange nie wzdrygnęła się, kiedy Rowle tak na nią spojrzał. W lekkim świetle różdżki nie widziała dokładnie tego twarzy, ale zręcznie utrzymywała maskę obojętności. Nie widziała nigdy takiego zjeba, ale trzeba było sobie radzić i się nie bać. Poza tym, to nie ona miksowała się ze smokami.
Zamiast dawać jakąkolwiek satysfakcję Seisyllowi z oburzenia, po prostu skinęła głową i mruknęła ciche — Nox — i światełko zniknęło. Jeżeli chcieli dotrzeć do lochów na czas, to musieli iść w ciemności, by szajbuska ich nie wyhaczyła. Zacisnęła ręce na swojej kosmetyczce z flakonikami. W pomiędzy wskazującym a środkowym trzymała różdżkę skierowaną w dół. Mocno trzymała, żeby nagły impakt w ścianę lub inne czekające na nich rzeczy nie wyburzyło jej z rytmu.
Wpadła raz na ścianę, ale szybko otrząsnęła się. Nigdy nie była w tej części zamku i było to bardzo wyraźnie widać. Kluczyła za Seisyllem, zestresowana, że towarzysz wywiezie ją w manowce i w ogóle nie trafią do dormitoriów. Ale chwilę później dotarł do niej bardzo dobrze znany zapach stęchlizny i świec. Naprawdę doszli podziemiami do domu? Nie miała w zwyczaju przyznawać racji ludziom, więc nic nie odpowiedziała - nawet zwykłego 'dziękuję za uratowanie mi dupy przed szajbuską'. Dlatego wyszeptała do ściany hasło i pierwsza wślizgnęła się do Pokoju Wspólnego. Ściskała blisko siebie kosmetyczkę, sprzepnęła z niej pajęczyny. Podążyła do dormitoriów dziewczyn po cichym — Dobranoc.
No ale dobra. Chciała uciec przed tą prefektką z Ravenclaw, która była tak logiczna, że nie darzyła nikogo sympatią i faktycznie odbierała punkty za oddychanie, kiedy miała zły dzień. Delyrze wydawało się, że skoro jest taka mądra to powinna wiedzieć, że ludzie muszą oddychać, żeby przeżyć.
Też Lestrange nie wzdrygnęła się, kiedy Rowle tak na nią spojrzał. W lekkim świetle różdżki nie widziała dokładnie tego twarzy, ale zręcznie utrzymywała maskę obojętności. Nie widziała nigdy takiego zjeba, ale trzeba było sobie radzić i się nie bać. Poza tym, to nie ona miksowała się ze smokami.
Zamiast dawać jakąkolwiek satysfakcję Seisyllowi z oburzenia, po prostu skinęła głową i mruknęła ciche — Nox — i światełko zniknęło. Jeżeli chcieli dotrzeć do lochów na czas, to musieli iść w ciemności, by szajbuska ich nie wyhaczyła. Zacisnęła ręce na swojej kosmetyczce z flakonikami. W pomiędzy wskazującym a środkowym trzymała różdżkę skierowaną w dół. Mocno trzymała, żeby nagły impakt w ścianę lub inne czekające na nich rzeczy nie wyburzyło jej z rytmu.
Wpadła raz na ścianę, ale szybko otrząsnęła się. Nigdy nie była w tej części zamku i było to bardzo wyraźnie widać. Kluczyła za Seisyllem, zestresowana, że towarzysz wywiezie ją w manowce i w ogóle nie trafią do dormitoriów. Ale chwilę później dotarł do niej bardzo dobrze znany zapach stęchlizny i świec. Naprawdę doszli podziemiami do domu? Nie miała w zwyczaju przyznawać racji ludziom, więc nic nie odpowiedziała - nawet zwykłego 'dziękuję za uratowanie mi dupy przed szajbuską'. Dlatego wyszeptała do ściany hasło i pierwsza wślizgnęła się do Pokoju Wspólnego. Ściskała blisko siebie kosmetyczkę, sprzepnęła z niej pajęczyny. Podążyła do dormitoriów dziewczyn po cichym — Dobranoc.
Koniec sesji